Reklama

Reklama

Niemiła niespodzianka dla polskich siatkarek w Peru

Ptasie odchody na boisku do siatkówki? Tak, to nie żart. Między innymi od takiej przygody zaczęły pobyt w Peru siatkarki polskiej reprezentacji.

Niezbyt miła niespodzianka czekała na polskie siatkarki, które wczesnym rankiem zjawiły się na treningu w Coliseo Eduardo Dibos. Boisko było brudne od ptasich odchodów. Nic dziwnego, skoro ptaki są mieszkańcami tej jednej z dwóch największych hal w Limie.

Wprawdzie nieczystości szybko zostały usunięte przez pracowników obiektu, ale niesmak pozostał. Zresztą do zabawnej sytuacji doszło pod koniec zajęć, kiedy to ptasie jajko wylądowało tuż obok głowy masażysty reprezentacji Łukasza Witczaka. Z takimi nie do końca sympatycznymi niespodziankami polska drużyna musiała zmierzyć się w Peru już kilkakrotnie.

Reklama

Już podczas pierwszego dnia pobytu okazało się, że nie dla wszystkich starczyło pokoi w pięciogwiazdkowym hotelu Delfines, który gości także reprezentacje Kanady i Belgii. Sztab szkoleniowy musiał przenieść się na dwa dni do innego hotelu i dojeżdżać do reszty zespołu taksówkami.

W czwartek menedżer reprezentacji Jakub Bączek spędził niemal pół dnia przy recepcji, domagając się wcześniej zarezerwowanych pokoi. Jakby tego było mało, z pokoju zajmowanego przez trzy zawodniczki, podczas ich nieobecności zniknęły ...dwa łóżka. Nie do końca serwis hotelowy potrafił wyjaśnić dlaczego tak się stało, pomijając fakt, że językiem angielskim posługuje się w Peru bardzo mało osób.

- Mając świadomość, że mentalność Europejczyków jest zupełnie inna od mentalności mieszkańców Ameryki Południowej, byłem przygotowany na pewien "szum komunikacyjny". Zakładałem, że Peruwiańczycy będą obiecywać, że za 10 minut coś zrobią, a będą na to potrzebować godzinę. Nie liczyłem się jednak z tym, że nasze prośby nie będą zupełnie realizowane - przyznał menedżer kadry.

Gospodarze starają się być jednak bardzo mili i może z nieco udawaną życzliwością podchodzą do próśb polskiego zespołu.

- To jest ich taktyka obronna. Po prostu brak kompetencji próbują niwelować uśmiechem i tym, że są sympatyczni i otwarci. Myślę, że nie do końca dba się w tym kraju o szkolenie pracowników - stwierdził.

Pewnym problemem są też dojazdy na trening do hali, które w godzinach szczytu zajmują ponad pół godziny. Zespoły podróżują małymi, wiekowymi autobusami, mogącymi pomieścić zaledwie 24 osoby, co sprawia, że nie wszyscy mogą liczyć na miejsca siedzące.

Obiekt, na którym rozegrany zostanie pierwszy turniej World Grand Prix też pozostawia wiele do życzenia. Wybudowana w latach 80. XX wieku hala może pomieścić sześć tysięcy kibiców. Nie jest ona całkowicie zamknięta, przez co zimą, a taka pora roku jest w tej chwili w Peru, jest w niej dość chłodno. Podczas porannego treningu było zaledwie ok. 16 stopni Celsjusza, a do tego jest po prostu brudna.

Trener kadry Piotr Makowski nie chciał się wypowiadać w kwestii organizacji imprezy. "Powiem tak: w Polsce naprawdę jesteśmy pod tym względem daleko w przodzie" - stwierdził.

W piątek o godz. 23.40 (czasu warszawskiego) "Biało-czerwone" zagrają pierwsze spotkanie w WGP z Belgią.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje