Reklama

Reklama

ME siatkarek: Polki w półfinale. Magdalena Stysiak: Patrzą na nas inaczej

- Stałyśmy się drużyną, której może obawiać się każdy rywal. Czołowe zespoły patrzą już na nas inaczej - podkreśliła przyjmująca reprezentacji Polski siatkarek Magdalena Stysiak. "Biało-Czerwone", obok Turcji, Serbii i Włoch, od soboty w Ankarze będą walczyć o medale mistrzostw Europy.

Polki do najlepszej czwórki europejskiego czempionatu awansowały zwyciężając w środę wieczorem w łódzkiej Atlas Arenie z Niemcami 3:2. To była ich szósta wygrana w siódmym występie w turnieju rozgrywanym w Łodzi oraz trzech innych miastach - Bratysławie, Budapeszcie i Ankarze. Polki o medale w imprezie tej rangi zagrają po raz pierwszy od 10 lat, kiedy sięgnęły w Łodzi po brąz.

Reklama

- Marzenia się spełniają, wygrałyśmy nasz najważniejszy mecz do tej pory i jesteśmy w czwórce najlepszych drużyn Europy. Przed ćwierćfinałem czułyśmy lekką presję, bo wiedziałyśmy, że Niemki wyszły na boisko naładowane, nakręcały się głośnym dopingiem i nie poddawały. Grałam z nimi chyba piąty mecz i jeszcze nigdy nie zagrały na takim poziomie. Spisywały się bardzo dobrze, ale my jeszcze lepiej - oceniła dające przepustkę do półfinału zwycięstwo Stysiak.

18-letnia siatkarka miała bardzo duży wkład w ten sukces. Była najskuteczniejszą zawodniczką meczu (22 pkt) oraz zaserwowała pięć asów. Po jej serii zagrywek Polki prowadziły w tie-breaku 6:2, co otworzyło im drogę do końcowego triumfu. Wcześnie nie był on pewny, ponieważ czwartego seta gospodynie przegrały 17:25.

- Na tie-breaka wyszłyśmy, jak nowo narodzone i wszystko należało do nas. Wychodząc na tego seta powiedziałam sobie: "teraz albo nigdy". Na zagrywce pomyślałam, że nie mam nic do stracenia i albo wyjdzie albo nie. Nie zwalniałam ręki, bo zagrywka mi "siedziała". Stres oczywiście był, ale nie dałam mu się ponieść. Może nie było tego po mnie widać, ale mogę teraz przyznać, że w piątym secie trzęsły mi się nogi - przyznała najmłodsza kadrowiczka.

O medale drużyna trenera Jacka Nawrockiego będzie rywalizować od soboty w Turcji, gdzie w 2003 roku "Biało-Czerwone" po raz pierwszy sięgnęły po tytuł mistrzyń Europy. Stysiak miała wówczas zaledwie trzy lata, ale - jak zapewniła - obejrzała później mecze "Złotek" w tym turnieju. - Oglądałam je wszystkie i starałam się czerpać od legend polskiej siatkówki. Patrzyłam, co robią dobrze i jak wytrzymują te emocje - mówiła zawodniczka, która w ekstraklasie zadebiutowała w wieku 16 lat.

Przyjmująca włoskiego Savino Del Bene Scandicci dodała, że historia lubi się powtarzać, ale - jak podkreśliła - przed wyjazdem do Ankary nie chce niczego obiecywać.

- Są trzy medale i cztery zespoły, ale na pewno będziemy o niego walczyć i nie jesteśmy bez szans. Uważam, że stałyśmy się drużyną, której może obawiać się każdy rywal. Czołowe reprezentacje patrzą już na nas inaczej. Wiem od Serbek, że nie spodziewały się takiej gry z naszej strony w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk. Teraz w Łodzi pokazaliśmy kawał dobrej siatkówki, wygrałyśmy w Włoszkami (3:2). Następny krok to Turcja - wskazała Stysiak.

Oceniła, że kiedy w polskim zespole wszystko dobrze funkcjonuje, nikt go nie zatrzyma. - Jesteśmy, jak czarne konie - podsumowała młoda siatkarka, która przed rokiem została uznana za najlepszą atakującą mistrzostw Europy do lat 19.

Polki w sobotnim półfinale zmierzą się z gospodarzem fazy finałowej mistrzostw Turcją (godz. 18.30). Wcześniej broniące tytułu Serbki zagrają z Włoszkami (godz. 16). Finał i mecz o brązowy medal zostaną rozegrane w niedzielę.

Bartłomiej Pawlak

Dowiedz się więcej na temat: Magdalena Stysiak | ME siatkarek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje