Reklama

Reklama

Malwina Smarzek-Godek jest po oficjalnej kwarantannie

W epicentrum koronawirusa, w mieście Bergamo we Włoszech, cały czas przebywa gwiazda naszej siatkarskiej reprezentacji, Malwina Smarzek-Godek. Zawodniczka miejscowego klubu Zanetti, podobnie jak reszta jej drużyny, musiała poddać się oficjalnej kwarantannie, ale z uwagi na czyhające niebezpieczeństwo i tak nie ma zamiaru wyściubiać nosa poza mieszkanie.

To właśnie na Półwyspie Apenińskim, biorąc pod lupę Europę, sytuacja jest najbardziej dramatyczna. Tam koronawirusem zaraziło się już około 60 tysięcy osób i nawet biorąc pod uwagę, że w niedzielę wyhamowało tempo zakażeń i zgonów, dane są zatrważające. Aby uzmysłowić sobie, z jak kolosalną pandemią borykają się Włosi, druga w tym niechlubnym rankingu jest Hiszpania z liczbą zakażeń przekraczającą 35 tys. osób.

Reklama

Prawdziwy koszmar ma miejsce w regionie Lombardii, gdzie od początku epidemii zmarło więcej osób (około 3500) z koronawirusem niż w Chinach (3245)! I właśnie w tym regionie, a dokładnie w mieście Bergamo, stacjonuje Smarzek-Godek. O tym, że strach zagląda tam w oczy wszystkim, nawet nie trzeba mówić.

23-letnia siatkarka w rozmowie z "Super Expressem" opowiedziała, że za nią oraz całą drużyną właśnie przymusowa kwarantanna. - W niedzielę skończyła nam się oficjalna kwarantanna. Byłyśmy na niej całym zespołem, ponieważ miałyśmy kontakt z osobą zakażoną. Niby się skończyła, ale tak naprawdę niewiele to zmienia, bo jako cały kraj jesteśmy właściwie na kwarantannie. Każde wyjście z domu nieuzasadnione ważnym powodem jest karalne - opowiada jedna z liderek naszej kobiecej kadry i zapewnia, że razem z mężem czują się bezpiecznie.

Smarzek-Godek nieco uspokoiła obawy o siebie mówiąc, że mieszka poza centrum Bergamo, a poza tym właściwie w ogóle nie wychodzi z mieszkania. Ryzyko czai się za każdym rogiem, więc w tej sytuacji, gdy każda napotkana osoba może być potencjalnym nosicielem wirusa, nie myśli ryzykować. Obecnie czuje się zdrowa i podkreśla opiekę, jaką w tej trudnej sytuacji otrzymuje od klubu. Ona oraz pozostałe zawodniczki. Świadczy o tym konkretny przykład.

- Jeśli ktoś wykazuje jakiekolwiek objawy, od razu jest reakcja. Dwie dziewczyny od nas miały zrobiony test na koronawirusa, ale wyniki okazały się negatywne. Reagują więc u nas bardzo szybko na takie sytuacje - twierdzi nasza atakująca i przyjmująca. Czy sezon we Włoszech uda się dokończyć? Szanse wydają się być iluzoryczne, choć na razie zawieszenie rozgrywek oficjalnie obowiązuje do 3 kwietnia.

Art

Dowiedz się więcej na temat: Malwina Smarzek | Malwina smarzek-godek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje