Reklama

Reklama

LN siatkarek. Paulina Maj-Erwardt: Mogłyśmy pokusić się o trzy zwycięstwa

Polskie siatkarki udanie rozpoczęły drugą edycję Ligi Narodów - w Opolu zanotowały dwa zwycięstwa i przegrały 2:3 z Włoszkami. - Czuję mały niedosyt, bo mogłyśmy je ograć za trzy punkty - powiedziała libero reprezentacji Paulina Maj-Erwardt.

Z reprezentacją Włoch "Biało-Czerwone" spotkały się na inaugurację turnieju w Opolu. Przegrywały już 0:2, ale doprowadziły do tie-breaka, w którym nieznacznie uległy 15:17.

Reklama

"Widziałam Włoszki w turnieju w Montreux, przyjechały do nas w takim samym składzie i uważam, że były do ogrania za trzy punkty. To był pierwszy mecz, otwierający turniej w Polsce, wiele rzeczy działo się dookoła i może na początku zabrakło tej chłodnej głowy. Może też większa presja się pojawiła. Im dłużej trwał mecz, to jednak nasza gra coraz lepiej wyglądała" - tłumaczyła Maj-Erwardt.

W kolejnych spotkaniach podopieczne Jacka Nawrockiego pokonały Niemki 3:1 i Tajki 3:0. Siatkarka przyznała, że w meczu przeciwko Azjatkom dało się odczuć małe zmęczenie. Wliczając mecze z ubiegłotygodniowego turnieju w Szwajcarii, Polki rozegrały osiem pojedynków w 10 dni.

"W Montreux zagrałyśmy pięć spotkań dzień po dniu. W niedzielę przyjechałyśmy do Opola, gdzie jeszcze wieczorem miałyśmy trening. Brakowało jednego dnia na regenerację, na zmianę otoczenia. Dlatego mecz z Tajlandią wyglądał, jak wyglądał. Tajki to taki energiczny zespół, zanim sobie poukładałyśmy grę w głowie, to trochę czasu minęło" - przyznała.

Jej zdaniem, przed polską reprezentacją jeszcze wiele pracy. Maj-Erwardt nie ukrywa, że sama dopiero poznaje drużynę i zawodniczki.

"Myślę, że każdy element może być lepiej wykonany - od przyjęcia po dogranie, wyprowadzenie taktyczne akcji. Cały czas uczymy się współpracy blok-obrona. Ja z niektórymi dziewczynami nigdy wcześniej nie grałam. My się dopiero docieramy, Asia Wołosz dołączyła do nas dzień przed turniejem, zaliczyła z nami zaledwie jeden trening. A na boisku decydują niuanse, przyzwyczajenia z klubu, że jakąś tam konkretną piłkę bierze na siebie dana zawodniczka, a tutaj, to ja na przykład jestem za to odpowiedzialna. Uważam, że "głowa" będzie ważna, bo potencjał w tym zespole, w tych dziewczynach jest ogromny" - oceniła.

Maj-Erwardt to obecnie najbardziej doświadczona zawodniczka w reprezentacji. Uczestniczyła m.in. w mistrzostwach świata 2006 i 2010, a 10 lat temu w Łodzi zdobyła brązowy medal mistrzostw Europy. Libero Profi Credit BKS Bielsko-Biała wróciła do kadry po ponad trzyletniej przerwie spowodowanej m.in. urlopem macierzyńskim. Jak przyznała, ma jeszcze jeden cel do spełnienia z drużyną narodową.

"Jak wróciłam do siatkówki po urlopie macierzyńskim, to chciałam wykorzystać tę sytuację na 100 procent. Trener Nawrocki zadzwonił do mnie z propozycją, czy bym nie wsparła doświadczeniem drużyny. Trochę się wahałam, ale w tym roku są kwalifikacje do igrzysk. Dwa razy mi się nie udało wywalczyć awansu, więc jak jest chociaż jeden procent szansy, to myślę, że warto spróbować. Bo to jest marzenie, którego nie udało mi się spełnić" - tłumaczyła.

Jak dodała, mecze w reprezentacji wciąż budzą w niej wyjątkowe emocje.

"Cieszę się, że trener mi zaufał, że mogłam po tak długiej przerwie zagrać w kadrze przed własną publicznością. Gdy usłyszałam Mazurka Dąbrowskieg śpiewanego a capella, to ciarki mi po plecach przechodziły. To są takie rzeczy, które potem przekształcają się w bezcenne wspomnienia" - podsumowała.

Polki po ostatnim meczu w Opolu dostały dzień wolnego, a już w sobotę z Warszawy odlecą do Holandii na kolejny turniej. W Apeldoorn zagrają z Bułgarią, Brazylią i gospodarzem imprezy.

Autor: Marcin Pawlicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje