Reklama

Reklama

Agata Durajczyk: W końcu udało mi się osiągnąć ten cel

Dla libero Agaty Durajczyk ten rok jest wyjątkowo udany. Po sezonie ligowym, siatkarka Beef Master Budowlani Łódź podpisała kontrakt z brązowym medalistą Atomem Treflem Sopot, a jej gra została doceniona także przez sztab szkoleniowy kadry narodowej.

Pozycja libero w polskiej reprezentacji przez ostatnie lata była zdominowana przede wszystkim przez Mariolę Zenik i Paulinę Maj. 24-letnia Durajczyk długo, ale cierpliwie czekała na swoją szansę, aż w końcu jej marzenie się spełniło.

Reklama

"Sześć lat temu trafiłam do kadry B, byłam dwukrotnie na Uniwersjadzie - w 2011 i przed rokiem. W pierwszej reprezentacji pozycja libero miała jednak zawsze mocną obsadę, a ja potrzebowałam czasu by dojść do pewnego poziomu. Po prostu z wiekiem przychodzi doświadczenie, ogranie i pewność siebie. Cieszę się, że w końcu w tym roku udało mi się osiągnąć ten cel" - powiedziała zawodniczka.

Nie bez znaczenia na powołanie miał fakt, że statystyk kadry Jakub Głuszak w minionym sezonie był drugim trenerem łódzkiej drużyny.

"Trener Głuszak znał mnie bardzo dobrze, widocznie uznał, że robię postępy. Choć nigdy nie wnikałam w szczegóły mojego powołania" - zaznaczyła siatkarka.

Swoją przygodę z pierwszą reprezentacją rozpoczęła od majowych meczów kwalifikacyjnych do mistrzostw Europy. Polki z kompletem zwycięstw zapewniły sobie udział w przyszłorocznym czempionacie.

"Te pierwsze spotkania sprawiły mi ogromną radość. Wszystkie byłyśmy jeszcze takie "świeże". Poza tym, to była bardzo ważna impreza i cieszę się, że ten nowy zespół nie zawiódł, ale wygrał wszystkie mecze i zrealizował plan" - wyjaśniła.

Ten rok jest też dla niej wyjątkowy także pod innym względem. Pierwszy raz nie miała... wakacji. "Praktycznie od maja, od zakończenia sezonu ligowego nie miałam wolnego, nie licząc pojedynczych dni między imprezami. W Lidze Europejskiej nie grałam we wszystkich spotkaniach, ale cały czas byłam z zespołem. Po zakończeniu tych rozgrywek, po kilku dniach odpoczynku, zaczęliśmy przygotowania do World Grand Prix. Trochę już odczuwam skutki tego sezonu, do tego dochodzą długie podróże, ale musimy dotrwać do końca, bo najważniejsze spotkania dopiero przed nami" - podkreśliła.

Polki przygotowują się obecnie w Holandii do ostatniego już turnieju eliminacyjnego WGP, który w weekend odbędzie się w Doetinchem. Rywalkami podopiecznych Piotra Makowskiego będą Belgia, Portoryko oraz reprezentacja gospodarzy. Durajczyk liczy po cichu, że uda się powtórzyć sukces z Limy i wygrać turniej.

"Chcemy powalczyć o zwycięstwo i nieważne, w jakim stylu to zrobimy. To pozwoli nam uwierzyć przed turniejem finałowym, że jesteśmy w stanie pokonać każdego. Najbliższe mecze to chyba przedsmak tego, co nas czeka w Koszalinie, bo myślę, że właśnie cztery zespoły z turnieju w Holandii, awansują do finału" - stwierdziła.

Jak dodała, w grze polskiego zespołu jest jeszcze wiele mankamentów - brak zgrania czy kłopoty z przyjęciem zagrywki.

"Jest trochę rotacji w składzie i nie możemy się do siebie przyzwyczaić. A te głupie błędy, które popełniamy w meczach, może właśnie z tego wynikają. Pierwszy turniej w Limie zagrałyśmy bardzo dobrze. Szczególnie na spotkanie z Belgią wyszłyśmy mocno zmotywowane i bardzo pewne siebie. W Trujillo było już gorzej. Być może wynikało to ze zmęczenia, braku koncentracji. Czasami mamy kłopot z przyjęciem zagrywki i jeśli jakiś zespół "ustrzeli" nas zagrywką, zaczynają się pojawiać problemy. Gdy ten element funkcjonuje dobrze, to i nasza gra wygląda lepiej" - podsumowała libero reprezentacji.

Turniej w Holandii Polki rozpoczną piątkowym meczem z Belgią (początek, godz. 16.00). Przed dwoma tygodniami w Limie "Biało-czerwone" pokonały brązowe medalistki mistrzostw Europy 3:1.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje