Reklama

Reklama

Afera w reprezentacji siatkarek. Jacek Kasprzyk o skandalu w kadrze

- Zaskoczyła mnie forma, w jakiej Joanna Wołosz przekazała mi informację w Turcji. Zrobiła to w nocy, po meczu o brąz, przed wyjazdem na lotnisko - prezes PZPS-u Jacek Kasprzyk w rozmowie z Polskim Radiem mówi o aferze w reprezentacji Polski siatkarek.

Nie milkną echa konfliktu w reprezentacji Polski siatkarek. Niemal wszystkie kadrowiczki, uczestniczące w mistrzostwach Europy, w rozmowie z władzami PZPS-u, oznajmiły, że nie widzą możliwości dalszej współpracy z selekcjonerem Jackiem Nawrockim. Zarzucają mu wybuchowość, złe prowadzenie drużyny, oczernianie współpracowników, bagatelizowanie stanu zdrowia zawodniczek, czy akceptowanie niemoralnych zachowań jednego ze współpracowników wobec siatkarki kadry.

Reklama

Reprezentantki wydały specjalne oświadczenie, w którym wyliczają zarzuty pod adresem trenera Nawrockiego. On odpowiedział swoim oświadczeniem, ale nie odniósł się do tych zarzutów. Zapewnił, że chce dalej pracować z zespołem, a celem ma być kwalifikacyjny turniej do igrzysk.

Prezes PZPS-u Jacek Kasprzyk w rozmowie z Polskim Radiem odsłania kulisy negocjacji z siatkarkami.

- Zaskoczyła mnie forma, w jakiej Joanna Wołosz przekazała mi informację w Turcji. Zrobiła to w nocy, po meczu o brąz, przed wyjazdem na lotnisko. To nie był dobry czas na takie rozmowy, więc umówiliśmy się na spotkanie w Warszawie. Dwa dni później rozmawiałem z Wołosz i Malwiną Smarzek-Godek. Po tym, co od nich usłyszałem, byłem w szoku. Wcześniej nie było żadnych sygnałów w sprawie nieprawidłowości. Co więcej, na pierwszym zgrupowaniu w Szczyrku powiedziałem wszystkim dziewczynom: macie mój numer telefonu. W razie jakichkolwiek problemów, dzwońcie. Od tamtej pory nie otrzymałem od nich żadnego sygnału, żadnej informacji o chęci spotkania. Dopiero we wrześniu... - kręci głową z rezygnacją Kasprzyk.

Zawodniczki w rozmowie z prezesem PZPS-u wysuwały wiele argumentów, świadczących o złej atmosferze w drużynie. Poinformowały, że nie widzą możliwości dalszej współpracy z trenerem Nawrockim. - Dodatkowo usłyszałem na tym spotkaniu nazwisko włoskiego trenera, który mógłby szybko zastąpić polskiego selekcjonera - zdradza szef siatkarskiej centrali.

W wydanym w czwartek oświadczeniu siatkarki napisały, że czują się oszukane, bo prezes Kasprzyk obiecał im, że po styczniowym turnieju kwalifikacyjnym temat konfliktu w kadrze i sposobów jego rozwiązania wróci. Tymczasem w ubiegłą środę PZPS przedłużył umowę z Nawrockim do 2022 roku. - Trener miał kontrakt, wygasający po igrzyskach. Nie chcieliśmy po prostu, żeby nam go ktoś "podebrał" - wyjaśnia Jacek Kasprzyk.

- Wyniki, osiągnięte przez reprezentację kobiet w ostatnich latach, wyraźnie wskazują na postęp. Wiemy, jak Jacek potrafi pracować. To jego zasługą jest między innymi sukces złotej drużyny juniorów z 2017 roku - dodał prezes.

Jednym z argumentów, który padał w oświadczeniu zawodniczek, była wybuchowość selekcjonera. Prezes Kasprzyk zapewnia, że nie zauważył dziwnych zachowań Nawrockiego. - Oczywiście każdy może się zdenerwować, gdy ktoś notorycznie źle wykonuje polecenia. Nic w tym dziwnego. Ale przekleństwa, wyzywanie? Nie sądzę. W każdym razie nigdy czegoś takiego nie zaobserwowałem.

- Zawodniczki zarzucają mu też, że wiedział o intymnych kontaktach swojego współpracownika ze sztabu z jedną z siatkarek i nic z tym nie zrobił. Z tego co wiem, to taka sytuacja miała miejsce w klubie, a nie na zgrupowaniu reprezentacji. A poza tym, czy pozostałe zawodniczki naprawdę niczego niej mają za uszami? Co do wspomnianej sytuacji: nie wiem, nie byłem na miejscu, nie widziałem - wzrusza ramionami szef PZPS.

Wkrótce trener Jacek Nawrocki ma rozesłać siatkarkom powołania na styczniowy turniej kwalifikacyjny do igrzysk. W zaistniałem sytuacji pojawia się obawa, że część zawodniczek odmówi dalszej współpracy z selekcjonerem.

- Liczymy się z możliwością buntu. Takie sytuacje miały już miejsce w przeszłości. Przyznaję, że łamaliśmy się wtedy i dochodziło do częstych zmian szkoleniowców pod wpływem zachowania zawodniczek. Teraz uważam, że powołania powinny być rozesłane do wszystkich siatkarek, które trener widziałby w składzie. Co, jeśli odmówią? Wtedy będziemy się zastanawiać... Wychodzę z założenia, że z niewolnika nie ma pracownika. Na pewno chcielibyśmy tę kadrę utrzymać. 17 grudnia ma się zacząć zgrupowanie kadry. W jakim składzie? Tego nie wie nikt. Mam nadzieję, że dziewczyny zrozumieją pewne rzeczy. Jeśli jest 50 procent szans na awans, to powinny się zmobilizować - kończy Jacek Kasprzyk.

Polskie siatkarki mają wystąpić w styczniowym (7-12 stycznia w Apeldoornie) turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk. Stamtąd do olimpijskich zmagań w Tokio awansuje tylko najlepszy z ośmiu zespołów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje