Został "mózgiem" kadry Grbicia i przypięto mu łatkę. Tak odpowiada ekspertom
Ostatnie miesiące są dla Marcina Komendy znakomite. Siatkarz zdobywa medale z klubem i kadrą, ostatnio wraz z Bogdanką LUK Lublin dodał do swojej kolekcji AL-KO Superpuchar Polski. Na początku sezonu rozgrywający prezentuje się świetnie, a niejako przy okazji walczy z łatką, jaką przypięła mu część ekspertów. - Czasem może warto się zastanowić, czy nie o to chodzi w sporcie, by grać skutecznie - podkreśla Komenda.

Środowy wieczór w katowickim Spodku po raz kolejny był wyjątkowy dla Bogdanki LUK Lublin. Po Pucharze Challenge i mistrzostwie Polski z poprzedniego sezonu już na początku nowych rozgrywek zespół mógł świętować pierwsze trofeum. Po wygranej 3:1 z JSW Jastrzębskim Węglem puchar w imieniu zespołu jako pierwszy wzniósł Marcin Komenda.
Siatkówka. Kolejny sukces Marcina Komendy. Rozgrywający wprost o kluczu do sukcesów
Kapitan i rozgrywający drużyny po spotkaniu podkreślał, że przeciwnicy mimo dużych zmian w składzie postawili lubelskiej ekipie trudne warunki. Tym bardziej doceniał więc kolejne trofeum.
- Dla naszego klubu to wielki sukces. Pierwszy raz w historii graliśmy w Superpucharze i go zdobyliśmy. Jestem ogromnie dumny, że mogę być częścią tak wspaniałego klubu i drużyny, w której każdy każdego wspiera. I myślę, że to klucz do sukcesu. Mamy indywidualności, a przede wszystkim drużynę. Przez lata, które gram w siatkówkę, widzę, że "team spirit" jest mega istotny. Jeżeli on jest, to drużyna osiąga dużo lepsze wyniki - wskazuje Komenda.
Największą indywidualnością meczu o AL-KO Superpuchar Polski był Wilfredo Leon, który zdobył aż 27 punktów i został wybrany MVP spotkania. Kolejny udany mecz rozegrał jednak również Komenda.
29-letni rozgrywający na początku sezonu imponuje formą. W PlusLidze zgarnął już dwie statuetki dla MVP spotkania, wyrównał też osobisty rekord punktowych bloków w trakcie jednego ligowego meczu. W siatkarskim środowisku od razu pojawiły się głosy, że gra swobodniej niż w reprezentacji Polski, gdzie musiał dostosować się do ram taktycznych narzuconych przez trenera Nikolę Grbicia.
- Nie chciałbym powielać stygmatów odnoszących się do żelaznych karbów taktycznych w reprezentacji. Myślę, że i tam ma swobodę. Z tym że faktycznie w klubie jest bardziej swobodny, zna swoich zawodników. Potwierdza swoją wartość, zresztą robił to również w reprezentacji (...). Niepotrzebnie stygmatyzujemy sztampy narzucane w kadrze. Siatkówka wymaga dyscypliny. Faktem jest, że Komenda zdał egzamin - mówił choćby w rozmowie z Interia Sport Ireneusz Mazur, były selekcjoner reprezentacji Polski.
Ale jeszcze w trakcie sezonu reprezentacyjnego pojawiały się też głosy uderzające w rozgrywającego kadry. Choćby po półfinale Ligi Narodów i zwycięstwie z Brazylią pośrednio zrobił to Michał Kubiak, dwukrotny mistrz świata.
"Gramy bardzo archaiczną siatkówkę, która jest oparta na skrzydłach i nie ma tam żadnej inwencji twórczej. Nie wiem na ile jest to spowodowane, że trener nie lubi takiego grania, natomiast uważam, że jeden pipe na cały mecz to trochę za mało" - stwierdził w studiu Polsatu Sport.
Marcin Komenda odpowiada ekspertom. "Często przypina się jakieś łatki"
O odniesienie się do opinii ekspertów poprosiliśmy samego Komendę. Czy w klubie ramy taktyczne są inne niż w kadrze i rozgrywający może grać swobodniej?
- Zgodzę się w jakimś stopniu. Ale często w sporcie przypina się jakieś łatki, ktoś zagra dwa, trzy mecze w jakiś sposób i potem, jak by się nie zagrało, wszyscy będą mówić, że człowiek gra tak i tak. Były mecze, w których gra nie była jakoś urozmaicona, ale mega skuteczna - przypomina zawodnik.
Czasem może warto zastanowić się, czy nie o to chodzi w sporcie, by grać skutecznie. Jeśli za tym idzie jeszcze widowiskowa gra, to na pewno jest świetnie. Natomiast w Lidze Narodów, gdzie pewni ludzie mówili, że gramy prosto, mieliśmy największą skuteczność po dobrym przyjęciu
Rozgrywający podkreśla też, że w każdej drużynie obowiązują określone schematy taktyczne. Podobnie jest w reprezentacji Polski u Nikoli Grbicia. Jak wspominał w rozmowie z Interia Sport Jan Firlej, drugi rozgrywający kadry w ostatnim sezonie, Serb wymaga od rozgrywających przede wszystkim dokładności przy rozegraniu, nawet kosztem tego, że rywale ustawią podwójny czy potrójny blok.
Komenda wskazuje, że siatkarz, który nie realizowałby taktyki zaplanowanej przez trenera, po prostu nie miałby miejsca w kadrze.
- Czasem mnie dziwi, że ludzie, którzy swoje w siatkówce przeszli, nie zdają sobie z tego sprawy. Albo może zdają sobie sprawę, ale chcą specjalnie coś powiedzieć, żeby było troszkę głośniej. Ja się w jakimś stopniu z tym zgadzam, nie neguję tego, niech każdy mówi, co uważa. Jeśli jest ekspertem, ma prawo wyrażać opinię, ale nie wszystko jest takie, jak było powiedziane - zaznacza brązowy medalista MŚ.












