Zaskakujący SMS do polskiego siatkarza. Jest w Dubaju, reakcja miejscowych szokuje
Od kilku dobrych dni cały świat z niepokojem przygląda się sytuacji na Bliskim Wschodzie. Wybuchy słychać nie tylko w Izraelu czy Iranie, które atakują się nawzajem. Groźnie zrobiło się także między innymi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W Dubaju przebywa obecnie Bartosz Krzysiek. Siatkarz porozmawiał z redakcją WP SportoweFakty i ujawnił zaskakujące podejście miejscowej ludności do dramatu dziejącego się w ich kraju. Szokujący był zwłaszcza SMS jaki otrzymał od menedżera.

Na Bliskim Wschodzie wciąż znajduje się spora grupa Polaków. Z wielu miejsc wstrzymano loty, wobec czego ludzie muszą uzbroić się w cierpliwość. Dzięki nim pojawiają się jednak relacje z miejsca akcji. Do kibiców w niedzielę z Kataru napisała choćby Anita Włodarczyk. Lekkoatletka musiała przerwać trening z powodu alertu. Zaledwie kilkadziesiąt minut później usłyszała pierwszy huk. Nieco dalej, bo w Dubaju, przebywa Bartosz Krzysiek, czyli siatkarz, który niedawno występował w PGE GiEK Skrze Bełchatów.
Obecnie atakujący reprezentuje barwy Shabab Al-Ahli i dlatego z bliska obserwuje koszmar dziejący się na Bliskim Wschodzie. Skontaktowała się z nim redakcja WP SportoweFakty. Opowiedział on między innymi o tym jak przebiega codzienne życie mieszkańców. Ich zachowanie jest dla sportowca dość zaskakujące. "Kurierzy, taksówkarze, dostawcy jedzenia normalnie jeżdżą. W poniedziałek podczas wieczornego treningu przyszły nam wszystkim alerty. To jest naprawdę mocny sygnał dźwiękowy, telefony wręcz szaleją. Koledzy jak gdyby nigdy nic wzięli prysznic, zebrali się i pojechali do domów. Ja postanowiłem chwilę przeczekać" - wyznał.
Bartosz Krzysiek ujawnia szokujące kulisy z Dubaju. Miejscowi lekceważą zagrożenie
Jeszcze bardziej zaskakująca jest historia związana z działaczem pracującym dla klubu, w którym obecnie występuje doświadczony gracz. "Mają dużą wiarę w swoje wojsko, ale także, że Bóg ich ochroni. Są przekonani o swojej potędze. Jeden z menadżerów mojej drużyny wysłał mi wiadomość: "Spokojnie, bracie, nawet kiedy pies widzi lwa, to dalej nim pozostanie i nie może lwu nic zrobić". W jego opowieści to Zjednoczone Emiraty Arabskie były lwem, a Iran psem. Chyba nie wszyscy widzą pełną skalę zagrożenia i powagi, choć sporo osób unika niepotrzebnego wychodzenia z domu" - dodał 36-latek.
Póki co zawodnik pozostaje w Dubaju, choć pojawiły się w głowie myśli o przeniesieniu się do jednej z miejscowości w górach przy granicy z Omanem. "Instynkt doradza jakąś ucieczkę, jednak racjonalne spojrzenie na tę sytuację mocno mnie uspokoiło. Staram się po prostu działać według procedur" - podsumował. Pozostaje mu czekać na koniec koszmaru.












