Coraz więcej imprez odbywa się w Łodzi. Tu się przenosi stolica siatkówki?
Sebastian Świderski, prezes PZPS: Katowicki "Spodek" zawsze będzie mekką naszego sportu. Tam tak naprawdę rozpoczęła się polska wielka siatkówka i droga do tego miejsca, w którym jesteśmy dzisiaj. Łódź jest specyficznym dla nas miejscem. Dobrym. Z władzami miasta rozmawia się konkretnie i bardzo szybko dochodzimy do tego, co chcemy osiągnąć. To jest dla nas bardzo ważne przy rozmowach. Tym bardziej teraz, kiedy było bardzo mało czasu, bo propozycja organizacji Final Four Ligi Mistrzów wpłynęła dosłownie kilka tygodni temu. Trzeba było w ciągu tych kilku dni znaleźć wolny obiekt, a dzisiaj to naprawdę bardzo trudne.
Jest bardzo prawdopodobne, że aż trzy polskie drużyny zagrałyby w turnieju finałowym Ligi Mistrzów.
- Po to właśnie organizujemy Final Four w naszym kraju, bo wierzymy, że wystąpią w nim Jastrzębski Węgiel, Aluron Warta Zawiercie i Projekt Warszawa. To też zdeterminowało nas, żeby starać się o tę imprezę. W ostatnich latach nasze zespoły zawsze grały w finałach. Trzykrotnie ZAKSA wygrała, a Jastrzębski Węgiel dwukrotnie był w wielkim finale. Wracamy też do poprzedniej formuły rozgrywek z czterema zespołami w turnieju finałowym. To według mnie lepszy pomysł. Mam nadzieję, że nasze drużyny będą dominowały i ściągną na trybuny wielu kibiców. Udowodnimy, że jesteśmy potęgą nie tylko jako organizator, ale również ze sportowego punktu widzenia.
Do tego może pobijemy rekord frekwencji na obiekcie podczas Final Forur Ligi Mistrzów.
Jaka będzie duża pula biletów?
- Sprzedaż najprawdopodobniej rozpoczniemy w przyszłym tygodniu. Było naprawdę mało czasu, żeby to wszystko ogarnąć i potrzebujemy jeszcze kilku dni. Tym bardziej że od szefów Atlas Areny usłyszeliśmy, że jest szansa pomieścić nie 12,5, ale 14,5 tysiąca kibiców. Musimy usiąść i na ten temat porozmawiać, w jaki sposób to mądrze zrobić, żeby wszyscy byli zadowoleni.
W planach są trzy dni meczowe, choć do tej pory jednego dnia były półfinały, a drugiego finał i spotkanie o trzecie miejsce.
- Jeszcze nie jesteśmy pewni, czy to będzie trzydniowy turniej, czy dwudniowy. Pierwsza wersja rzeczywiście była taka, że powinniśmy grać w sobotę półfinały, a w niedzielę finał i mecz o trzecie miejsce. W rozmowach z klubami, środowiskiem siatkarskim, miastem i CEV padła propozycja, żeby półfinały zrobić w piątek i sobotę. Po to, żeby zespoły miały więcej czasu na odpoczynek. Jeżeli drużyny zagrają w sobotę półfinał o 20:30, skończą go przed północą, a mecz o brązowy medal miałby się odbyć w niedzielę o godz. 15. To bardzo mało czasu na regenerację. Wszyscy się zgodzili, że rozegranie jednego półfinału w piątek o 20, a drugiego sobotę w o 14:45, da więcej czasu na odpoczynek. Taki pomysł narodził się w ostatnich dniach. Musimy jeszcze zastanowić się, jak to powinno wyglądać.
18 maja, czyli w dniu finałów są wybory prezydenckie. Czy ma to jakiś wpływ na organizację Final Four Ligi Mistrzów?
- To ciekawe pytanie, ale nie zastanawialiśmy się nad tym. Nie było to w ogóle brane pod uwagę. To jest impreza sportowa, ale jak pan teraz zadał pytanie, to można bardziej mieć obawy, czy frekwencja na meczach będzie stuprocentowa w dniu wyborów. Nie wiem, mam nadzieję, że to nie przeszkodzi fanom przyjechać i kibicować, ale również oddać głos w tych ważnych wyborach.
Mówił pan, że rola gospodarza Ligi Mistrzów to wydatek 1,5 mln euro, ale dodał, że jest szansa zbić tę sumę. Udało się?
- Po trudnych, ale krótkich negocjacjach, ta kwota jest dużo niższa, akceptowalna i realna.
Kto zapłaci? Miasto?
- Nie. To połączenie wielu składowych. Dołoży się nie tylko miasto czy związek, ale przede wszystkim ministerstwo sportu i sponsorzy. To nie jest kwota, która może stanąć na drodze tego całego przedsięwzięcia. Później oczywiście trzeba to zorganizować, ale na to jesteśmy przygotowani, bo wielokrotnie organizowaliśmy wielkie imprezy jak mistrzostwa świata, Europy czy finały Ligi Narodów.
















