Reklama

Reklama

Wspaniały: To były piękne dwa lata

Po dwóch latach pracy z narodową kadrą siatkarzy rezygnację złożył trener Waldemar Wspaniały. Nie był to okres wielkich i długo oczekiwanych triumfów, jednak nie można powiedzieć, że był to okres stracony.

- Nie mam takiego charakteru, aby się czymś ponad miarę zachwycać. Jestem ambitnym człowiekiem i nigdy nie byłem do końca zadowolony. To były piękne dwa lata. Wspaniała przygoda, której nie zapomnę do końca życia - powiedział dla INTERIA.PL Waldemar Wspaniały.

Reklama

Kadra Wspaniałego owszem dostarczyła nam wielu niezapomnianych radości, ale były to tylko pojedyncze sukcesy. Zwycięstwa w Lidze Światowej nad Brazylią, Rosją, czy też pokonanie na MŚ Włochów czy na ME Serbii nie szło w parze z wywalczeniem medalu na tych najważniejszych imprezach. Nie udało się również, chociaż raz, zakończyć rozgrywek LŚ w czołowej czwórce.

Powód był bardzo prosty. Przegrywaliśmy spotkania, których przegrać nie powinniśmy.

Do dziś każdy zapewne zadaje sobie pytanie, jak mogliśmy na MŚ w Argentynie ulec dużo niżej notowanej Portugalii i wypaść z rywalizacji o medale.

Czego wobec tego brakowało polskim siatkarzom w tych najważniejszych chwilach? Motywacji, koncentracji, czy pewności siebie?

- Nasi chłopcy są słabsi psychicznie. Podłamali się trochę wcześniejszą porażką z Rosją i w następnym meczu znalazło to swoje odbicie. Kiedy graliśmy na luzie byliśmy w stanie pokonać każdego, ale w spotkaniach pod presją było już znacznie gorzej - tłumaczy były selekcjoner.

A może brakowało nam lidera? Polska nie ma jeszcze takiego siatkarza jakim dla Brazylii jest Nalbert czy Giba. Polska nie ma jeszcze takich siatkarzy jakimi dla Serbów są bracia Grbić. Typowany na lidera "biało-czerwonych" Dawid Murek ustępuje sporo jeszcze klasie tych wybitnych siatkarzy.

Dla przypomnienia złote medale MŚ odebrali Brazylijczycy, których trzykrotnie pokonaliśmy w Lidze Światowej! I co z tego?! Fantastyczne spektakle i zwycięstwa nad Brazylią medalu nam nie dały ... Pozostała tylko złość, że akurat nam się to przytrafiło. Taki urok sportu, a my padliśmy wówczas jego ofiarą.

- Powinniśmy się bardzo cieszyć z tych zwycięstw nad Brazylią. W tej chwili oni, Serbia i Rosja są dla nas poza zasięgiem. Kiedy będziemy wygrywać 6 na 10 spotkań z takimi rywalami, to wtedy będziemy mogli poważnie myśleć o medalu na takich imprezach - twierdzi Wspaniały.

O polskich siatkarzach jeszcze przed IO w 1996 roku mówiło się, że zawojują świat. Po triumfie w MŚ juniorów spekulowano, że pojawili się spadkobiercy sukcesów kadry Huberta Wagnera. Trzy gładkie grupowe porażki na turnieju w Atlancie postawiły nas twardo na ziemię, ale nie wzbudziły niepokoju. Dalej pieściliśmy naszych pupili, a oni dalej w decydujących momentach jednak zawodzili. Winę upatrywano w szkoleniowcach i oni padali ofiarą PZPS. Nawet powrót na ławkę trenerską Śp. Huberta Wagnera nie pomógł!

Polecieli także Mazur, Skorek, Bosek i zdecydowano się zatrudnić Waldemara Wspaniałego, który święcił sukcesy klubowe z Mostostalem. Nowy trener nie bardzo chciał zrezygnować z pracy w Kędzierzynie kosztem reprezentacji i uznano, że nawet będzie to korzystne dla kadrowiczów, gdyż ci najlepsi występowali wówczas w Mostostalu. Cztery tytuły mistrzów Polski i trzecie miejsce w Lidze Mistrzów nie zaowocowały na reprezentacyjnym polu. Waldemar Wspaniały uważa jednak, że wyniki reprezentacji, a zwłaszcza dwukrotne wywalczenie 5. miejsca w ME za jego kadencji, powinny satysfakcjonować polskich kibiców.

- Jesteśmy przecież w ścisłej światowej czołówce. 5. miejsce w Europie to praktycznie pierwsza szóstka na świecie. Na te wyniki złożyły się pewne okoliczności, które nie zawsze nam sprzyjały. Uważam, że nasze wyniki w ME są w Polsce źle odbierane - twierdzi Wspaniały.

Atmosfera wokół polskiej siatkówki jest wymarzona, ale odnosi się to tylko do kibiców i oprawy spotkań. Wypełnione do ostatniego miejsca hale w Katowicach, Łodzi, Gdańsku, Wrocławiu czy Bydgoszczy zamazywały, to co się działo i dzieje w Polskim Związku Piłki Siatkowej. Problemy i malwersacje finansowe w związku przemilczano, żeby nie psuć dobrego klimatu. Nikt nie chciał za bardzo wojować z Januszem Biesiadą, bo za nim murem stał i stoi prezydent FIVB Ruben Acosta. Dodatkowo Argentyńczyk grozi, że jeśli choćby prezydent będzie próbował usunąć Biesiadę, to on zawiesi nasz związek.

- Nie chcę tego w ogóle komentować. Proszę mnie o to nie pytać - wymigał się od odpowiedzi trener Wspaniały.

I co w takiej sytuacji zrobić? Waldemar Wspaniały miał dosyć tego medialnego szumu i złożył dymisję trzy miesiące przed kwalifikacjami do turnieju olimpijskiego. Czy to nie jest za krótki okres na przygotowanie zespołu pod koncepcję nowego selekcjonera?

- Wszystko jest tak ułożone, że nie powinno być z tym problemów. Ruszyła niedawno liga, chłopaki mogą budować formę. Trzy miesiące to naprawdę sporo czasu na przygotowanie zespołu - wyjaśnia trener Wspaniały.

Szkoleniowiec Mostostalu przyznał, że PZPS w wyborze jego następcy nie powinien kierować się "zagranicznym kierunkiem". - Według mnie musi to być człowiek z Polski, który zna nasze realia i środowisko. Kiedyś Czesi sięgnęli po Julio Velasco i na MŚ wygrali tylko jedno spotkanie. Trener z zagranicy to zły wybór - przekonuje były selekcjoner.

Waldemar Wspaniały nie chciał rekomendować jakiegoś polskiego nazwiska - Ja nie wybieram. Nie mogę i nie chcę nikogo polecać. Życzę mu jednak jak najlepiej - zakończył trener.

Czy wyniki za kadencji Waldemara Wspaniałego to faktycznie szczyt naszych obecnych możliwości? Na to pytanie najlepiej odpowiedzą nam wkrótce nasi siatkarze.

Dowiedz się więcej na temat: okres

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje