Wlazły wśród pięciu procent ludzi. Szczere wyznanie, to było najtrudniejsze
Mariusz Wlazły bez wątpienia należy do największych legend polskiej siatkówki. Kibice nigdy nie zapomną mu zwłaszcza 2014 roku, kiedy to wraz z kolegami sięgnął po upragnione mistrzostwo świata. Atakujący przez całą swoją karierę mierzył się jednak z wieloma trudnościami. U gracza zdiagnozowano między innymi schorzenie, które ma około pięć procent ludzi na całym świecie. O trudnych kulisach 42-latek opowiedział Łukaszowi Kadziewiczowi.

Trudno zapamiętać ile trofeów oraz medali wywalczył Mariusz Wlazły podczas swojej kariery. O globalnym czempionacie wspominaliśmy już na wstępie. Ale atakujący równie dobrze radził sobie w zmaganiach klubowych. Dziewięć mistrzostw kraju to liczba absolutnie kosmiczna, do tego doszło aż siedem Pucharów Polski oraz cztery podia Champions League. W końcu jednak 42-latek powiedział pas i obecnie zajmuje się choćby przygotowaniem mentalnym siatkarzy.
Śmiało można powiedzieć, że Wielunianin jest do tego odpowiednią osobą. Najlepszy na to dowód otrzymaliśmy pod koniec lutego, kiedy legendarny zawodnik udzielił wywiadu Łukaszowi Kadziewiczowi. Mariusz Wlazły w pewnym momencie wprost wyznał, iż mierzy się z ADHD, które charakteryzuje się wieloma objawami. "Obejmują one chroniczne trudności z koncentracją, impulsywność oraz problemy z zarządzaniem czasem i kończeniem zadań. Dorośli często odczuwają wewnętrzny niepokój, cierpią na zapominalstwo i mają trudności w regulacji emocji oraz relacjach" - czytamy o szczegółach schorzenia na stronie "polmed.pl".
Ostatnie badania wykazały, że z symptomami ADHD mierzy się około pięciu procent dorosłej populacji. Sprawie kilkadziesiąt miesięcy temu przyjrzano się między innymi za oceanem. "Około 15,5 mln dorosłych Amerykanów ma ADHD, czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej. Tak wynika z raportu amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób (CDC)" - donosił portal "rynekzdrowia.pl", który powoływał się na Reuters.
Tak Mariusz Wlazły walczył ze skutkami ADHD. Dał radę, choć nie było kolorowo
Wspomniane wyżej objawy mogą stanowić dosyć spory problem dla sportowców. Najlepiej oddają to słowa Mariusza Wlazłego. "Między innymi jest odkładanie wszystko na później. Ale jest tu też taka ciekawa umiejętność, że to odkładasz i odkładasz. Ale przychodzi deadline i jesteś w stanie zrobić wszystko w trzy godziny, gdzie normalnie ci by to zajęło około dwóch tygodni. Tylko później cierpisz cztery dni, bo nie masz na nic energii" - zdradził kulisy swojej walki z trudnościami 42-latek.
Najważniejszy dla zawodnika jest przede wszystkim spokój oraz wypracowanie odpowiednich schematów. Pomimo trudnych chwil, atakujący wreszcie znalazł złoty środek. "Trzeba też wiedzieć, że tak się dzieje i nie frustrować się tym. Mi to też zajęło trochę czasu. Trzeba było zrozumieć, że nie mam tej energii, a w reżimie meczowym to jest ciężko. Wiesz, że nie masz energii, a musisz ją wykrzesać. Z większymi problemami doszedłem w końcu do tego, że udawało mi się tę energię wydobyć. Są plusy i minusy ADHD" - powiedział Łukaszowi Kadziewiczowi z Przeglądu Sportowego Onet.
Patrząc na sukcesy, Mariusz Wlazły poradził sobie doskonale. Legendarny gracz pokazał też innym, iż z każdej sytuacji istnieje wyjście. Jego historia śmiało może być inspiracją dla młodszych pokoleń. I mamy tu na myśli nie tylko sportowców.













