Reklama

Reklama

Wilfredo Leon: Długo czekałem na ten debiut, na początku byłem "podgotowany"

Wilfredo Leon przyznał, że długo przyszło mu czekać na debiut w reprezentacji Polski, a w sobotnim meczu z Holandią - mimo że było to spotkanie towarzyskie - towarzyszyło mu trochę emocji. - Na początku byłem "podgotowany" - zaznaczył pochodzący z Kuby siatkarz.

Leon od środy - po zakończeniu dwuletniej karencji w związku ze zmianą macierzystej federacji - może występować w oficjalnych meczach w barwach "Biało-Czerwonych". Obywatelstwo otrzymał zaś w 2015 roku. W sobotę pojawił się w wyjściowym składzie, a Polacy wygrali 3:0 oraz rozstrzygnęli na swoją korzyść dodatkowego seta 25:21.

- Długo czekałem na ten debiut. Ale to był sparing. Chodziło o to, by zobaczyć, w jakiej jesteśmy formie przed sierpniowym turniejem kwalifikacyjnym do igrzysk. Wygraliśmy bardzo pewnie. Jesteśmy już gotowi do walki, ale musimy też wciąż pracować - podsumował przyjmujący Sir Sicoma Colussi Perugia.

Reklama

Leon pojawił się w debiucie w wyjściowym składzie ekipy Vitala Heynena i zagrał w dwóch pierwszych setach. Zdobył w sumie dziewięć punktów - 8 w ataku (73 procent skuteczności) oraz jednego dzięki udanemu serwisowi.

Przyzwyczaił kibiców do tego, że jego mocną stroną jest zagrywka. Tym razem z ośmiu serwisów zepsuł aż sześć. - Pierwszy mecz i pierwszy set... byłem wtedy trochę "podgotowany". Ale wszystko wyszło ok, bo wygraliśmy i to jest dla mnie najważniejsze. Było nieco emocji ze względu na debiut, ale to jednak był mecz sparingowy, który jest bardziej jak trening. Generalnie dziś nie jestem zadowolony z zagrywki, ale będzie lepiej - zadeklarował.

Jak dodał, serwis tego dnia nie był jego mocną stroną, ale lepiej poszło mu w ataku i na przyjęciu. Zastrzegł jednak, że w tych elementach również może grać lepiej. Spytany, na ile oceniłby swoją grę w skali 1-10 stwierdził, że na 7 lub 8. Podziękował kibicom zgromadzonym w opolskiej Stegu Arenie za ciepłe przyjęcie. - Było bardzo miło, to były emocje. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak zostałem przywitany - podkreślił.

Na trybunach zasiadła m.in. jego żona Małgorzata wraz z dwuletnią córeczką Natalią. Zabrakło zaś rodziców uznawanego za jednego z najlepszych na świecie gracza. - Będą już na przyszłotygodniowym Memoriale Huberta Jerzego Wagnera. Wcześniej nie mogli się pojawić w Polsce. Ale śledzili dzisiejszy mecz w internecie - zaznaczył Leon.

Nie śpiewał przed spotkaniem polskiego hymnu, ale zapewnił, że zna jego słowa. - Postanowiłem, że to jeszcze nie był dobry moment - wyjaśnił.

Przytaknął, gdy jeden z dziennikarzy zasugerował, że zrobił to też z szacunku dla Kuby. Występując w barwach ojczyzny w latach 2007-12 też nie śpiewał jej hymnu. - Ale nie będę miał problemu z tym, żeby śpiewać polski. Jeszcze nie w Opolu, ale podczas memoriału już może zaśpiewam - podkreślił.

Przyjmujący, który w środę skończy 26 lat, zaznaczył, że trener Vital Heynen od początku uprzedził zawodników, że część z nich zagra w sobotę w dwóch pierwszych setach, a druga grupa w dwóch kolejnych. - Jutro może być tak samo - dodał.

Koledzy z reprezentacji Polski wołają na Leona "Fifi". Początkowo nie chciał on opowiadać dziennikarzom, skąd wziął się ten przydomek, ale potem wyznał, że tak nazywa go znajoma z Włoch. - A teraz tak wszyscy w kadrze do mnie mówią. To krótki zwrot i się przyjął - relacjonował.

W rywalizacji o stawkę w najbliższym czasie przyjmujący wicemistrza Italii będzie mógł wesprzeć biało-czerwonych w sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio oraz we wrześniowych mistrzostwach Europy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje