Reklama

Reklama

Wiktorowicz: Młody trener też potrafi

Wzajemne zaufanie, świetna atmosfera, solidne przygotowanie fizyczne i zgrany kolektyw - to recepta na sukces Mariusza Wiktorowicza, szkoleniowca siatkarek Aluprofu Bielsko-Biała, które w niedzielę po raz ósmy w historii zostały mistrzyniami Polski.

W niedzielę kibice siatkarek Aluprofu świętowali mistrzowski tytuł, który do Bielska-Białej wrócił po sześciu latach przerwy. Do ósmej w historii klubu korony zespoł poprowadził 35-letni Mariusz Wiktorowicz, który w trakcie sezonu z pozycji asystenta Igora Prielożnego "awansował" na pierwszego trenera.

- Dla mnie to ogromny osobisty sukces. Nawet sobie nie przypominam, żeby asystent trenera, który obejmuje drużynę w czasie sezonu, doprowadził ją do mistrzostwa Polski - powiedział Wiktorowicz, który w bielskiego klubie pracę zaczynał w sezonie 2007/2008 jako asystent Wiktora Kreboka.

Reklama

Wiktorowicz to jeden z najmłodszych trenerów w historii, któremu udało się zdobyć mistrzostwo Polski. Jak sam przyznaje, ludzie różnie patrzą na młody wiek szkoleniowców i nie zawsze to akceptują.

- Słyszałem opinie, że jestem za młody. Ale przecież trener Krebok, czy trener Prielożny, też kiedyś byli młodzi, dostawali szansę i pracowali na swoje nazwisko. Jak pokazałem, że młody trener też potrafi. Byłem przez lata drugim trenerem, miałem również przyjemność współpracy z Marco Bonittą. Od każdego trenera można coś wziąć dla siebie i stworzyć własny warsztat - przyznał.

Drużynę objął w dość nieoczekiwanym momencie. Mimo, że Aluprof był liderem rozgrywek, władze podziękowały Igorowi Prielożnemu i powierzyły Wiktorowiczowi funkcję pierwszego trenera.

- Musiałem przede wszystkim przekonać dziewczyny do swojej filozofii, zdobyć ich zaufanie. Gdy wygraliśmy, jeden, drugi, kolejny mecz, to zawodniczki zaczęły wierzyć w moją siatkówkę. Zobaczyły, że "facet ma rację", a to tylko budowało atmosferę - wyjaśnił Wiktorowicz.

Aluprof od samego początku był jednym z głównych kandydatów do mistrzowskiego tytułu. Kadrę bialskiego klubu w dużej mierze tworzą byłe lub obecne reprezentantki Polski. Porównywalnym potencjałem mogła pochwalić się jedynie Muszynianka.

- Czasami w klubach są nazwiska, ale nie muszą stanowią one zespołu. Sztuką jest stworzyć z tych "nazwisk" prawdziwy kolektyw. Jeżeli to będzie jeszcze poparte pracą, wzajemnym zaufaniem, to wówczas rodzą się takie wyniki, jaki nam się udało osiągnąć. Udało się też stworzyć drużynę, która potrafiła się cieszyć swoją grą i czerpać z niej przyjemność. Szczególnie w rundzie play off graliśmy taką siatkówkę, jaką sobie zaplanowaliśmy - podkreślił.

Przed rundą play off bielszczanki zaliczyły jednak kilka wpadek. Ligę Mistrzyń zakończyły na fazie grupowej bez żadnego zwycięstwa. Nieoczekiwanie odpadły w półfinale Pucharu Polski, przegrywając z Organiką Budowlani Łódź.

- To prawda, oprócz wzlotów, mieliśmy też upadki, ale szybko się po nich podnosiliśmy. Choć presja wobec zespołu zawsze była duża, ja starałem się wmówić dziewczynom, że my nic nie musimy. My po prostu chcieliśmy zdobyć mistrzostwo Polski, wykorzystując swój potencjał. Byliśmy bardzo dobrze przygotowani pod względem fizycznym i mentalnym na końcówkę sezonu. Dziewczyny udźwignęły ten ciężar, choć było wiele osób, które nie wierzyły w ten zespół - przyznał Wiktorowicz.

Siatkarki Aluprofu mogą już odpoczywać i powoli planować urlopy. Z kolei dla klubowych działaczy nadchodzi nagorętszy okres związny z transferami i podpisywaniem nowych kontraktów.

- Ja mam umowę do końca sezonu i pewnie wkrótce czekają mnie rozmowy z władzami klubu - zaznaczył Wiktorowicz.

- Jeśli chodzi o sprawy kadrowe - będą zmiany, ale najwyżej dwie-trzy. Myślimy o wzmocnieniu na niektórych pozycjach i tylko tyle na ten temat mogę powiedzieć. Wygrywając mistrzostwo, awansowaliśmy jednocześnie do Ligi Mistrzyń, a na pewno wszyscy chcą by zespół wypadł w tych rozgrywkach lepiej niż w minionym sezonie - podsumował szkoleniowiec.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy