Wielkie emocje w meczu siatkarzy. Dwa ciosy faworytów, potem sami padli na deski
Duże emocje w drugim meczu XXI Memoriału Huberta Jerzego Wagnera w Krakowie. Siatkarze reprezentacji Słowenii najpierw wygrali dwa sety z Niemcami, by potem oddać dwie partie rywalom. O losach zwycięstwa zdecydował więc tie-break i dopiero w nim drużyna z Bałkanów udowodniła swoją wyższość. Formę Niemców już w sobotę sprawdzą natomiast siatkarze reprezentacji Polski.

W XXI Memoriale Huberta Jerzego Wagnera biorą udział wyłącznie uczestnicy zbliżających się igrzysk olimpijskich. Reprezentacje Niemiec i Słowenii, które spotkały się w drugim meczu turnieju, są jednak notowane znacznie wyżej niż Egipt, który na inaugurację memoriału przegrał 0:3 z Polską.
I pierwszy set meczu Niemcy - Słowenia był bardzo wyrównany. Co prawda w połowie inauguracyjnej partii Niemcy odskoczyli na dwa punkty, ale rywale szybko doprowadzili do remisu 13:13, blokując atak Moritza Karlitzka. W końcówce na dwa punkty odskoczyli natomiast Słoweńcy, kiedy kontratak wykończył Tine Urnaut. Trener Niemców Michał Winiarski próbował jeszcze ratować sytuację i poprosił o przerwę. Tyle że po niej na blok Słoweńców nadział się Moritz Reichert, a po chwili drużyna z Bałkanów wygrała 25:22.
Niemcy nie wytrzymywali końcówek setów. Aż w końcu przyszło przełamanie
Drugi set długo przypominał pierwszą partię, ale tym razem Niemcy wypracowali sobie nawet trzypunktową przewagę, prowadząc 15:12. Tym razem to trener Słowenii Gheorghe Cretu próbował odwrócić sytuację, prosząc o przerwę. Ale wielkie problemy jego siatkarzom sprawiały zagrywki Karlitzka. Tyle że kiedy już ten siatkarz opuścił pole serwisowe, Słoweńcy szybko zaczęli odrabiać straty. I doprowadzili do remisu 17:17, a przed końcówką seta prowadzili 21:19.
Końcówka była już popisem Słoweńców. Asem serwisowym błysnął atakujący Toncek Stern, w ostatniej akcji Niemcy nie potrafili wyprowadzić skutecznego ataku. Niemiecka ofensywa w drugim secie była zresztą kulą u nogi drużyny Winiarskiego. Podopieczni Cretu zwyciężyli 25:20.
Niemcy w piątek grali nieco przemeblowanym składem. Na pozycji atakującego występował nominalny przyjmujący - Karlitzek. Słoweńcy grali zaś zestawieniem zbliżonym do optymalnego, które zapewniło im grę w czołowej czwórce ostatniej Ligi Narodów - mecz o medal przegrali z Polską. Pod koniec turnieju finałowego wyglądali już jednak na drużynę mocno zmęczoną. W spotkaniu z Niemcami w ich grze było nieco więcej świeżości, choć trzecia partia znów wyglądała jak przeciąganie liny z rywalami.
Tyle że w końcu mocniej chwycili ją Niemcy. Pomogły im mocne zagrywki, prowadzili 17:14. Słoweńcy dogonili rywali, ale tym razem końcówka partii nie poszła po ich myśli. Choć w obronie uwijał się występujący na pozycji libero Żiga Stern, Niemcy wygrali 25:21.
Ponad dwie godziny walki. Słoweńcy wywinęli się spod topora
Rozpędzeni Niemcy drugą partię rozpoczęli od szybko wypracowanego dwupunktowego prowadzenia. Słoweńcy dogonili ich i przełamali przy stanie 11:10. Ale emocji w tym secie było jeszcze sporo. Rywale poprawili grę w bloku i obronie, prowadzili 17:15. Kolejny punkt przewagi dała im zagrywka Rubena Schotta, Słoweńcy zaczęli popełniać błędy. Skończyło się wygraną Niemców 25:20.
W tie-breaku w Słoweńców wstąpiły jednak nowe siły. Szybko odskoczyli na cztery punkty, poprawili skuteczność w ataku. Niemcy coraz częściej wdawali się w dyskusje z sędziami, nie pomagały przerwy na żądanie Winiarskiego. Co prawda nieco zmniejszyli straty, Słowenia prowadziła tylko 12:10, ale faworyci nie dali się dogonić. Zwyciężyli 15:13, a w całym meczu 3:2.
W sobotę reprezentacja Niemiec zagra z "Biało-Czerwonymi". W drugim spotkaniu Egipt zmierzy się ze Słowenią.
Z Tauron Areny w Krakowie Damian Gołąb















