Reklama

Reklama

Wielki sukces i jeszcze większa porażka. Rok kontrastów w polskiej siatkówce

Rok 2021 miał być dla polskiej siatkówki wyjątkowy. W gablotach już szykowano miejsca na medale i ordery. Ostatecznie udało się osiągnąć sukces na międzynarodowej arenie, ale niekoniecznie taki, jakiego się spodziewano. To było 12 miesięcy pełnych rozczarowań, niespodzianek i kontrastów. Przypominamy najważniejsze wydarzenia i postaci mijającego roku w polskiej siatkówce.

Największy sukces: triumf ZAKS-y w Lidze Mistrzów

Przez lata polskie kluby dobijały się do europejskiej czołówki, ale brakowało kropki nad "i". A to kontrowersyjna decyzja sędziego w finale, a to rywale w niesamowitej formie. Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle utarła jednak nosa faworytom. Choć ścieżkę do finału Ligi Mistrzów miała najtrudniejszą z możliwych, udowodniła, że drużyny z PlusLigi nie muszą mieć kompleksów wobec potęg z Włoch i Rosji.

W dodatku sięgnęła po triumf w spektakularnym stylu. "Złote sety" z Cucine Lube Civitanova i Zenitem Kazań przejdą do historii polskiej siatkówki. Cierpliwość i mądrość w budowaniu zespołu, stalowe nerwy i trener z wizją - tak powstała wybuchowa mieszanka, która i w PlusLidze przez większość roku była nie do zatrzymania. O skali sukcesu niech świadczy fakt, że Polska na triumf w najważniejszym europejskim pucharze czekała 43 lata.

Reklama

Największe rozczarowanie: reprezentacja Polski na igrzyskach w Tokio

Majowy wyczyn ZAKS-y miał być tylko wstępem do siatkarskich sukcesów w wydaniu reprezentacyjnym. Na medal igrzysk polska kadra czeka jeszcze dłużej niż kluby na triumf w LM, bo od 1976 r.

Po Memoriale Huberta Wagnera mistrzowie olimpijscy z Montrealu symbolicznie przekazali następcom olimpijski płomień, ale w najważniejszym momencie igrzysk drużynie Vitala Heynena zabrakło ognia. Nieodpowiednia selekcja, złe decyzje trenera, problemy zdrowotne kapitana, pech w losowaniu, "klątwa" ćwierćfinału? Co kibic, to opinia, ale zamiast święta polska siatkówka przeżyła w Tokio wielkie rozczarowanie. Brak olimpijskiego medalu dla jednej z najbardziej utalentowanych drużyn narodowych w historii był wielkim ciosem dla całej polskiej siatkówki.

CZYTAJ TAKŻE: As Resovii przyznaje: Myślałem, że będzie lepiej

Największy przegrany: Vital Heynen

Gdy Belg w 2018 roku obejmował polską kadrę, obiecał włodarzom Polskiego Związku Piłki Siatkowej olimpijski medal. Ba, nawet wręczył im krążki, tyle że wykonane z czekolady. Po drodze do Tokio przywoził medale z niemal każdej imprezy, włączając w to tegoroczną Ligę Narodów w Rimini.

Przez lata Heynen zaskarbił sobie sympatię kibiców i mediów, nauczył się "Mazurka Dąbrowskiego", ale w najważniejszym momencie zawiódł. Nie zrealizował zadania i musiał pożegnać się z drużyną. Z kibicami i zawodnikami rozstawał się z dużym wzruszeniem. Jego dorobek jest imponujący, ale w Polsce jeszcze długo będziemy zachodzić w głowę, co stało się z jego kadrą w ćwierćfinałowym meczu z Francją.

Największa zagadka: odejście z kadry Jacka Nawrockiego

Selekcjonera straciła również kobieca reprezentacja. Jacek Nawrocki sukcesów na miarę Heynena nie miał, ale i potencjał jego drużyny był mniejszy niż już ukształtowana męska kadra. Wynik z ostatniego sezonu - gładką porażkę w ćwierćfinale mistrzostw Europy - kibice przyjęli z niedosytem. Kadra i trener byli mocno krytykowani. W końcu w przyszłym roku polskie siatkarki mają walczyć w mistrzostwach świata rozgrywanych m.in. na polskich parkietach.

Mimo to pozycja Nawrockiego w kadrze była mocna. Przetrwał przecież nawet "bunt" siatkarek sprzed dwóch lat. A że MŚ za pasem, na zmiany się nie zanosiło. Niespodziewanie trener przyjął jednak propozycję z Grupy Azoty Chemika Police. W oświadczeniu stwierdził, że chciał łączyć posadę w kadrze i klubie, ale zgody nie wyraził PZPS.

Takie podejście siatkarskiej centrali było jednak znane od dawna. I Nawrocki musiał zdawać sobie z niego sprawę. W konsekwencji wybrał pracę w klubie zamiast przygody z kadrą na wielkim turnieju we własnym kraju. Dziś o odejściu z reprezentacji za wiele rozmawiać nie chce. Jego decyzja pozostaje co najmniej zagadkowa.

Największy postęp: Kamil Semeniuk

Na żadnej pozycji polska kadra nie jest tak bogata w talenty, jak na przyjęciu. Heynen mógł wybierać z siedmiu, ośmiu zawodników, którzy z powodzeniem zmieściliby się w niemal każdej reprezentacji na świecie. Wydawało się, że nie ma tam miejsca dla żółtodzioba. I to nawet takiego, który regularnie robi postępy.

Semeniuk wskoczył jednak wiosną na tak wysoki poziom, że zburzył hierarchię Heynena i przebojem wdarł się do kadry. Wyrósł na jednego z najlepszych zawodników PlusLigi, zadebiutował w kadrze i pojechał na igrzyska. Rok jak ze znów. Teraz czas na odegranie w kadrze jeszcze większej roli.

CZYTAJ TEŻ: Grzegorz Wagner dla Interii: Kadra potrzebuje nowego impulsu

Największy talent: Martyna Czyrniańska

Kiedy 17-latka debiutuje w seniorskiej kadrze, już sam taki fakt jest dużym wydarzeniem. A kiedy w dodatku ratuje skórę starszym koleżankom i staje się ważną postacią drużyny, wiadomo, że musi być to talent czystej wody.

Czyrniańska już w pierwszym sezonie w seniorskiej siatkówce prezentowała się na tyle imponująco, że wyszła w pierwszej szóstce dorosłej kadry na ćwierćfinał ME. Przy okazji zasłużyła na transfer do mistrza Polski z Polic, gdzie również nie odgrywa roli statystki. Eksperci nie mają wątpliwości: nastolatka z Krynicy-Zdroju to największy siatkarski talent w kobiecej kadrze od lat.

Najgorętsze nazwisko: Nikola Grbić

Najpierw było o nim głośno, gdy prowadzona przez niego ZAKSA zachwycała grą na każdym kroku. Potem, gdy poprosił o rozwiązanie dopiero co przedłużonego kontraktu i przeniósł się do Włoch. Teraz, bo jest głównym kandydatem na następcę Heynena, co może wiązać się... z wypowiedzeniem kolejnej umowy.

Nazwisko Grbicia było w tym roku odmieniane przez wszystkie przypadki. Jeśli ostatecznie to Serb obejmie polską kadrę, będzie tak pewnie aż do igrzysk olimpijskich w Paryżu. O ile po drodze Grbić znów czymś nie zaskoczy.

Najbardziej zapracowany człowiek: Sebastian Świderski

Były as reprezentacji Polski od początku roku nie mógł narzekać na brak roboty. Musiał szukać następców gwiazd ZAKS-y, które jeszcze przed końcem sezonu skusili do siebie prezesi innych klubów. Później trzeba było też znaleźć nowego trenera.

A jesienią jeździć po całej Polsce i przekonywać działaczy do swojego pomysłu na rozwój polskiej siatkówki. Świderski już wtedy przyznawał, że pracuje na najwyższych obrotach. Gdy został prezesem PZPS, zadań miał jeszcze więcej. Do końca roku łączy bowiem obowiązki sternika związku i klubu. A do tego trzeba jeszcze znaleźć dwóch nowych selekcjonerów!

Największa wolta: Ryszard Czarnecki w wyborach na prezesa PZPS

Świderski został prezesem PZPS, choć długo to nie on wydawał się faworytem. Czarnecki rozpoczął kampanię już kilka miesięcy wcześniej. W czasie pandemii regularnie pojawiał się na meczach PlusLigi w całym kraju, czasami nawet na kilku w czasie jednej kolejki.

Rywalizacja polityka i byłego siatkarza o władzę w związku ściągnęła na siatkówkę uwagę całej Polski. I choć w kuluarach faworytem był Czarnecki, sensacyjnie wycofał się z wyścigu tuż przed finiszem, kilka godzin przed głosowaniem. Dlaczego tak nagle zmienił zdanie? - Dla dobra polskiej siatkówki - taką opinię wygłosił sam eurodeputowany.

CZYTAJ TEŻ: Malwina Smarzek: Liga rosyjska jest bardzo ciężka

Największy zgrzyt: nagrody w Superpucharze Polski

Pełno kibiców, wyjątkowa oprawa i wysoki poziom sportowy. Superpuchar Polski w lubelskiej hali Globus miał być świętem siatkówki. W jednym dniu o trofeum walczyły najpierw siatkarki, a potem siatkarze.

Wszystko przebiegało idealnie do momentu, w którym zwycięzcy - Developres Rzeszów i Jastrzębski Węgiel - odebrali nagrody. Wielkie czeki z znacznie się od siebie różniły. Kobiety otrzymały 50, a mężczyźni 100 tysięcy złotych.

Zgodnie ze stanowiskiem Polskiej Ligi Siatkówki ta różnica wynika z zainteresowania sponsorów. Ale zgrzyt i niesmak pozostał. "Równość w Polsce... nie istnieje" - tak w mediach społecznościowych sytuację skomentowała Joanna Wołosz, zwyciężczyni tegorocznej Ligi Mistrzyń z Imoco Volley Conegliano.

Najbardziej zacięta rywalizacja: Chemik - Developres

Police i Rzeszów w linii prostej dzieli 640 kilometrów. Miasta znajdują się na przeciwnych krańcach Polski, ale to tam zbudowano w ostatnim roku najmocniejsze drużyny. To policzanki i rzeszowianki rywalizowały o najważniejsze trofea.

W pierwszej połowie roku górą był Chemik. Drużyna z północy pokonała rywalki w ćwierćfinale Pucharu Polski i finale Tauron Ligi, zdobywając oba trofea. Jesienią w meczu o Superpuchar triumfował jednak Developres. To on wygrał też w lidze i kończy rok na pozycji lidera. Crème de la crème ich walki? Pełna zwrotów akcji batalia o Superpuchar. W nowym roku czekamy na kolejne odsłony tej rywalizacji.

Najodważniejsza decyzja: zwolnienie Luke'a Reynoldsa z Jastrzębskiego Węgla

Gdy wicelider ligi zwalnia trenera, taka decyzja zawsze budzi kontrowersje. Tym bardziej jeśli liderem jest wówczas niepokonana ZAKSA. Adam Gorol, prezes Jastrzębskiego Węgla, po dwóch słabszych meczach drużyny zdecydował się jednak na pożegnanie z Reynoldsem.

To, co wyglądało na pochopny ruch, okazało się strzałem w dziesiątkę. Andrea Gardini, który zastąpił Australijczyka, poprowadził zespół do drugiego w historii klubu mistrzostwa Polski. Pierwszą rundę nowego sezonu jastrzębianie też zakończyli na drugim miejscu, ale na razie włoski szkoleniowiec chyba może spać spokojnie.

Największa impreza: mistrzostwa Europy

Pod względem sportowym mogło być lepiej. Brązowy medal był tylko krążkiem pocieszenia po igrzyskach. Polskiej kadrze nie udało się też przegonić słoweńskiego koszmaru i znów trzeba było uznać wyższość drużyny z Bałkanów.

Ale mistrzostwa Europy, których najważniejsze mecze odbywały się na polskich parkietach, były powrotem do prawdziwej siatkówki. Kibice znów wypełnili hale, a śpiewany a capella hymn zagrzewał do boju polskich siatkarzy. Po miesiącach gry przy pustych trybunach siatkarski świat znów odetchnął pełną piersią. Oby pozostało tak jak najdłużej.

CZYTAJ TEŻ:

Od razu ZAKS-ę zbudowano. Kędzierzynianie kończą rok z uśmiechem

Świetny mecz Developresu! Mistrz Rosji na łopatkach

Recepta na sukces w PlusLidze? "Grzeczni chłopcy nie wygrywają"

Damian Gołąb

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy