Reklama

Reklama

Wacław Golec: Jak trzeba będzie znaleźć koziołka ofiarnego, to Antiga poleci

Po nieudanych igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro czarne chmury zawisły nad głową selekcjonera reprezentacji Polski siatkarzy Stephane’a Antigi. W połowie września PZPS ma podjąć decyzję, co dalej z Francuzem. - Podejrzewam, że jak trzeba będzie znaleźć koziołka ofiarnego, to Antiga poleci - mówi w rozmowie z Interią Wacław Golec, były reprezentant Polski, wicemistrz Europy.

Interia: Ważą się losy Antigi na stanowisku selekcjonera polskich siatkarzy. Czy Francuz powinien zostać na stanowisku? A może kadrę powinien poprowadzić ktoś inny?

Reklama

Wacław Golec (były reprezentant Polski): Jak pokazuje tradycja naszego sportu i nie tylko naszego, po jakimkolwiek niepowodzeniu prezes, działacze i wszyscy dookoła oczekują zmian. Najprościej jest zmienić jedną osobę, czyli trenera. To jest widoczne i namacalne. Czy Antiga powinien zostać? Najlepiej wiedzą o tym ci, którzy są najbliżej niego. Na pewno jest to człowiek, który niewątpliwie odniósł sukces z naszą reprezentacją, a teraz rzeczywiście miał porażki.

- Jako były sportowiec ogromnie szanuję chłopaków, ich wkład pracy przed i na głównej imprezie. Widzę zaangażowanie. Ja za nich się absolutnie nie wstydzę, bo widzę, że na boisku zostawiają swoją krwawicę. I ten nieszczęsny mecz ćwierćfinałowy z Amerykanami. Dzięki Bogu, grałem w trochę w innym systemie na głównych imprezach, gdzie po wyjściu z grupy, grało się kolejną grupę. Każdy set, każdy mecz był ważny. Tak jak wszyscy widzieliśmy, nasi piłkarze ręczni przegrali trzy mecze, a potem bili się o medale. Siatkarze wygrali prawie wszystko w grupie i odpadli w ćwierćfinale. To jest taki system, którego nie chcę podważać, nie chcę być rewolucjonistą w tej dziedzinie, ale od jednego spotkania zależą losy całego turnieju. W 2006 roku udało się z Rosją. Było 0:2, a wygraliśmy i zostaliśmy wicemistrzami świata. W Rio odpadliśmy w ćwierćfinale. Dyspozycja dnia, trochę słabszy mecz, presja wyniku. Nasi nie mają łatwo, bo każdy oczekuje od nich medali. Taki jest poziom polskiej siatkówki, że miejsce poza podium jest uznawane za porażkę.

- Nie znam bliższych szczegółów dotyczących polskiego zespołu i trenera Antigi. Nie wiem, jakie ma relacje z zawodnikami, a to przecież jest istotne. Czy jeszcze ma wpływ na pracę, motywację, na chęci tych chłopaków? Czy zespół nadal jest kolektywem? Niewątpliwie, to było zawsze mocną stroną Antigi, potrafił tego dokonać. Na boisku oglądaliśmy walczaków i zespół. Głęboko w to wierzę, że to jest zasługa Francuza. Jak teraz jest po porażce? Jak się zdobywa medale, to jest taki piękny okres w karierze zawodnika, trenera, działaczy. Wszyscy pokazują się w mediach, chętnie wypowiadają się w telewizji. Porażka trochę to rujnuje i na pewno teraz jest trudny moment naszej dyscypliny, która ma status niemal narodowej. Musimy to chyba w wielkim spokoju przeanalizować, a ewentualne zmiany muszą przejść delikatnie. Pamiętajmy, że po mistrzostwach świata trzonu drużyny, prawdziwych gwiazd reprezentacji już nie ma. Grają teraz zawodnicy, którzy nie odgrywali wtedy pierwszoplanowych ról. Dajmy im trochę czasu. Rozegrali wspaniały turniej w Japonii (Puchar Świata - przyp. red). Widzieliśmy ich potencjał i możliwości, trzeba to wszystko jakoś spiąć. Niektórzy jeszcze potrzebują ogrania, siły mentalnej na najważniejszych imprezach. Ale widzę potencjał w tym zespole i szkoda by było to wszystko tak do góry nogami przewrócić. Czy dzięki temu, że przyjdzie ktoś nowy, będziemy mistrzami Europy?

Trenera rozlicza się z wyników. Mistrzostwo świata Antiga zdobył i tego nikt mu nie zabierze. Natomiast kolejne imprezy mistrzostwa Europy, Liga Światowa...

- Ligę Światową traktuję bardziej komercyjnie.

Zgadza się. Tyle że w Polsce Liga Światowa jest ważna i oczekiwania zawsze są duże.

- Liga Światowa jest ważna dla was dziennikarzy, dla kibiców. A nie zawsze da się dogodzić działaczowi, kibicowi, dziennikarzowi. Nie da się. Sportowiec to też człowiek. Mądrzejsi ludzie ode mnie stwierdzili, że w jednym sezonie kilku szczytów formy nie da się osiągnąć. Brazylia za swoich najlepszych lat wygrywała wszystko, ale jedynie w Lidze Światowej, przed ważnymi imprezami, ta drużyna była do "ugryzienia". Także dla nas. Każdy oczekuje od naszych reprezentantów medali, a najlepiej tych z najcenniejszego kruszcu, a nie zawsze się udaje. Mamy dookoła wspaniałe zespoły i konkurencja jest duża. Włosi odbudowali potęgę, Brazylia ciężką pracą wraca na top, Stany Zjednoczone zawsze były groźne. Rosja, o której możemy mówić co chcemy, ale to chłopy o potencjale fizycznym ponad przeciętnym. Francuzi od paru lat są uznaną marką. Dołączyły do tego inne zespoły typu Iran, Niemcy. Zdobywanie medali nie jest proste.

Na igrzyska w Rio nasi siatkarze jechali po medal. Sami o tym mówili. Oczywiście, cały cykl przygotowań do Rio był zaburzony, bo długo walczyliśmy o sam awans i to w pewnym stopniu usprawiedliwia Antigę, ale najważniejszy turniej nie wyszedł.

- Podejrzewam, jako człowiek zupełnie z boku, jako kibic, że jak trzeba będzie znaleźć koziołka ofiarnego, to Antiga poleci.

Czy pana zdaniem, Antiga popełnił błędy? Na przykład kontrowersje wzbudził brak Marcina Możdżonka w składzie na Rio, a na igrzyska pojechał Piotr Nowakowski, który długo leczył kontuzję.

- Możdżonek, który tyle wniósł do reprezentacji, sam go oklaskiwałem i byłem pełen podziwu za mistrzostwa świata, bo uznałem go za cichego ojca tamtego sukcesu. W trudnych meczach wchodził i przeważał szalę na naszą stronę w niewiadomy sposób, gdzieś te łapki przekładał na druga stronę. Dwa, trzy bloki i było po wszystkim. On nie znalazł się w kadrze na Rio. Jeżeli trener uznał, że Nowakowski doszedł w 100 procentach do siebie i będzie przydatny na igrzyskach, to go zabrał. Musiał dokonać wyboru. Nie sądzę, żeby Antiga strzelił sobie w kolano i brał zawodnika nieprzygotowanego, bo na pewno zdawał sobie sprawę z konsekwencji, jak nie będzie sukcesu. W mojej karierze, coś takiego się nie zdarzyło. Z tego co słyszałem o Antidze, nie znam go osobiście, to mądry chłopak, troszkę ze szczęściem, wizjoner. Już w przeszłości jego zmiany kadrowe były krytykowane, a sprawdzały mu się. Na mistrzostwa świata nie wziął Bartka Kurka i wszyscy już mu przedstawiali dziwne wizje przyszłości. Wykreował następnych chłopaków, którzy z dalszych pozycji wyszli na liderów. Wziął najlepszych jakich miał. Oglądałem mecze w Rio i powiem z pełną odpowiedzialnością, że prezentowali poziom na ten moment i potencjał tego zespołu, może nie maksymalny, ale wysoki.

- Mecz ćwierćfinałowy z USA zagrali słabiej. Ciężar gry spoczywał na Bartku Kurku, chociażby ze względu na jego pozycję na boisku, a to spotkanie akurat mu nie wyszło. Czasami tak jest. Bardzo im współczuję.

W przyszłym roku mistrzostwa Europy odbędą się w Polsce. Czy to nie za mało czasu, żeby w ogóle rozważać zmianę na stanowisku selekcjonera reprezentacji?

- Wybór Antigi nie został dokonany na zasadzie - zgłosił się, palec do góry, to bierzemy go na trenera. Nie, to tak nie było. Ktoś to przemyślał. Antiga musiał mieć do tego predyspozycje. Wybraliśmy coś, co dla nas jest dobre. Popatrzmy na przykład na Serbów. Nikola Grbić wygrał Ligę Światową, ale nie dostał się na igrzyska. Czy ktoś go zmieni? Skłaniałbym się do tego, żeby ten zespół dalej pracował w takim składzie,  w jakim jest.

Co by pan poprawił w grze naszej reprezentacji? Co by pan zmienił?

- Mamy najlepszego zawodnika na świecie, który może grać w reprezentacji Polski.

Ma pan na myśli oczywiście Wilfredo Leona.

- Czy Włosi, mając takie możliwości, nie skorzystaliby z najlepszego zawodnika na świecie na pozycji przyjmującego? Tak świat teraz funkcjonuje. Jeżeli jest taka możliwość i ten chłopak chce grać w reprezentacji Polski, to pierwsze co bym zrobił, to bym z tego skorzystał. On znacząco wzmocni naszą kadrę. Słyszę głosy, że nie mamy rozegrania. Nagle z kosmosu nie pojawi nam się drugi Paweł Zagumny. Mamy fantastycznych rozgrywających. Ogranych, którzy zdobyli w swoim życiu mnóstwo trofeów. Szanujmy to, co mamy. Uwierzmy w nich, dajmy pracować. Następny duży turniej mamy w Polsce i trzeba dążyć do sukcesu.

- Patrząc na to, jak Antiga prowadził zespół, to ja bym go zostawił. Jak jest wewnątrz drużyny? Nie mam pojęcia. Może tam się źle dzieje? Jeżeli jest tam "bomba", ognisko zapalne, to im szybciej to się przetnie, tym lepiej. Ale jeżeli wszystko jest ok, a tylko chodzi o niepowodzenie sportowe, to dajmy mu szansę. Zaufajmy jeszcze do mistrzostw Europy w Polsce.

Wśród ewentualnych następców Antigi wymienia się głównie zagranicznych szkoleniowców: Ferdinando De Giorgiego, Radostina Stojczewa i Silvano Prandiego. A czy któryś z polskich trenerów mógłby poprowadzić reprezentację?

- Ten ogródeczek zaniedbaliśmy już wcześniej. Czy mamy kandydata na pierwszego trenera reprezentacji? Wątpię. Ale jako Polak chciałbym widzieć przy dobrym trenerze, jako asystenta, kogoś z naszych, którzy w perspektywie mogliby objąć kadrę. A takich mamy. Jest Krzysiu Stelmach, jest Andrzej Kowal, Mariusz Sordyl, Jakub Bednarek, chłopak z charyzmą, widać że pasjonat i siatkówka to dla niego życie.

Rozmawiał Robert Kopeć

Dowiedz się więcej na temat: Stephan Antiga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje