Reklama

Reklama

Stal o krok od pokonania Skry. Sędziowie "bohaterami"

Bardzo wyrównany mecz mają za sobą gracze PGE Skry Bełchatów i Stali Nysa. Goście niespodziewanie postawili twardy opór faworyzowanemu przeciwnikowi. Finalnie podopieczni Slobodana Kovaca wygrali mecz po tie-breaku. Niestety boiskowe wydarzenia zostały przyćmione przez wątpliwą pracę sędziów, którzy swoimi decyzjami podnieśli temperaturę pojedynku.

Przed spotkaniem Slobodan Kovac zaskoczył, gdyż w pierwszej szóstce pojawił się Mikołaj Sawicki. Młody zawodnik dobrze wszedł w mecz, notując dwa punktowe bloki, dokładając się do zbudowania dużej przewagi (6:0). U gości funkcjonował jedynie blok, ale nawet w tym elemencie gospodarze radzili sobie lepiej. Ponadto Skra pomagała sobie zagrywką, raz po raz rozbijając rywala (15:7). Grę nysian próbował poderwać Wassim Ben Tara, ale był on osamotniony. Bełchatowianie pewnie utrzymali wysoką zaliczkę, tuż przed końcem seta jeszcze ją powiększając.

Reklama

Stal nie przejęła się wysoką porażką. Na starcie drugiej odsłonie brylowali Ben Tara i wprowadzony na parkiet Bartosz Bućko. Na dodatek bełchatowianie zacięli się w ataku, czasami popełniając bezpośrednie błędy (6:9). Sporo zastrzeżeń można było kierować do Aleksandra Atanasijevicia, który stanowczo za często mylił się w ataku (8:13). Mimo wszystko Skra na chwilę zdołała zbliżyć się do rywala (15:16). Przyjezdni odzyskali jednak spokój, powracając do dobrej gry m.in. w polu zagrywki, dzięki czemu raz jeszcze odskoczyli, tym razem skutecznie.

Serwis zafunkcjonował nysianom w trzeciej partii, gdy Kamil Kwasowski zaskoczył rywali (5:3). Stal nie zdołała utrzymać tempa. Bełchatowianie w końcu się odblokowali, mozolnie budując zaliczkę. Pomógł w tym Milad Ebadipour, również zagrywając asa (12:8). Kolejnym bohaterem na zagrywce został Mitchell Stahl, zdobywając dwa punkty z rzędu (12:14). Gospodarze borykali się z problemami, co potwierdził zepsuty atak Ebadipoura (19:18). Podopieczni Krzysztofa Stelmacha wyczuli swoją szansę, po zagrywce Stahla i ataku z kontry Ben Tary wychodząc na prowadzenie 22:21. Skra zdołała jednak odwrócić sytuację.

Po wyrównanym starcie kolejnej partii więcej do powiedzenia mieli nysianie, dobrze grając blokiem. Przekonali się o tym m.in. Mateusz Bieniek i Atanasijević, co postawiło gospodarzy w trudnej sytuacji (6:10). Faworyci złapali w pewnym momencie wiatr w żagle, ale kolejne ataki Ben Tary oraz blok na Karolu Kłosie powstrzymał ich zapędy (12:16). W dalszej części seta emocji nie było za wiele, bo goście pewnie utrzymali przewagę, doprowadzając do tie-breaka.

Nieoczekiwanym bohaterem początku decydującego seta okazał się krwawiący do tej pory Sawicki, zdobywając punkt atakiem i serwisem (5:2). Wcześniej fatalny fragment zaliczył Kamil Kwasowski, marnując ataki. Mimo kłopotów Stal nie złożyła broni. Sygnał do odrabiania strat dał Stahl, strzelając na zagrywce (10:11). Finalnie doszło do emocjonującej gry na przewagi, w której więcej zimnej krwi zachowali gracze Skry.

PGE Skra Bełchatów - Stal Nysa 3:2 (25:17, 19:25, 25:23, 21:25, 20:18)

MVP: Mateusz Bieniek

Przyjęcie: 39% (15%) - 46% (18%)
Atak (skuteczność):
48% - 50%
Blok:
11 - 11
Asy (błędy):
9 (19) -  11 (25)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje