Reklama

Reklama

Skra liże rany. Szansa dla Jastrzębia?

Siatkarze PGE Skry Bełchatów po zajęciu trzeciego miejsca w Final Four Ligi Mistrzów muszą przestać lizać rany. Gracze Jastrzębskiego Węgla nie mogą się przestraszyć. Takie zadania przed rozpoczęciem walki o mistrzostwo Polski stawiają trenerzy obu drużyn.

"Po Final Four jest u nas trochę lizania ran. W mojej głowie ten turniej będzie już chyba zawsze siedział. Chciałbym jednak, by zawodnicy jak najszybciej o nim zapomnieli. W rywalizacji z Jastrzębiem wiele będzie zależało od tego, jak mentalnie do niej podejdziemy. Bardzo ważny będzie zwłaszcza ten pierwszy mecz" - powiedział szkoleniowiec Skry Jacek Nawrocki.

Walka rozpocznie się w czwartek o godz. 18.00 w Bełchatowie. Na piątek zaplanowano drugie spotkanie (18.00), a później siatkarze przeniosą się do Jastrzębia. Rywalizacja będzie trwać do trzech zwycięstw.

Reklama

"Nie możemy się przestraszyć Skry, bo wtedy w ogóle nie byłoby sensu tam jechać. Wszystko rozegra się w naszych głowach. Fizycznie jesteśmy gotowi" - przyznał drugi trener Jastrzębskiego Węgla Leszek Dejewski.

Do Bełchatowa siatkarze pojechali z myślą wygrania przynajmniej jednego spotkania. Ma im w tym pomóc analiza spotkań z Final Four. Na turnieju w Łodzi był szkoleniowiec Roberto Santilli oraz statystyk zespołu.

"Zdajemy sobie sprawę, że nasi rywale liczyli na lepszy wynik i do rywalizacji z nami przystąpią bardzo zmotywowani. Bo tak naprawdę, to w tym sezonie niczego jeszcze nie wygrali. My po dramatycznych półfinałach z Zaksą Kędzierzyn-Koźle (pięć meczów z czego cztery zakończone tie-breakami - przyp. red) jesteśmy gotowi. Ta trudna przeprawa scementowała drużynę i pokazała na finiszu sezonu, że jesteśmy dobrze przygotowani fizycznie. Teraz wszystko rozegra się w naszych głowach" - dodał Dejewski.

Wnioski z występu Final Four chcą wyciągnąć także siatkarze Skry. "I to jak najszybciej. Pocieszające jest to, że po przegranej z Dynamem Moskwa mecz z Bledem był dla nas lekkim odbiciem od dna. Teraz musimy wywalczyć mistrzostwo Polski. Nie będzie to łatwe zadanie, ale zrobimy wszystko, by je zrealizować" - powiedział z kolei Nawrocki.

W sezonie regularnym jastrzębianie przegrali ze Skrą dwa razy po 1:3. Szczególnie dramatyczny był październikowy pojedynek w Jastrzębiu. W hali zgasło światło i trzeba było włączyć awaryjne zasilanie. Trzeciego seta podopieczni Roberto Santillego zapamiętają z pewnością długo - prowadzili 12:4 i przegrali 21:25.

Po tamtym meczu Nawrocki wchodząc do autokaru powiedział: "to co, następnym razem przyjedziemy tu na finał?" Miał rację. Tyle, że mecze play off jastrzębianie rozgrywają nie w swojej ciasnej, klubowej hali, która złego przyjęcia zagrywki "nie wybacza", ale na zaadaptowanym dla potrzeb siatkówki lodowisku, gdzie miejsca za liniami boiska jest mnóstwo.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama