Reklama

Reklama

Siatkówka. Marcin Komenda: Każdy medal ma swoją historię

- Selekcjoner mi zaufał i starałem się odwdzięczyć na boisku. Czy przełamałem "żelazną" dwójkę Fabian Drzyzga - Grzegorz Łomacz? Ciężko powiedzieć. Każdy ma swoją pozycję i to trener będzie decydował - mówił w rozmowie z Interią rozgrywający reprezentacji Polski i Asseco Resovii Marcin Komenda. Utalentowany zawodnik ma za sobą najlepszy sezon w drużynie narodowej, z którą zdobył trzy medale. Obecnie jednak skupia się na tym, żeby zażegnać kryzys w klubie, bo w tym sezonie Asseco Resovia spisuje się zdecydowanie poniżej oczekiwań.

Robert Kopeć, Interia: Trudno nie zacząć rozmowy od jednego tematu. Wszyscy zastanawiają się, co się dzieje z Asseco Resovią. Miał być powrót do walki o najwyższe cele, a tymczasem początek sezonu w waszym wykonaniu bardzo nieudany.

Marcin Komenda (rozgrywający Asseco Resovii i reprezentacji Polski): - Nie gramy na razie dobrze i to trzeba przyznać obiektywnie. Od początku sezonu gra nam się ciężko. Wszyscy to widzą, ale wydaje mi się, że czas działa na naszą korzyść. Im więcej będziemy mieli za sobą treningów jako drużyna, to będziemy grali coraz lepiej. Myślę, że to jest kluczowe. Wiadomo, jak wyglądała sytuacja. Mamy praktycznie cały nowy skład, przyszło dużo nowych zawodników, a czasu na zgranie się nie mieliśmy prawie w ogóle. Oczywiście to nie jest tłumaczenie się, tylko racjonalne podejście do tematu. Wydaje mi się czas - to jest klucz. Na pewno irytujemy swoich kibiców, samych siebie, ale trzeba to przełknąć i patrzeć pozytywnie w przyszłość. Sezon jest długi i wszystko się może jeszcze zdarzyć. Jak będziemy pracowali tak ciężko, jak do tej pory, to jestem przekonany, że karta się odwróci.

Na papierze skład macie przecież mocny. Nawet jak brakowało wam czasu na spokojne treningi, zgranie, to jednak jest dużo zawodników o znanych nazwiskach, doświadczonych, którzy z niejednego siatkarskiego pieca chleb jedli i porażki z zespołami teoretycznie słabszymi po prostu nie przystoi.

- Dokładnie. Nie tak wyobrażaliśmy sobie te wszystkie mecze, czy to z tymi drużynami słabszymi, czy ostatnio z PGE Skrą Bełchatów. Niestety, taki jest sport. Liga jest niezwykle wyrównana. Do każdego zespołu należy podchodzić z szacunkiem, respektem, bo każdy ma czym straszyć, ma w swoich szeregach dobrych zawodników, więc jeśli nie zagra się na odpowiednim poziomie, to z każdym można przegrać. Nie przystoi nam przegrywać zwłaszcza u siebie, tak jak to wyglądało w niektórych spotkaniach. Możemy ze swojej strony powiedzieć, że będziemy ciężko trenować i czekać aż wszystko zaiskrzy. Sport nie lubi braku cierpliwości. Musimy być przede wszystkim cierpliwi i konsekwentni w tym co robimy i wtedy wszystko jest do nadrobienia.

Prezes Krzysztof Ignaczak wydaje się, że zachowuje spokój, ale cierpliwość władz klubu też ma swoje granice. Czuć nerwową atmosferę w szatni czy na klubowych korytarzach?

- Każdy jest zły na to, jak gramy i to jest normalne. W każdym zespole, których chce coś osiągnąć, a wyników nie ma, to zawsze jest poirytowanie. Nie uważam jednak, że atmosfera była gęsta. Wydaje mi się, że każdy z nas skupia się na tym, żeby poprawić się indywidualnie, a co za tym idzie też drużynowo. Póki co, władze klubu zachowują spokój i myślę, że to jest w tym momencie dobre. Ok, jest bilans 2-5, ale mamy przed sobą kilka pojedynków w tej rundzie, więc musimy zrobić wszystko, żeby przygotować się do nich jak najlepiej, zagrać dobrze, a wtedy na pewno nie stoimy na straconej pozycji i możemy bić się z każdym.

Do tej pory występowałeś w PlusLidze w zespołach, które nie aspirowały do walki o czołowe lokaty Effector Kielce, GKS Katowice. Teraz grasz w Asseco Resovii, uznanej marce, choć przeżywającej kryzys. Czy czujesz, że spoczywa na tobie większa odpowiedzialność? Czy czujesz presję?

- Nie odczuwam tego w ten sposób. Wiemy, co mamy robić. Przychodziłem tutaj z nastawieniem, żeby wykonać swoją pracę jak najlepiej. Jasne, wymagania są spore, kibice oczekują powrotu do czołówki, bo w ostatnich sezonach tego brakowało. Ale też nie można powiedzieć, że koszulka Resovii "parzy". W klubie wszystko funkcjonuje jak należy i my musimy zacząć grać lepiej, a wtedy zwycięstwa przyjdą.

W Rzeszowie siatkówka jest bardzo popularna. Na mecze przychodzi po kilka tysięcy kibiców, którzy inaczej reagują, jak na przykład, z całym szacunkiem, w Kielcach.


- Nie ulega wątpliwości, że zainteresowanie siatkówka jest dużo większe. To jest normalne. Wielki klub, wielkie aspiracje, wielka historia. Oczywiście jeżeli gramy słabo, to kibice są bardzo zdenerwowani, ale trudno im się dziwić. Moim zdaniem, jest coraz więcej momentów solidnej gry. Trzeba równy, wysoki poziom utrzymać i wtedy możemy się bić. Należy zrobić wszystko, żeby spełnić oczekiwania kibiców, ale się nie "podpalamy".

Teraz mieliście kilka dni na spokojny trening. W środę czeka was trudny pojedynek z ZAKS-ą (godz. 17.30 - przyp. red.). Faworytem nie jesteście, ale to chyba dobry moment, żeby przełamać złą passę.

- Zgadza się. Teraz mamy serię meczów z faworytami do medali. Zaczęliśmy starciem z PGE Skrą (Resovia przegrała w Bełchatowie 0:3 - przyp. red.). Pokazaliśmy w kilku momentach dobrą grę, ale w końcówkach nam tego zabrakło. Mam nadzieję, że z ZAKS-ą będzie jeszcze więcej solidnej gry w naszym wykonaniu, ale przede wszystkim musimy się skupić na tym, żeby realizować swoje założenia i zobaczymy, co się wydarzy. Na pewno nie odpuścimy. Chcemy zrobić fajny wynik, ale wiemy, że ZAKSA jest świetnym zespołem.

Kończąc temat klubowy. Wygląda na to, że z trenerem Piotrem Gruszką tworzycie duet. Tam gdzie Piotr Gruszka, tam Marcin Komenda.

- Tak się to ułożyło. Trzeci rok współpracuję z trenerem Gruszką, ale mamy tutaj w Rzeszowie zawodników, którzy trenują z nim czwarty rok. Przeszliśmy razem do Resovii i próbujemy pokazać się tutaj z jak najlepszej strony. Na razie jest jak jest, ale wierzę w to, że dzięki ciężkiej pracy wyniki przyjdą.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje