Już sam awans do czołowej czwórki był sukcesem dla hiszpańskiej pary Izuzquiza/Moreno Matveeva. Ale na tym się nie skończyło, bo w półfinale zawodniczki, które rozgrywają dopiero pierwszy wspólny sezon, wyeliminowały mistrzynie świata z Łotwy. - Naprawdę brak mi słów - cieszyła się po awansie do finału Tania Moreno Matveeva.
Ona miała już na koncie srebro mistrzostw Europy - w 2023 r. dotarła do finału w parze z Danielą Alvarez. Holenderki to samo osiągnęły w 2021 r. W finale debiutowała więc jedynie 20-letnia Izuzquiza.
Rewelacja turnieju nie dała rady w finale. Holenderski triumf w ME
Po jej błędzie Holenderki prowadziły 7:4. Trzy kolejne akcje wygrały jednak Hiszpanki, które jednak na dłuższą metę nie zdołały w pierwszym secie dotrzymać kroku rywalkom. Blokiem popisywała się Katja Stam, zagrywkami nękała Raisa Schoon. I w drugiej części partii Holenderki dominowały, wygrywając ostatecznie 21:13.
Bardziej doświadczone zawodniczki - Stam ma 27 lat, Schoon 24 - mocno rozpoczęły również drugiego seta. Od razu odskoczyły rywalkom na trzy punkty. Hiszpanki nie potrafiły uporządkować swojej gry, popełniały kolejne błędy. Przy przerwie technicznej Holenderki prowadziły 13:8. Tę przewagę jeszcze powiększyły w drugiej części seta. Rozbiły rywalki 21:10 i mogły rozpocząć świętowanie.
I to duet Stam/Schoon zapewnia sobie kwalifikację na igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 r. - taką stawkę mistrzostwa Europy miały po raz pierwszy w historii.
Izuzquiza/Moreno Matveeva - Stam/Schoon 0:2 (13:21, 10:21)
Mistrzynie świata podniosły się po porażce. Brązowy medal fetowany na trybunach
Przed meczem o złoto wyłonione zostały brązowe medalistki turnieju. O miejsce na podium walczyły Tina Graudina i Anastasija Samoilova, a to znów, jak działo się od początku turnieju, dominację łotewskich kibiców. To oni, obok Polaków, przez całe mistrzostwa stanowili najliczniejszą grupę na trybunach.
Na drodze do brązu chciały im stanąć wicemistrzynie Europy z ubiegłego roku. Francuska para Vieira/Chamereau bój o finał z Holenderkami przegrała w sobotę po pasjonującym tie-breaku. I ich ostatni mecz w Polsce znów przyniósł mnóstwo emocji. Początek pierwszego seta należał do Łotyszek, potem wynik się wyrównał. Mimo to mistrzynie świata prowadziły 20:18. Nie wykorzystały jednak szansy, co więcej, przegrały cztery akcje z rzędu, i to Francuzki były po pierwszej partii bliżej brązowego medalu.
Drugą partię para z Łotwy rozpoczęła od prowadzenia 3:0, ale Francuzki szybko odrobiły straty. Po raz drugi mistrzynie świata odskoczyły przy wyniku 14:10. Tym razem wystarczyło to już do wygrania seta - ostatecznie Łotyszki zwyciężyły 21:16.
Tie-break również lepiej rozpoczęły mistrzynie świata, ale to ponownie był wyrównany set. Po bloku Tiny Graudiny znów jednak zyskały przewagę, prowadziły 9:6. I już nie wypuściły z rąk medalu - mogły fetować zwycięstwo 15:12 i świętować z grupą łotewskich kibiców.
- Byłyśmy bardzo dobrze przygotowane, ten turniej był naszym głównym celem w tym sezonie. Włożyłyśmy w to spotkanie 100 procent energii i emocji - komentuje w rozmowie z Interia Sport Graudina.
Graudina T./Samoilova A. - Vieira/Chamereau 2:1 (20:22, 21:16, 15:12)
Ze Starych Jabłonek Damian Gołąb














