Reklama

Reklama

Siatkarska Liga Narodów: Francuzi wygrali horror z Brazylią

Fantastyczne spotkanie rozegrały w środę w finałach Siatkarskiej Ligi Narodów reprezentacje Francji i Brazylii. W Lille Trójkolorowi ograli 3:2 (22:25, 25:20, 21:25, 25:22, 15:13) mistrzów olimpijskich i są o krok bliżej od występu w półfinale. W czwartek Brazylia musi wygrać, by pozostać w turnieju. A zmierzy się z reprezentacją Serbii (godzina 20:30). Wcześniej Polacy będą grać o pozostanie w Final Six z USA (godzina 18:00).


Reklama

Francja i Brazylia w grupie A finałów Siatkarskiej Ligi Narodów jako pierwsze stanęły do walki o awans do półfinału i szansę gry o medal. Francuzi jako ostatni przed rokiem wygrali rozgrywki Ligi Światowej, która ustąpiła miejsca SLN. Brazylia to aktualny mistrz olimpijski i tradycyjny już w siatkówce faworyt do medali i zaszczytów w wielkich imprezach. W Lille, na Stade Pierre-Mauroy, ciężko było wskazać faworyta. Na oczach kilkunastu tysięcy fanów jedno mogło być pewne - kawał dobrej i pełnej emocji siatkówki.

Brazylia znakomicie rozpoczęła mecz, bo gospodarze nie kończyli ataków, nie trafiali zagrywką i dawali Canarinhos kolejne okazje do kontr. A Wallace de Souza i Lucas Loh raz po raz trafiali potężnie na skrzydłach i błyskawicznie zmusili Francuzów do wykorzystania przerwy (6:2). Laurent Tillie niewiele był w stanie wskórać, jego zespół odbijał się od Brazylii jak od ściany i szybko tracił już siedem punktów (3:10). Wreszcie zespół do walki poderwał Earvin N'Gapeth, trafił dwie piłki w ataku i Les Bleus pokazali, że mogą walczyć z rywalem jak równy z równym (6:10). Francuski gwiazdor wziął na siebie ciężar gry, był liderem w ataku i kończył kolejne kontry z werwą i agresją, jak na gwiazdę przystało (10:13). Canarinhos nie pozostawali dłużni, Wallace cały czas kontrolował wynik na prawej flance, świetnie blok Francuzów obijał Mauricio Borges, partia szła do przodu w najlepsze (17:13). Gospodarze cały czas mieli problem, by zmusić zagrywką do błędów mistrzów olimpijskich. Wreszcie trafił Kevin Le Roux, na blok nadział się Lucas Saatkamp i zostały trzy "oczka" straty Francuzom (15:18). Les Bleus mogli polegać na N'Gapethcie, który trafiał w ataku jak z armaty. Nakręcał kolegów i motywował, choć koniec seta był coraz bliżej, a strata nie malała (18:22). Wreszcie Isac Santos trafił na środku jak z armaty (23:20), po chwili miał kolejną piłkę, ale wybornie obronił ją Jenia Grebennikov, a wykończył w ataku N'Gapeth. I gdy miał kolejną okazję do zdobycia punktu, uderzył w aut (21:24). Wspaniałego seta zakończył nieudany serwis Le Roux, Brazylia dopięła swego (22:25).  

Trójkolorowi przegrali seta, ale odzyskali wigor i z nową mocą ruszyli do walki w secie numer dwa. Earvin N'Gapeth zyskał pomocnika w postaci Stephena Boyera, Brazylijczycy nie zwalniali ręki w ataku i z meczu zrobiło się wspaniałe meczycho. Prowadzili Francuzi (5:4), a gdy Boyer wygrał drużynie kontrę (9:7), mieli nawet zapas punktów i coraz śmielej poczynali sobie na parkiecie (12:10). A jeszcze wzmocnili zagrywkę miejscowi, trafił nią Rossard i nagle Brazylia straciła kontakt z przeciwnikiem (11:15) i musiała odrabiać wysoką stratę. Udało się Canarinhos zatrzymać N'Gapetha blokiem, sprytnie kiwnął Bruno za siatkę, szybko mistrz olimpijski zbliżał się do francuskiej ekipy (14:15). Emocje buzowały, N'Gapeth znów wygrał drużynie dwie arcyważne kontry, a za chwilę dołożył potężną zagrywkę i Francja zaczęła odbudowywać przewagę (18:15). Walka rozgorzała do tego stopnia, że w pewnym momencie pod siatką starli się N'Gapeth i Bruno, czyli do niedawna klubowi koledzy. W ekipie z Kraju Kawy zrobiło się nerwowo, bo mimo poważnych wysiłków wynik cały czas układał się po myśli Les Bleus (21:17), a mistrz olimpijski nie był w stanie znaleźć sposobu na skuteczną ofensywę miejscowych. Renan Dal Zotto wezwał swoich ludzi na naradę (19:23), ale Nicolas Le Goff trafił w kontrze na środku (24:19), a po chwili partię zakończył potężny blok Francuzów na Wallacie (25:20). Po wspaniałej walce reprezentacja Francji wróciła do gry i pokazała, że nie można jej skreślać, gdy gra przed swoimi kibicami.          

Temperatura gry nieco opadła po dwóch partiach rozgrywanych przy pełnym zaangażowaniu, ale walki nie brakowało. Francuzi razi raz po raz atakami Boyera i N'Gapetha, goście odpowiadali ciosami ze strony Wallace'a i Lucasa Saatkampa, który na środku wbijał gwoździe jak wytrawny cieśla (7:7). A jeszcze Mauricio Borges trafił zagrywką samego Jenię Grebennikova i Canarinhos objęli prowadzenie (8:7). I tak krok po kroku, akcja po akcji, budowali swoją przewagę i w pojedynku na siatkarskie przewagi zyskiwali nad rywalem coraz więcej i więcej (12:10). Głównie za sprawą znakomitej zagrywki oraz skuteczności na kontrach. Francuzi ostygli, nie prezentowali już takiej agresji i woli walki, jak w secie drugim i to się na nich zemściło. Poza tym bardzo słabo przyjmowali zagrywkę, a trener Tillie nie mógł znaleźć optymalnej pary skrzydłowych (12:16). Zerwali się do walki gospodarze, N'Gapeth i Boyer wykorzystali kontrataki i rywal był blisko (15:17). I wtedy Boyer kropnął w aut, a za chwilę Mauricio Borges wykończył kontrę dla Canarinhos (19:16). Francuzi nie odpuszczali ścigali przeciwnika zawzięcie i już prawie go mieli (20:22), gdy grę przerwał uraz Borgesa, który paskudnie skręcił kolano po jednej z akcji. Parkiet opuścił żegnany brawami przez kibiców, seta i tak trzeba było dograć do końca. Rezerwowy Evandro Guerra trafił z prawej flanki po prostej, a w kolejnej wymianie N'Gapeth nie przyjął zagrywki Mauricio Souzy i mistrzowie olimpijscy zgarnęli partię numer trzy (25:21).

Francuska kadra znów musiała wspiąć się na wyżyny i udowodnić, że jest w stanie przechylić losy spotkania na swoją korzyść. Zrazu set numer cztery rozpoczął się od równej walki z obu stron, z wielką ilością soczystych ataków i piękną walką z obu stron (5:5). Wreszcie Canarinhos poczęstowali miejscowych swoją zagrywką i zyskali skromne prowadzenie (8:7). Po powrocie na parkiet coś się jednak złego stało z Brazylią, nie kończyli ataków gwiazdorzy Renana Dal Zatto, a Francuzi wprost przeciwnie. I jeszcze Wallace kropnął w aut, na blok nadział się Douglas Souza, gospodarze przy dźwiękach Marsylianki uciekali mistrzom olimpijskim (13:9). Szansę dostali tedy William Arjona i Evandro Gurra, zmiennicy w kadrze Brazylii i to był dobry ruch. Znów trafiali w ataku, znów akcje zrobiły się długie i zacięte, a strata do Francji malała (12:14). Ale cały czas wynosiła dwa-trzy "oczka", czego pilnowali mocno Boyer, Rossard i N'Gapeth. Przyjezdni poderwali się do ataku, Lucas Loh i Douglas Souza trafiali na skrzydłach i nagle miejscowym został tylko punkt zapasu (20:19). I wtedy Trójkolorowi wrzucili wyższy bieg, wygrali dwie kontry, a Kevin Le Roux dorzucił jeszcze asa serwisowego (23:20). Brazylia nie dała za wygraną, na blok nadział się Boyer (24:22) i gdy wydawało się, że będą wielkie emocje, Eder Carbonera popsuł zagrywkę (22:25). O wygraną przyszło potentatom walczyć w secie numer pięć.

A w nim walka znów była niebywale zażarta, a na prowadzenie Canarinhos 4:3 świetnym atakiem i poprawką w bloku odpowiedział Nicolas Le Goff (5:4). Do tego Thibault Rossard poprawił potężnym serwisem i gospodarze zyskali niewielką, acz cenną przewagę (7:5). Rossard, siatkarz Asseco Resovii Rzeszów, dorzucił jeszcze świetny atak z drugiej linii i jak lider prowadził swój zespół do wygranej z Kanarkowymi (8:6). A ci nagle stracili rytm gry, Bruno minął się pod siatką z Lucasem i kolejne cenne "oczko" powędrowało na konto Francuzów (6:9). Zerwali się do walki siatkarze z Kraju Kawy, wrócił na parkiet Wallace, ale Le Roux w ataku nie zostawiał rywalom wątpliwości (11:7). I nagle wszystko się odwróciło, N'Gapeth kropnął w aut, po chwili nie skończył ataku, a Wallace się nie pomylił (9:11). Oddech dał drużynie Boyer, który przełamał niemoc w ataku, a jeszcze Lucas fatalnie wykonał zagrywkę i Canarinhos byli pod ścianą (10:13). Zdołali co prawda odrobić blokiem cenny punkt (12:13), ale w decydującym momencie Wallace zaserwował w siatkę (12:14), a spotkanie zakończył na środku Nicolas Le Goff (15:13).


W drugim meczu grupy A w czwartek Brazylia stawi czoła Serbii (godzina 20:30) i jeśli wygra, znajdzie się na pewno w półfinale. Wcześniej reprezentacja Polski w meczu o życie zmierzy się z USA (godzina 18:00).

Francja - Brazylia 3:2 (22:25, 25:20, 21:25, 25:22, 15:13)
Sędziowali: Andriej Zenowicz (Rosja), Nasr Shaaban (Egipt)

Przebieg meczu:

  • I set: 3:8, 8:12, 12:16, 16:20, 22:25
  • II set: 8:7, 12:10, 16:14, 20:17, 25:20
  • III set: 7:8, 10:12, 12:16, 17:20, 21:25
  • IV set: 7:8, 12:9, 16:14, 20:19, 25:22
  • V set: 2:2, 3:4, 8:6, 11:7, 15:13

Francja: Benjamin Toniutti, Stephen Boyer, Kevin Tillie, Earvin N'Gapeth, Kevin Le Roux, Nicolas Le Goff, Jenia Grebennikov (libero) oraz Thibault Rossard, Jean Patry, Antoine Brizard, Julien Lyneel

Brazylia: Bruno Rezende, Wallace de Souza, Mauricio Borges, Lucas Loh, Lucas Saatkamp, Isac Santos, Thales Hoss (libero) oraz William Arjona, Evandro Guerra, Mauricio Souza. Douglas Souza, Eder Carbonera.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje