Reklama

Reklama

Sebastian Świderski: Rozważam, czy zgłosić zespół za rok do Ligi Mistrzów

- Trzeba dokładać do Ligi Mistrzów i to bardzo dużo - powiedział Interii prezes ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle Sebastian Świderski. - Poważnie rozważam, jeżeli oczywiście zakwalifikujemy się do przyszłorocznej edycji Champions League, czy zgłosić zespół za rok - dodał były znakomity siatkarz. W środę mistrz Polski rozpoczyna walkę o Final Four. Rywalem ZAKS-y w 1. rundzie play off będzie rosyjski Biełogorie Biełgorod.


Robert Kopeć, Interia: Droga do wymarzonego Final Four Ligi Mistrzów wiedzie przez Rosję. Losowanie niezbyt szczęśliwe dla ZAKS-y.

Sebastian Swiderski (prezes ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle): Na tym etapie nie ma już słabych drużyn. Trzeba przyjąć to, co los nam dał i walczyć. Na pewno nie będzie łatwo, ale inni mają jeszcze trudniej.

W pierwszej rundzie play off ZAKS-ę czeka konfrontacja z Biełogorie Biełgorod, w którym nie brakuje znanych nazwisk, jak choćby Dmitrij Muserski, Siergiej Tietiuchin czy Taras Chtiej. Jak zatrzymać ten zespół?


- Przede wszystkim grać swoje. Biełgorod to nie ta sama drużyna co kilka lat temu, kiedy dominowała w Europie. Zespół, który na pewno można pokonać. Zresztą, w tej edycji Ligi Mistrzów przegrali kilka spotkań, w lidze rosyjskiej zajmują czwarte miejsce za Dynamem Moskwa. Na pewno jest to przeciwnik w naszym zasięgu.

Pierwszy mecz gracie na wyjeździe. Czy to ma znaczenie?

- Na pewno. Jeżeli wygramy tam, to będziemy mieli łatwiej w rewanżu. Musimy coś "ugrać" w Rosji, żeby myśleć realnie o kolejnej rundzie.

W drugiej rundzie, jeśli ZAKSA awansuje, traficie na inny rosyjski zespół Zenit Kazań. Trudno bowiem przypuszczać, że triumfator Ligi Mistrzów w dwóch ostatnich sezonach, nie poradzi sobie z Knack Roeselare.

- Zenit to dominator, który wygrywa wszystko. Jedyne czego nie mogą wygrać, to klubowe mistrzostwa świata. Dwa razy lepsza okazała się Sada Cruzeiro. To jest kość, która im w gardle stoi. Natomiast na swoim podwórku, to jest zespół, który nie przegrał żadnego spotkania. W poprzedniej edycji LM przegrali tylko raz - ze Skrą Bełchatów. Najpierw trzeba przejść Biełgorod. Od tego zacznijmy.

Jak pan ocenia szanse naszych pozostałych drużyn Asseco Resovii i PGE Skry Bełchatów, które zmierzą się z włoskimi zespołami? Odpowiednio z Azimut Modeną i Cucine Lube Civitanova.

- Generalnie, jako polskie zespoły, nie mamy łatwej drogi. Patrząc na wyniki, to wydaje się, że w nieco słabszej formie jest Modena. Byli pod ścianą i pokazali, że potrafią grać, a w czwartek udowodnili to wygrywając w Weronie 3:0. To niewygodny przeciwnik. Natomiast Cucine Lube to bardzo trudny rywal. Według mnie, jest jednym z faworytów Ligi Mistrzów. To są elitarne rozgrywki i łatwych przeciwników nie ma.

Tak jak pan powiedział, Liga Mistrzów to elitarne rozgrywki, prestiżowe. Proszę powiedzieć,  jak to wygląda pod względem finansowym? Czy dalej trzeba dokładać do interesu?

- Trzeba dokładać i to bardzo dużo. Niestety, słowa które były wypowiedziane przed tymi rozgrywkami, że w końcu zespoły będą zarabiać w Lidze Mistrzów, w ogóle nie mają pokrycia w rzeczywistości. Taki choćby wyjazd do Biełgorodu kosztuje nas bardzo dużo pieniędzy. Nikt nam tego oczywiście nie sfinansuje.

Czy jest szansa, żeby coś się poprawiło pod tym względem?

- Nie wiem. Trudno powiedzieć, bo to nie my decydujemy. To są decyzje na wysokich szczeblach. Ja natomiast poważnie rozważam, jeżeli oczywiście zakwalifikujemy się do przyszłorocznej edycji Champions League, czy zgłosić zespół za rok. Jeżeli to ma wyglądać w ten sam sposób. Nie dość, że nie pomaga się klubom, to dochodzi do tego jeszcze zdrowie zawodników, zmęczenie. Patrzymy do przodu i zastanawiamy się, co zrobić.

Końcówka sezonu zasadniczego w PlusLidze jest bardzo ciekawa. Walka o czwórkę zacięta, którą ZAKSA może obserwować ze spokojem, bo już raczej nikt wam nie odbierze pierwszego miejsca.

- Kilku punktów brakuje nam, żeby zapewnić sobie pierwsze miejsce. Zespoły z Jastrzębia i Olsztyna, które nie były wymienianie w roli faworyta, walczą i mogą zrobić psikusa, komuś z tych wielkich, czyli Asseco Resovii czy PGE Skrze Bełchatów. Od drugiego do piątego miejsca każdy zespół ma szansę, żeby znaleźć się w czwórce i walczyć o medale.

- Czy to prawda, że Andrea Gardini jest najbliżej objęcia posady trenera ZAKS-y, kiedy do pracy z reprezentacją Polski odejdzie Ferdinando De Giorgi?

- Rozmawiamy z wieloma trenerami. Nic nie jest jeszcze podpisane.

Reklama

Rozmawiał: Robert Kopeć


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama