Reklama

Reklama

Sebastian Świderski: Możemy sprawić niespodziankę

Cel minimum to wyjście z grupy. Ale jeśli dopisze szczęście i nie zabraknie wiary w siebie, to możemy sprawić niespodziankę - deklaruje przed rozpoczęciem Ligi Mistrzów trener ZAKS-y Sebastian Świderski. W środę kędzierzynianie zagrają z Galatasarayem Stambuł.

Świderski przyznał jednak, że powtórzenie ubiegłorocznego osiągnięcia, gdy prowadzona przez Daniela Castellaniego ekipa siatkarzy z Kędzierzyna-Koźla znalazła się w czwórce najlepszych drużyn Europy, będzie trudne. Ale nie niemożliwe - zastrzegł.

ZAKSA w tegorocznych rozgrywkach LM trafiła do grupy G, w której znalazły się również zespoły Knack Roeselare (Belgia), VfB Friedrichshafen (Niemcy) i Galatasaray Stambuł (Turcja). Z tym ostatnim zespół Świderskiego zmierzy się już w środę. Tydzień później zagra na wyjeździe z ekipą niemiecką.

Zdaniem szkoleniowca niebiesko-biało-czerwonych turecki zespół jest z pewnością drużyną "w zasięgu" i w pierwszym meczu kędzierzynianie liczą na komplet punktów. - Przed przygotowaniami dostaliśmy od nich nagrania trzech spotkań, na których nie było niestety głównych zawodników, ale dzięki znajomościom w tureckiej lidze udało się pozyskać inne video. Dlatego we wtorek zaczynamy odprawę i ustalimy taktykę - dodał Świderski.

Największy problem ZAKS-y na początku sezonu to brak zgrania drużyny. Zawodnicy w komplecie zaczęli treningi kilka dni przez pierwszym spotkaniem w lidze krajowej. Późno dotarł do zespołu Kanadyjczyk Dan Lewis. Niewiele przed nim dołączyli członkowie kadry Andrei Anastasiego - Michał Ruciak, Marcin Możdżonek, Łukasz Wiśniewski i Grzegorz Bociek.

- To jest widoczne w czasie gry. Zdarzają się pomyłki, brak komunikacji i zrozumienia na boisku. Takie rzeczy wypracowuje się w okresie przygotowawczym, u nas trwa on nadal. Ale nie robimy z tego tragedii - uznał szkoleniowiec kędzierzynian.

W jego ocenie widać też zmęczenie zawodników, którzy grali w kadrze narodowej. Swoje zrobił również rozegrany w ubiegłym tygodniu w Poznaniu mecz o Superpuchar, który ZAKSA - po zaciętej walce - przegrała 2:3 z Asseco Resovią. - Z rozgrzewkami i przerwą spotkanie trwało cztery i pół godziny. Dało w kość zawodnikom. Dlatego mecz w Olsztynie potraktowaliśmy może nie ulgowo, ale jako moment na wypróbowanie innych zawodników - mówił Świderski.

Sobotnie starcie z Indykpolem AZS-em Olsztyn, prowadzonym przez byłego szkoleniowca ZAKS-y Krzysztofa Stelmacha, kędzierzynianie przegrali 1:3.

Czy dwa kolejne stracone mecze - o Superpuchar i wspomniane ligowe starcie w Olsztynie - nie wpłyną demobilizująco na siatkarzy z Opolszczyzny? Według Świderskiego jego podopieczni potrzebowali po nich przede wszystkim odpoczynku i rehabilitacji. O formę psychiczną drużyny szkoleniowiec jest raczej spokojny.

- Po wygranych starciach bywa, że nie widzi się swoich błędów, nie analizuje ich dostatecznie. Przegrane mecze pomagają wyciągać wnioski - podkreślił trener.

Jego zdaniem siatkarze ZAKS-y będą też chcieli właśnie w środę pokazać się z lepszej strony i zrewanżować za porażki. - Swoje zrobi też zapewne adrenalina. Takie mecze jak te w Lidze Mistrzów powodują, że zapomina się nawet o kontuzjach - dodał Świderski.

Te ostatnie nie wykluczyły żadnego z zawodników podczas przygotowań, choć drobnych urazów nie brakuje. Po spotkaniu w Poznaniu kontuzję ścięgna Achillesa zgłaszał Paweł Zagumny, oszczędzany w meczu z Olsztynem. Z tego samego powodu w sobotnim spotkaniu z Indykpolem pauzował Michał Ruciak. Na bóle pleców, ciągnące się jeszcze od meczów kadrowych, narzekał Bociek, a po meczu o Superpuchar - również Holender Dick Kooy.

- Na szczęście wygląda na to, że będziemy mogli w środę wyjść na boisko w najmocniejszym składzie - podsumował trener ZAKS-y.

I dodał: - To będzie dla nas arcyważne spotkanie, bo w grupie w której jesteśmy trzeba wygrać wszystkie mecze u siebie i szukać punktów na wyjeździe. Każdy może być bowiem na miarę awansu do kolejnej rundy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL