Zacznijmy od finałów Ligi Narodów, które odbędą się w 2025 roku w Łodzi. Co przekonało związek do tego miasta?
Sebastian Świderski: Generalnie Łódź jest szczęśliwa dla naszych pań, dla naszej siatkówki, bo panowie w tym roku zdobyli brązowy medal podczas finałów Ligi Narodów. Kobiety zajęły trzecie miejsce na obczyźnie i przyszedł czas, by mogły pokazać się też przed swoimi fantastycznymi kibicami. Pamiętamy też, że w Łodzi rozegrały znakomity turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich, więc wybór musiał paść na to miasto. Do tego rozmowy tak z Urzędem Marszałkowskim, jak z Urzędem Miasta przebiegały gładko i szybko się dogadaliśmy.
Podobno miasto zapłaci za goszczenie Ligi Narodów około 5 mln złotych. Jest pan zadowolony z warunków finansowych?
- Tak. Te pieniądze w większości będą pokrywały po prostu koszty, które są po naszej stronie, jeżeli chodzi o zakwaterowanie drużyn, oficjeli, sędziów i inne wydatki. Inaczej nie byłoby nas w Łodzi.
W Bangkoku odbyło się losowanie grup mistrzostw świata. Polki trafiły na Niemki, Wietnamki i Kenijki. Zanosi się na łatwy początek mundialu?
- Nie chcemy mówić, że to jest bardzo łatwa, ale też nie możemy mówić, że to grupa śmierci. System rozgrywania mistrzostw świata został zmieniony. Nasza reprezentacja była rozstawiona i dzięki temu ominęliśmy wszystkie najmocniejsze rywalki. Zdajemy sobie sprawę, że ten turniej dla wielu będzie się rozpoczynał dopiero w fazie pucharowej. Także to będzie dla nas najważniejszy moment mistrzostw. Natomiast samo wejście w tak duży turniej z takimi rywalkami powinien być bardzo dobry.
Polska będzie gospodarzem turnieju finałowego Ligi Narodów i to będzie próba generalna przed mistrzostwami świata. Czego pan oczekuje od kadry Stefano Lavariniego, która jest w przebudowie między innymi z powodu odejścia Joanny Wołosz?
- Przede wszystkim progresu. Może przebudowa to za duże słowo, bo ta drużyna ciągle się buduje i rozwija. Mamy napływ młodych dziewczyn, które wygrywają na razie pojedyncze spotkania, ale pokonują tych najmocniejszych. I chcemy dawać im jak najwięcej możliwości, żeby mogły rywalizować z czołówką. Bez względu na to, które miejsce zajmą w rundzie zasadniczej Ligi Narodów, to na pewno wystąpią w Łodzi w finałach. A wiemy doskonale, że najważniejsze w tym naszym czteroletnim planie są igrzyska olimpijskie w 2028 roku.
Już teraz zaczynamy przygotowania z myślą o Los Angeles.
Mówił Pan o progresie sportowym. Wymiernie to powinno być w przypadku kobiet srebro Ligi Narodów i co najmniej półfinał mistrzostw świata?
- Tak powinno być, ale pamiętajmy, że to jest sport i takich reprezentacji jak nasza jest wiele. Siatkówka żeńska jest wyrównana, bo oprócz reprezentacji Włoch, która pokazała, że ma wielki potencjał i przez następne lata może liderować, to reszta jest na podobnym poziomie i cieszymy się, że też jesteśmy w tej grupie. Dla nas będzie ważne, żeby te zwycięstwa z Turcją, Serbią, Włochami, USA był częściej niż raz na sezon.
Po losowaniu grup mistrzostw świata jest jasne, że w 1/8 finału Polki mogą trafić właśnie na Włoszki, Belgijki albo Kubanki.
- To prawda, ale na tym etapie już nie będzie słabych przeciwników. Tak naprawdę ten turniej będzie się właśnie rozpoczynał od fazy pucharowej i wtedy trzeba będzie być przygotowanym na najwyższym poziomie. Po to też organizujemy Ligę Narodów w naszym kraju, żeby zapewnić zawodniczkom możliwość rywalizacji z tymi najmocniejszymi. To da im wiedzę na jakim są poziomie. Zależy nam, by nie przegrywały spotkań w szatni, chociaż przez ostatnie trzy lata pokazały wielokrotnie, że akurat one potrafią sprawiać miłe niespodzianki. Tak samo liczymy, że podczas mistrzostw świata w Tajlandii niejednokrotnie nas pozytywnie zaskoczą.
Kto zastąpi wspomnianą Wołosz na pozycji rozgrywającej?
- To pytanie powinniśmy zadać trenerowi Lavariniemu. Wiemy doskonale, że przygląda się wszystkim rozgrywającym, które są w jego kręgu zainteresowań. Każda z nich ma szansę i każda z nich zrobi wszystko, by go przekonać. Na pewno faza grupowa Ligi Narodów to będzie ten poligon doświadczalny i możliwość pokazania się, a ja wiem doskonale, że selekcjoner postawi na najlepszą dla naszej kadry.
Czego pan sobie i całej polskiej siatkówce życzy na 2025?
- Oczywiście można powiedzieć, że sukcesów, medali, najlepiej tych złotych. Życzę takich wrażeń, jak chociażby w półfinale igrzyska olimpijskich w meczu z Amerykanami. Chyba każdy z nas przeżywał to spotkanie, a wielu lekarzy zacierało ręce, że tyle będzie zawałów. A tak poważnie chciałbym, by nasze reprezentacje się dalej rozwijały i szły w tym kierunku, którym idą od trzech lat, bo widać, że jest progres. Zresztą nasze decyzje a propos przedłużenia kontraktów z trenerem Lavarinim i Grbiciem były tym podyktowane.
















