Reklama

Reklama

Polski siatkarz zachwycił świat. "Eksplozja łez"

Kamil Semeniuk poprowadził Grupę Azoty ZAKS-ę Kędzierzyn-Koźle do zwycięstwa w siatkarskiej Lidze Mistrzów. MVP finału po spotkaniu nie ukrywał emocji. A cieszący się koledzy potwierdzili, że reprezentant Polski pożegna się z klubem. - Nigdy jeszcze nie czułem w oczach takiej naturalnej eksplozji łez - przyznał przed kamerą Polsatu Sport.

W finale w Lublanie ZAKSA dała prawdziwy koncert. Świetnie grą zespołu dyrygował Marcin Janusz, kluczowe punkty blokiem zdobywał Łukasz Kaczmarek, ale to Semeniuk grał najbardziej efektownie. Zdobył 27 punktów, atakując na świetnym poziomie, z 74-procentową skutecznością. To jego ręka zbiła ostatnią piłkę finału.

Już w czasie meczu pod jego adresem spływały kolejne komplementy. Na Twitterze docenił go m.in. australijski siatkarz Igor Yudin czy były reprezentant Polski, a dziś trener Jakub Bednaruk. Polscy kibice poszli jeszcze dalej i obwołali go najlepszym siatkarzem na świecie. Pod wrażeniem postawy Semeniuka byli też działacze, którzy po meczu wręczyli mu nagrodę dla MVP spotkania.

Reklama

- Wyszedł taki dzień, że wszystko “żarło" w moim wykonaniu. Ale nie tylko ja byłem na boisku. Cała drużyna zagrała kapitalne zawody. Nie było to łatwe spotkanie, oczekiwaliśmy tego, że będziemy musieli się ciężko napocić. Atmosfera w hali była taka, że schodziły z nas siódme poty. Gdyby mecz się przedłużył, trzeba byłoby chyba wołać o kolejne koszulki - stwierdził po meczu przyjmujący na antenie Polsatu Sport.

Z klubu kibica na igrzyska olimpijskie

Niespełna 26-letni Semeniuk w ostatnich dwóch latach wyrósł na czołową postać ZAKS-y i całej polskiej siatkówki. To wychowanek kędzierzyńskiej drużyny, ale nie od razu został uznany za przyszłą gwiazdę. Zanim dostał się do pierwszego zespołu, był członkiem klubu kibica i dopingował drużynę z trybun.

Do wielkiej siatkówki przebijał się nieco dłużej niż rówieśnicy, trafił na wypożyczenie do Aluronu CMC Warty Zawiercie. W końcu talent Semeniuka rozbłysł jednak jak brylant i na własnym podwórku. Objawił się jako siatkarz niemal kompletny: świetny w ataku i polu serwisowym, uważny w przyjęciu, dokładny w bloku. Przed rokiem odegrał jedną z kluczowych ról w triumfie ZAKS-y w LM, potem przebojem wdarł się do reprezentacji Polski. Vital Heynen przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio zapowiadał, że będzie korzystał ze sprawdzonych ludzi, ale dla Semeniuka zrobił wyjątek.

W tym sezonie przyjmujący dodał do swojego repertuaru kilka nowych zagrań i był filarem drużyny, która jako pierwsza w historii polskiej siatkówki zdobyła tzw. potrójną koronę. Przed finałem w Lublanie zdobyła bowiem mistrzostwo i Puchar Polski. W meczu decydującym o triumfie w PlusLidze Semeniuk również zgarnął zresztą nagrodę dla MVP spotkania.

- Kamil jest wyjątkowy, jedyny. Jest prawdziwym kędzierzynianinem. Jest wielki - rozpływał się w pochwałach Piotr Szpaczek, prezes ZAKS-y.

CZYTAJ TEŻ: Polka nie wzniesie pucharu. Zmiana warty na siatkarskich szczytach

"Nadsiatkarz" Kamil Semeniuk żegna się z ZAKS-ą

W niedzielę rzucił na kolana Itas Trentino. Przyćmił gwiazdę rywali i reprezentacji Włoch, 20-letniego Alessandro Michieletto. To Semeniuk kończył najważniejsze ataki, a po meczu zalał się łzami radości.

- Nigdy jeszcze nie czułem w oczach takiej naturalnej eksplozji łez. Dzisiaj to nastąpiło, to coś dziwnego. Bardzo dużo zawdzięczam chłopakom i klubowi. To była przyjemność być częścią tego zespołu. Nie wyobrażałem sobie, że tyle z tym zespołem osiągnę. Uczucia przyszły ze zdwojoną mocą. Na meczu była moja dziewczyna, brat z tatą, wszyscy zalali się łzami. Płaczemy, ale to są łzy wzruszenia i szczęścia - przyznał po spotkaniu.

Tak kapitalny występ był jednak ostatnim meczem Semeniuka w ZAKS-ie. Co prawda siatkarz przed kamerą Polsatu Sport stwierdził, że nie chce mówić o tym na wizji. Przyznał tylko, że pożegnanie jest możliwe. Ale do rozmowy wtrącił się Łukasz Kaczmarek, atakujący drużyny z Kędzierzyna-Koźla.

- Brawo panie MVP. Nadsiatkarz, nadczłowiek. Będzie nam go brakować - wypalił kolega Semeniuka.

Zespół z Trentino będzie musiał teraz uważać na Semeniuka częściej niż raz w roku. Przyjmujący trafi bowiem do Sir Safety Conad Perugia. Zostanie więc klubowym kolegą Wilfredo Leona, innego reprezentanta Polski.

Po krótkim odpoczynku Semeniuk przyjedzie też na zgrupowanie reprezentacji. W kadrze budowanej na nowo przez Nikolę Grbicia może odgrywać pierwszoplanową rolę. Serb świetnie zna go z pracy w ZAKS-ie - to pod jego batutą przyjmujący wskoczył na najwyższy poziom.

Maleją za to szanse, że Semeniuk i Grbić spotkają się w klubie. Co prawda Serb w ostatnim sezonie prowadził Perugię, ale włoskie media zapowiadają, że w stolicy Umbrii dojdzie do zmiany szkoleniowca. Serba może zastąpić Gheorghe Cretu, czyli trener mistrzowskiej ZAKS-y z tego sezonu.

CZYTAJ TEŻ: Najstarszy debiutant w kadrze Grbicia. Zdążył już zwątpić

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL