Damian Gołąb, Interia Sport: Po zwycięstwie ze Szwajcarami przyszła porażka z Włochami. Jak to spotkanie wyglądało z twojej perspektywy?
Michał Bryl: Nic nie szło po naszej myśli. Dobrze nas rozpisali, my nie mieliśmy na to pomysłu po słabym side oucie, szczególnie moim. I cała ta piramidka już od samego początku się posypała. Nie mieliśmy punktu zaczepienia, chłopaki dobrze grali.
To, o czym mówisz, było chyba widać po ustawieniu ich bloku. Szybko kilka razy zatrzymali nim twoje ataki.
- Zdecydowanie przeczytali mnie w bloku. Wszystkie ciasne kierunki, zmyłki… Kiedy na początku złapie się trzy, cztery bloki, człowiek jest w tym bloku odważniejszy. Jakoś nie mogłem dzisiaj znaleźć rozwiązania na to ich ustawienie.
Przed kolejnym meczem trzeba będzie zapomnieć o tej porażce?
- Zdecydowanie tak, trzeba zresetować głowę, nastawić się bojowo i walczyć w pierwszej rundzie.
Droga polskich siatkarzy do sukcesu się wydłużyła. Cel pozostaje bez zmian
Jak gra się wam przed polską publicznością w Starych Jabłonkach, w tak dużym turnieju przy polskich kibicach?
- Gra się i przyjemnie, i troszkę też stresująco. Przed rodziną człowiek chciałby się pokazać jak najlepiej, ale jest bardziej motywująco niż przytłaczająco. Zawsze nam się tu bardzo podoba, cieszymy się, że możemy tu grać, że jest w Polsce taki turniej, jak Stare Jabłonki. Miejmy nadzieję, że przyniesiemy trochę więcej szczęścia w następnym meczu.
Po środowych porażkach pozostałych czterech polskich par jest na was zwróconych jeszcze więcej oczu.
- Ale też trzeba zwrócić uwagę, że to jest młodzież. Oni się ogrywają. Dla nich mistrzostwa Europy, kiedy mają po 20 lat i startują z takimi seniorami, to ciężka przeprawa. To jest myślę doświadczalny turniej, by obyć się z większą publicznością, stresem. Potrzeba cierpliwości i zaangażowania.
Cel na turniej pozostaje bez zmian, ale wasza droga się wydłuża.
- Cel jest taki, by zajść jak najdalej. Droga wydłuża się o jeden dodatkowy mecz, ale w całym turnieju to jest nic. Trenujemy po to, żeby dać radę w każdym meczu. Walczymy dalej.
Rozmawiał Damian Gołąb














