Polska siatkówka w czasie kryzysu

Polska była rajem dla siatkówki: najlepsi zawodnicy, najlepsi kibice i najlepsi organizatorzy. Sielanka nie trwała jednak wiecznie. Afera korupcyjna w Polskim Związku Piłki Siatkowej brutalnie przerwała piękny sen tej dyscypliny w naszym kraju. Na ile zatrzymanie dwóch najważniejszych osób w PZPS wpłynie na polską siatkówkę? Jak wyjść z tego kryzysu?

Aresztowanie prezesa Mirosława P. i wiceprezesa Artura P. było szokujące dla całego środowiska.

Reklama

"Jestem niezależny finansowo, startuję po to, aby pomóc siatkówce" - mówił w 2004 roku Mirosław P., gdy na fotelu prezesa zastępował krytykowanego i oskarżanego o niezgodne z przepisami wykorzystywanie dotacji budżetowych Janusza Biesiadę. Teraz Mirosław P. dostał trzymiesięczny areszt, usłyszał też zarzuty przyjęcia łapówki w kwocie 400 tys. zł.

Pozostali na wolności członkowie zarządu - Witold Roman, sekretarz Andrzej Lemek, Jacek Kasprzyk i Konrad Piechocki - dokooptowali do swojego składu Waldemara Wspaniałego i Andrzeja Ladzińskiego, po czym ogłosili światu, że są w stanie dalej sprawować władzę w Polskim Związku Piłki Siatkowej.

Czas na kolejne wybory, oby bez problemów z liczeniem głosów


- Trzeba jak najszybciej zwołać nadzwyczajne walne zgromadzenie delegatów PZPS i usunąć panów P. - mówi w rozmowie z Interią Waldemar Bartelik, prezes Pomorskiego Wojewódzkiego Związku Piłki Siatkowej i rywal Mirosława P. w wyborach na szefa PZPS w 2012 roku.

Podobnego zdania jest Jerzy Matlak: - Powinno się zwołać walne zgromadzenie i ogłosić nowe wybory. Jest to związek Mirosława P. i nie ma gwarancji, że można zaufać ludziom przez niego nominowanym. Trzeba odciąć się od tej sprawy - powiedział nam były selekcjoner reprezentacji Polski kobiet.

Minister sportu Andrzej Biernat też uważa, że najlepszym wyjściem z sytuacji byłyby nowe wybory.

Zarząd PZPS ostatecznie zdecydował się na zwołanie nadzwyczajnego zgromadzenia, które ma przegłosować wniosek Artura P. o rezygnacji i ewentualne odwołanie Mirosława P. Dokładna data nie jest znana.

Siatkówka to obecnie jeden z dwóch sportów narodowych, oczywiście ten drugi, po piłce nożnej. Po zdobyciu złotego medalu na tegorocznych mistrzostwach świata zorganizowanych w naszym kraju na punkcie reprezentacji Polski zapanowało szaleństwo. Korupcja zasiała ferment.

Ekspert w dziedzinie marketingu sportowego Piotr Matecki uważa, że jeżeli sytuacja nie zostanie szybko wyjaśniona poprzez nowe wybory władz, to afera może się odbić na całym środowisku.

- Obawiam się, że tak to działa. Tak było też z piłką nożną. Sytuację w siatkówce dodatkowo potęguje wydźwięk apelu CBA i prokuratury, które zapraszają do współpracy wszystkich mających informacje o korupcji w Polskim Związku Piłki Siatkowej. Powstaje wrażenie, że być może kolejne osoby z tego środowiska również były w to zamieszane - uważa Matecki.

Według niego, najgorszym scenariuszem może być sytuacja, w której afera korupcyjna przedłuża się i odstrasza od polskiej siatkówki sponsorów. - Ich zainteresowanie tą dyscypliną może zostać ograniczone. Nie wyobrażam sobie tego, żeby np. PKN Orlen nie interweniował. Jeśli sytuacja związana z zarzutami będzie ciągnęła się przez kolejne miesiące czy lata, to firmy nie będą chciały być kojarzone ze związkiem, który wydaje się być korupcjogenny - podsumowuje Matecki.

Zamieszania w siatkówce nie przestraszyła się Telewizja Polsat, która już po aferze zdecydowała się na przedłużenie umowy z Profesjonalną Ligą Piłki Siatkowej o kolejne pięć lat.

Całą wypowiedź Mateckiego znajdziesz TU! KLIK!

Usta pełne frazesów

Mirosław P. kierował PZPS od 2004 roku. Był także w zarządzie Europejskiej Konfederacji Piłki Siatkowej (CEV), a także w prezydium władz Międzynarodowej Federacji Siatkówki (FIVB). Przez 10 lat rządów wprowadził polską siatkówkę na wyższy poziom. Wystarczy przypomnieć jego ostatnie sukcesy - organizację mistrzostw świata siatkarzy w roku 2014, a także doprowadzenie do organizacji przez Polskę mistrzostw Europy mężczyzn w roku 2017.

Mirosław P. jest człowiekiem zamożnym. Podkreślał, że funkcji prezesa nie pełni w celu zarobkowym: "Jestem człowiekiem finansowo niezależnym, mógłbym już do końca życia nic nie robić, ale jestem przyzwyczajony do ciężkiej i konsekwentnej pracy. Z natury jestem urodzonym optymistą. W przeciwieństwie do mojego poprzednika nie chcę zarabiać na siatkówce" - powiedział Mirosław P. po wyborach w roku 2004.

Poprzedni prezes, Janusz Biesiada, był podejrzewany o oszustwa, ale ze wszystkich zarzutów został oczyszczony.

- Prezes P. miał zawsze usta pełne frazesów. Rzeczywistość to zweryfikowała - twierdzi Waldemar Bartelik.  

- Niedawno byłem z prezesem w sporze i mógłbym być usatysfakcjonowany, ale nie jestem. Jako człowiek naprawdę mu współczuję. Jako pracodawca okazał się pełen nieuczciwości. Może gdyby Mirosław P. pracował dla pieniędzy, to nie byłoby takich sytuacji - stwierdza Jerzy Matlak.  

Matlak o swoim zwolnieniu z funkcji trenera kobiecej kadry dowiedział się z mediów. Kulisy jego odwołania są wyjaśniane przez sąd od trzech lat.

Czkawki raczej nie będzie

Na ile afera korupcyjna w związku pogrąży polską siatkówkę?

- Na pewno nie będzie lepiej niż mogłoby być po ostatnich dokonaniach, ale wszyscy się pozbierają. To będzie jak z wiadomościami w telewizji. Jednego dnia wszyscy mówią o jakiejś aferze, a następnego się o tym zapomina - mówi Matlak.

Wydaje się więc, że Polska siatkówka ma na tyle mocną pozycję w kraju, że nawet zatrzymanie rządzących nią osób w znaczącym stopniu nie wpłynie na poziom sportowy, a straty wizerunkowe są nie do powetowania.

Sportowo dyscyplina sobie poradzi. Na parkiet przecież nie wychodzą działacze, tylko zawodnicy występujący w jednej z najsilniejszych lig świata, jaką jest PlusLiga. Hale sportowe pełne kibiców nie opustoszeją tylko dlatego, że dwóch panów z siatkarskiej wierchuszki zostało aresztowanych. Zawodnikom też raczej nie powinno odbijać się to czkawką. Oni są profesjonalistami skupionymi na tym, żeby grać jak najlepiej.

Kto w ich miejsce?

Pozostaje tylko kwestia koordynacji działań. Nie da się ukryć, że Mirosław P. był świetnym organizatorem imprez siatkarskich. Na jego miejsce musi przyjść ktoś, kto będzie kontynuował jego dzieło, oczywiście tylko w sferze sportowej. Ktoś, kto umożliwi zawodnikom spokojna grę, a kibicom da okazję do zapełniania hal.

- Pewnie kandydatem będzie Bartelik, który był w opozycji i usiłował robić porządki. Niektórzy mówią o Biesiadzie, ale jemu nikt nie zwrócił dobrego imienia po oskarżeniach, które usłyszał parę lat temu. Rzecz jest w tym, żeby ci ludzie byli gwarantem pełnej uczciwości i transparentności - mówi Jerzy Matlak.

Bartelik w rozmowie z Interią wypowiedział się na temat swojej kandydatury: - Jeśli wybory odbędą się na nadzwyczajnym zgromadzeniu, to nie mam zamiaru startować. Jeśli normalnie, za dwa lata, to się zastanowię - powiedział prezes Pomorskiego Związku Piłki Siatkowej.

Ciąg dalszy nastąpi?

- CBA twierdzi, że sprawa jest rozwojowa. Ja mam nadzieję, że nie będzie dalszych zatrzymań - mówi Bartelik.

Trochę bardziej pesymistyczny w swoich sądach jest Jerzy Matlak: - Nie jest wykluczone, że pojawią się inne wątki  sprawy. Nie tylko chodzi o pieniądze, ale także o powoływania trenerów, o koneksje. Wiele osób, które pracują w związku, nie są najlepsze na swoich stanowiskach.

Miłośnikom siatkówki pozostaje tylko mieć nadzieję, że to koniec zatrzymań. Oby kibice nie musieli już więcej zajmować się aferami, korupcją i matactwami, a mogli skupić się na dopingowaniu siatkarzy, którzy są przecież najlepsi na świecie.

Autor: Grzegorz Zajchowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje