Damian Gołąb, Interia Sport: Co dominuje w tobie po spotkaniu, którym pożegnaliście się z mistrzostwami Europy? Więcej jest złości, a może rozczarowania?
Michał Bryl: Jedno i drugie. Ciężko było się przygotować do tego turnieju. To nie jest jakaś tam wymówka. Nie wchodząc w szczegóły, walczyliśmy o to, by tu w ogóle wystąpić. Chcieliśmy się pokazać z jak najlepszej strony, ale jednak życie weryfikuje. Gdy nie jest się w takim transie, rytmie turniejowym, ciężko pogodzić pewne rzeczy. Teraz musimy się pogodzić z porażką.
Co było siłą Niemców, którzy was pokonali? A może więcej przyczyn porażki trzeba szukać po waszej stronie?
- Dobrze zagrywali, ale w ogóle nie mogliśmy ich złapać systemem blok-obrona. Praktycznie rozegrali nas, jak chcieli. To samo we wcześniejszym meczu zrobili z nami Włosi. Ciężko się gra, gdy rywal robi, co chce. Gdzieś coś nam ucieka, coś nie gra. Gramy ze sobą już sześć lat - kiedyś to był nasz najlepszy element, dzisiaj jest naszym przekleństwem. Ciężko się z tym pogodzić. Nie wiem, czy to przez brak wspólnego treningu... Trudno coś na gorąco powiedzieć.
Michał Bryl jasno o występie w ME. "Nie mogliśmy nie przyjechać"
Brak rytmu pewnie nie mógł pozostać bez wpływu na waszą formę? Próbowaliście wystąpić na turnieju w Hamburgu przed mistrzostwami Europy, ale nie dokończyliście nawet pierwszej fazy zawodów.
- To był taki test, czy my w ogóle nadajemy się do grania. I pokazał, że się nie nadajemy. Ale nie mogliśmy nie przyjechać i tutaj nie wystąpić. To byłoby nie fair wobec kibiców, rodziny, federacji. Ciężko to przełknąć. Gdzieś z tyłu głowy było, że nie jesteśmy w formie, w tym vibe'ie. Jeszcze parę miesięcy temu staliśmy na podium elity, więc to nie jest tak, że nie umiemy grać. Po prostu to jest dla nas ciężki okres.
Dla Bartka to już na pewno koniec sezonu. Z tego, co rozmawialiśmy, chce się wziąć za swoje kolano, za swoje zdrowie. Mamy nadzieję ruszyć z kopyta na turniejach pod igrzyska olimpijskie.
Walka o igrzyska olimpijskie na dobre rusza w przyszłym sezonie. To teraz będzie wasz główny cel?
- Tak. Pierwsze turnieje w przyszłym sezonie, które będą brane pod uwagę, rozpoczynają się już w listopadzie. To też nie jest jakiś odległy termin. Bartek potrzebuje trzech, czterech miesięcy, by jego kolano wyzdrowiało. Żebyśmy mogli normalnie trenować. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało. Na razie jest dużo niewiadomych.
Polacy liczyli na wsparcie publiczności. Braki okazały się zbyt duże
Pewnie wyjątkowo szkoda żegnać się z takim turniejem, z historycznymi mistrzostwami Europy w Polsce. Wasze spotkania z trybun w Starych Jabłonkach oglądało sporo ludzi.
- Tak, szczególnie wracając myślami do zeszłego roku, gdy bardzo dobrze nam się tutaj grało. Dobrze wspominamy ten kort centralny, to, jak kibice nas tutaj ponieśli. Po cichu myśleliśmy, że to też w jakiś sposób nam pomoże, zalepi te nasze braki treningowe. Ale jednak nie. Widać, że chłopaki z Niemiec też byli w dobrym graniu, słusznie należała im się ta wygrana.
Wyeliminowali w czwartek dwie polskie pary - przed meczem z wami również Piotra Kantora i Filipa Lejawę.
- To świadczy o tym, że to nie są przypadkowi zawodnicy. Dobrze grają, wygrywają i grają dalej.
Rozmawiał w Starych Jabłonkach Damian Gołąb














