Reklama

Reklama

PlusLiga. Gogol: Powrót do normalnej wydolności jest dużo trudniejszy

Michał Mieszko Gogol przestraszył się, gdy w meczu ligowym z Vervą Warszawa Orlen Paliwa zasłabł jego siatkarz Grzegorz Łomacz, co być może ma związek z Covid-19. "Powrót do normalnej wydolności po tej chorobie jest dużo trudniejszy" - zaznaczył trener PGE Skry Bełchatów.

Skra po zakończeniu kwarantanny związanej z przypadkami koronawirusa rozegrała trzy spotkania w ekstraklasie, z których dwa przegrała. W środowy wieczór uległa w Warszawie Vervie 1-3.

Reklama

"Podobało mi się, jaką energię mieliśmy od początku meczu, bo poprzednio jej zabrakło. Przy graniu bez kibiców ta energia jest bardzo ważna i bardzo potrzebna. Dlatego cieszę się, że cała nasza ławka, cały nasz kwadrat dla rezerwowych i cały sztab - wszyscy żyli tym  meczem. Bez tego gra się bardzo ciężko. Natomiast nie skończyliśmy dwóch piłek setowych, które mieliśmy w górze w trzecim secie i to boli. Bo piłka dzieliła nas od objęcia prowadzenia 2-1, a przegraliśmy mecz, nie zdobywając żadnego punktu. W przyjęciu mieliśmy zaledwie jeden błąd. Mieliśmy też 12 bloków punktowych. Michał Superlak z Vervy zagrał bardzo dobrze w ataku. Natomiast nam brakło ognia w tym elemencie. Póki starczało sił Bartkowi Filipiakowi, to się trzymaliśmy" - podsumował Gogol.

Jednak to nie wynik meczu i przebieg całego spotkania był głównym tematem późniejszej jego rozmowy z dziennikarzami. W czwartym secie, przy stanie 8:7 dla gospodarzy, Łomacz gorzej się poczuł. Najpierw rozgrywający reprezentacji Polski upadł na kolana, podpierając się przy tym rękami na boisku, a kiedy je opuścił, to cały czas leżał, podczas gdy zajmował się nim lekarz.

"Mówimy o meczu i analizujemy, ale tu się wydarzył mały dramat. Mam dużą nadzieję, że Grzesiowi nic nie jest. To tak naprawdę jedna z najgorszych sytuacji z tego meczu. Nasz rozgrywający zasłabł. Sam mówił, że ma mroczki przed oczami i musi usiąść, bo czuje, że zaraz może zemdleć. Nie chcę się wdawać teraz w dywagacje, czy to skutek Covid-19 czy nie, ale Grzesiek przeszedł tę chorobę mniej lub bardziej ciężko i nie wiemy, czy sytuacja nie ma związku z tym" - zastrzegł szkoleniowiec.

Zapewnił, że jego drużyna obecnie trenuje bardzo lekko.

"A jednak mecz na pewno kosztował Grześka trochę sił, bo to jest 40 minut rozgrzewki, set trwa ok. 35 minut, więc praktycznie miał w nogach solidne dwie godziny. Musimy poczekać na wyniki kolejnych badań. Wszystkie badania po powrocie z kwarantanny przeszliśmy, ale być może Gregora trzeba dokładniej zbadać. Następny mecz mamy w niedzielę. Ciężko mi teraz przewidywać, co się stanie" - zaznaczył.

Dowiedz się więcej na temat: PGE Skra Bełchatów | PlusLiga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama