Reklama

Reklama

Paulina Maj: Nie boję się tureckiego piekła

Siatkarka Banku BPS Fakro Muszyna Paulina Maj nie boi się gorącej atmosfery jaką stworzą podczas rewanżowego meczu finału Pucharu CEV w sobotę tureccy kibice. W pierwszym spotkaniu wicemistrz Polski pokonał w środę Fenerbahce Stambuł 3:2.

"Nie boję się tureckiego piekła. Bardzo lubię jak jest gorąco na trybunach, nawet jeśli kibice trzymają kciuki za naszych rywali. Szczególnie miło gdy po udanej akcji mogę się odwrócić do fanów i uśmiechnąć" - powiedziała zawodniczka Muszyny.

W środowym spotkaniu "Mineralne" wygrały dwa pierwsze sety. Trzeci przegrały zdecydowanie. W czwartym prowadziły 7:0, 8:1, ale ostatecznie pozwoliły rywalkom na doprowadzenie do tie-breaka.

"Mogłyśmy wygrać 3:1. Jednak w czwartym secie, przy wyniku 8:1 uwierzyłyśmy, że zwycięstwo już przyjdzie nam łatwo. Trener Turczynek zmienił jednak koncepcję gry, wprowadził nową rozgrywającą. To okazało się dobrym posunięciem" - skomentowała libero Banku.

Reklama

Polki bardzo skoncentrowane przystąpiły do ostatniej odsłony, wygrały ją i - jak to określiła Maj - zrobiły pierwszy krok w kierunku zdobycia pucharu. Jej zdaniem w rewanżu większa presja będzie ciążyć na rywalkach.

"Fenerbahce to bardzo utytułowana ekipa. W minionym sezonie była najlepsza w Lidze Mistrzyń. W tym nie udało się jednak Turczynkom powtórzyć tego osiągnięcia. Będą na pewno chciały to sobie powetować zdobywając chociaż Puchar CEV. Jednak to jest sport, a my ze swej strony zrobimy wszystko, aby wygrać" - dodała Maj.

W czwartek zawodniczki z Muszyny nie będą mieć wolnego. Czeka je najpierw trening, a po nim rozpoczną podróż do Stambułu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama