Reklama

Reklama

Ola Przybysz: Musimy awansować

- Musimy przywieźć awans. Jest to ostatnia szansa. Dwa najważniejsze mecze, które musimy wygrać, bo praktycznie przesądzają one o najbliższych dwóch latach reprezentacji. Nie możemy nawet dopuszczać myśli o innym rezultacie - powiedziała kapitan reprezentacji Polski siatkarek Aleksandra Przybysz. O godzinie 16.05 biało-czerwone odleciały z krakowskiego lotniska w Balicach via Budapeszt do Warny, gdzie odbędzie się barażowy turniej eliminacji do mistrzostw świata.

- Waszymi rywalkami będą Bułgarki i Ukrainki. Którego z tych zespołów należy się bardziej obawiać?

- Trudniej będzie się grało z Bułgarią. Grają u siebie, będą też wzmocnione Antoniną Zetovą. Widziałyśmy jak gra ta drużyna na kwalifikacjach do przyszłorocznej Grand Prix w Azerbejdżanie. Jest to naprawdę poprawnie grający zespół i wydaje mi się, że będzie trudniejszym przeciwnikiem.

- Na wspomnianych przez Ciebie kwalifikacjach do Grand Prix. Reprezentacja Niemiec wygrała z Bułgarią w dość łatwy sposób (3:0 (25:15 25:22 25:18) - przyp. red.).

Reklama

- Zgadza się. Tylko, że to na pewno będzie inny mecz. Nie ma co porównywać. Może akurat wtedy Bułgarki miały słabszy dzień... Wydaje mi się, że dla nich ten turniej to również ogromna szansa. Tym bardziej, że mają kwalifikacje u siebie i zrobią wszystko, żeby wygrać i awansować do mistrzostw świata. Na pewno będzie ciężko.

W Bułgarii zawsze trudno się grało. Obawiacie się sędziów, że będą chcieli wpłynąć na wynik meczu?

- Powiem szczerze, że nie myślałam o tym do tej pory. Sędziowie to osoby, które mają być obiektywne i sprawiedliwe. Wierzymy, że w taki właśnie sposób będą prowadzić spotkanie i nie będzie żadnych nieprzewidzianych problemów.

Jak kapitan reprezentacji oceni formę zespołu?

- Myślę, że jest w porządku. Trenowałyśmy ciężko przez pierwsze dni. Później trener stopniowo regulował obciążenia treningowe. Wydaje mi się, że będzie dobrze.

- W towarzyskim turnieju w Montreux, w eliminacjach do MŚ w Dreźnie i w Grand Prix brakowało Wam trochę szczęścia. Sety decydowały o tym, że nie udawało się awansować do kolejnej fazy. Wreszcie w kwalifikacjach do GP'2006 ta passa została przełamana i sety były na Waszą korzyść. Czy to znaczy, że teraz już nie będziecie dostarczać sobie i kibicom niepotrzebnych nerwów?

- Teraz już nie ma co liczyć na sety, czy małe punkty. Trzeba wygrać dwa mecze. Do tej pory brakowało szczęścia. W Azerbejdżanie karta się odwróciła i mam nadzieję, że teraz będzie tak już do końca.

- Seryjnie tracone punkty - to chyba Wasz największy mankament. Czy podczas zgrupowania w Szczyrku pracowałyście nad tym, żeby to wyeliminować?

- Miałyśmy indywidualne treningi. Trener głównie kładł nacisk na nasze błędy własne. Dużo uwagi poświęciłyśmy także przyjęciu zagrywki oraz samej zagrywce. Przez te dziesięć dni trener zwracał uwagę na błędy, które popełniałyśmy najczęściej. Potrafiłyśmy seriami zdobywać punkty, ale też w seryjnie je tracić. Mam nadzieję, że na turnieju w Warnie nie powtórzą się już takie sytuacje.

Kiedy Olę Przybysz zobaczymy w pierwszej "szóstce"?

- Nie wiem, to jest decyzja trenera (śmiech). Myślę, że najważniejsze w tym momencie jest to, żeby ten zespół, który gra prezentował taki poziom, żeby nie trzeba było robić zmian. Wywalczyć awans to jest główny cel.

Rozmawiał Robert Kopeć

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy