Reklama

Reklama

Miljković: Nie mam żalu do polskich klubów

Jeden z najsłynniejszych i najbardziej utytułowanych siatkarzy w historii Ivan Miljković od wielu lat nie narzeka na brak ofert zatrudnienia. Serb nigdy jednak nie dostał propozycji gry w polskim klubie. - Nie mam o to żalu - zapewnił.

- Być może ta sytuacja wynika z tego, że tutejsze kluby znają moją wartość rynkową i wiedząc, że nie są w stanie zaoferować mi podobnych warunków, nie kontaktowały się nawet ze mną. Może się wydawać dziwne, że nawet nie próbowały, ale ja szanuję taką decyzję - podkreślił zawodnik Fenerbahce Stambuł, który wraz z zespołem bierze udział w III Międzynarodowym Turnieju im. Jana Strzelczyka w Rzeszowie.

34-letni Miljković ma za sobą osiem lat gry we Włoszech, dwa sezony w Grecji, zaś w wkrótce rozpocznie trzeci rok występów w Turcji.

Reklama

- Serie A bardzo się zmieniła od czasu, kiedy w niej rywalizowałem. Kiedyś występowali w niej najlepsi gracze z całego świata. Teraz liga włoska nie może się już pochwalić tak silną pozycją - zaznaczył.

Jak dodał, trudno ocenić, w którym kraju rozgrywki są obecnie najbardziej prestiżowe.

- Czołowi siatkarze grają teraz w Brazylii, Rosji, wielu dobrych zawodników występuje też w Polsce. Każda liga ma w sobie coś specyficznego. Oceniając poszczególne, trzeba mieć na uwadze nie tylko poziom umiejętności graczy, ale także organizację rozgrywek oraz poszczególnych drużyn. Ma ona przełożenie na wyniki w walce o krajowe i międzynarodowe trofea - argumentował były zawodnik zespołu Lube Banca Macerata, w barwach którego wygrał Ligę Mistrzów (2002) oraz trzykrotnie triumfował w Pucharze CEV (2001, 2005 i 2006).

Choć w wywiadach Serb nieraz narzekał na chaos panujący w tureckich rozgrywkach, to nie myśli jednak o zmianie otoczenia.

- Jestem zawodnikiem, który lubi grać dłużej w jednym zespole. O tym, z kim podpisuję kontrakt, decydują nie tylko czynniki sportowe i finansowe. Na uwadze mam także to, czy dane miejsce odpowiada mojej rodzinie. Moi bliscy dobrze się czują w Stambule, ja na boisku daję z siebie wszystko i jest to doceniane, więc nigdzie się nie wybieram. Jestem bardzo zadowolony z ostatnich dwóch lat, które tu spędziłem i mam nadzieję, że podobnie będzie w ciągu dwóch kolejnych - uzasadnił.

Na początku 2012 roku słynny atakujący ogłosił zakończenie występów w drużynie narodowej, wraz z którą zdobył m.in. złoty medal olimpijski w Sydney oraz dwa razy wywalczył tytuł mistrza Europy (w 2001 roku w reprezentacji Jugosławii, a w 2011 - Serbii). Jak podkreślił, nie żałuje tej decyzji.

- Grałem w kadrze 14 lat i prędzej czy później musiało do tego dojść. Teraz idę własną drogą, a reprezentacja swoją. Cieszę się, że mam obecnie więcej czasu dla rodziny - podkreślił Miljković, który całkowitego rozbratu z siatkówką w najbliższym czasie jeszcze nie planuje.

- Chciałbym pograć jeszcze dwa, może trzy lata. Na zdrowie nie narzekam, a przebywanie na parkiecie i gra w siatkówkę sprawia mi wciąż dużo przyjemności - zaznaczył.

Serb odniósł się także do wyboru nowych władz Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB). Jego zdaniem, nie należy się w związku z tym spodziewać znaczących zmian.

- Ilu byłych siatkarzy jest w nowym zarządzie? Żadnego. Myślę, że to wyjaśnia wszystko - ocenił.

Dowiedz się więcej na temat: Ivan Miljković

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje