Reklama

Reklama

Michał Łasko o turnieju finałowym: Faworytem nie jesteśmy

- Nie jesteśmy faworytem. Jeśli jednak zagramy naszą najlepszą siatkówkę, każdemu rywalowi będzie z nami trudno - uważa kapitan zespołu Jastrzębskiego Węgla Michał Łasko przed weekendowym turniejem Final Four Ligi Mistrzów w tureckiej Ankarze.

W sobotnim półfinale rywalem jastrzębian będzie gospodarz zawodów - Halkbank Ankara. Drugą parę tworzą rosyjskie drużyny Zenit Kazań i Biełogorje Biełgorod.

Reklama

- Nie ma znaczenia, z kim zagramy na początek. Cała czwórka prezentuje podobny poziom. Wyjdziemy na parkiet, by wygrać z turecką ekipą, a potem z kolejnym rywalem. Cieszymy się, że w hali będą nasi kibice - powiedział Łasko.

Czarterowym samolotem do Ankary wybiera się około 150-osobowa grupa sympatyków śląskiej drużyny.

Jastrzębianie zmierzyli się z Halkbankiem już w fazie grupowej obecnej edycji LM. W Ankarze przegrali 1:3, u siebie zwyciężyli 3:2 i zajęli pierwsze miejsce.

- Wiemy, jak zagrać. Najważniejsze, żebyśmy pojechali do Ankary z wiarą w siebie. Ponieważ w ostatnich 2-3 miesiącach prezentowaliśmy naprawdę wysoki poziom, to porażka w finale Pucharu Polski niczego nie zmieniła. To się zdarza każdej drużynie, każdemu zawodnikowi - powiedział trener Lorenzo Bernardi.

Dla niego będzie to drugi turniej Final Four w roli szkoleniowca Jastrzębskiego Węgla. W marcu 2011 we włoskim Bolzano jego zespół przegrał najpierw z Trentino BetClic 0:3, a w meczu o trzecie miejsce uległ Dynamu Moskwa 1:3. Z tamtej ekipy został tylko... szkoleniowiec.

To był początek pracy Włocha w śląskim klubie. Prowadzi zespół od 15 grudnia 2010, kiedy zastąpił Słowaka Igora Prielożnego.

- Drużyna jest zupełnie inna niż trzy lata temu. Mamy lepszych zawodników, mocniejszy skład. Tyle, że rywale też są silniejsi - zauważył Bernardi.

Podkreślił, że nie obawia się problemów z fizycznym przygotowaniem swoich siatkarzy.

- Nie tylko marzec mamy intensywny. Praktycznie od początku sezonu gramy co trzy dni. W Ankarze będziemy gotowi do walki, jestem o to spokojny. Nasi fizjoterapeuci i masażyści wykonują świetną robotę - zauważył Włoch.

Także w opinii prezesa klubu Zdzisława Grodeckiego fakt, że pierwszym rywalem będzie Halkbank nie ma żadnego znaczenia.

- Rywalizacja grupowa już daleko za nami. Znamy turecki zespół tak samo jak mnóstwo innych drużyn europejskich. Nie jesteśmy zarozumiali, ale w sporcie jedzie się na mecz, by wygrać - powiedział.

Podkreślił, że Jastrzębski Węgiel jest pod każdym względem mocniejszy niż w 2011 roku w Bolzano.

- Drużyna wygrała 17 meczów z rzędu. Chcieliśmy wygrać 20. I oczywiście jest mi smutno po porażce z ZAKS-ą w finale PP, ale to już historia. Musimy się jeszcze bardziej zmotywować - podkreślił Grodecki.

W tej edycji LM drużyna Bernardiego wygrała 9 z 10 meczów.

- To chyba najlepszy wynik polskiej drużyny od początku tych rozgrywek. Ten sukces nie przekłada się jednak na finanse. Do tej pory wpłaciliśmy do CEV 40 tys. euro, a wygraliśmy 44 600 nagród. Średni koszt zorganizowania meczu u siebie czy wyjazdu to ok. 60 tys. złotych. W siatkarskiej LM - inaczej niż w piłkarskiej - się nie zarabia - podsumował prezes.

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla zameldują się w Ankarze już w czwartek. Wieczorem tego dnia i w piątek czekać ich będą treningi.

Półfinał jastrzębianie rozegrają w sobotę 22 marca o godz. 17 miejscowego czas (16 w Polsce). Trzy godziny wcześniej na parkiet w Ankarze wyjdą zawodnicy rosyjskich zespołów.

Przegrani zagrają następnego dnia o trzecie miejsce, a zwycięzcy półfinałów spotkają się wielkim finale. Godziny spotkań te same.

Jastrzębski Węgiel w meczach bezpośrednio o awans do Final Four dwa razy pokonał Asseco Resovię (3:0, 3:1), Zenit wygrał z Coprą Elior Piacenza (3:0, 3:0), a Biełgorje pokonało Diatec Trentino (3:0, 3:0).

Występ jastrzębskiego zespołu w Turcji będzie ósmym polskiej drużyny w Final Four. Najwyższą - drugą - pozycję wywalczyła dwa lata temu PGE Skra Bełchatów. Przed rokiem czwarte miejsce zajęła Zaksa.

Triumfatorzy LM - w tej formule toczy się rywalizacja o Puchar Europy od 2000 roku - wywodzą się z czterech krajów. Pięciokrotnie trofeum zdobyły kluby włoskie i rosyjskie, a dwa razy - francuskie. Jeden sukces ma w dorobku przedstawiciel Niemiec.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje