Reklama

Reklama

ME siatkarzy: Obronić złoto - trudne zadanie Polaków

Dwa lata temu polscy siatkarze sprawili miłą niespodziankę zdobywając po raz pierwszy w historii złoty medal mistrzostw Europy. Sukces tym cenniejszy, biorąc pod uwagę fakt, że "Biało-czerwoni" w Turcji wystąpili bez kilku podstawowych zawodników. Teraz sytuacja jest podobna. Czy zatem historia się powtórzy?

Daniel Castellani, który prowadził "Biało-czerwonych" w 2009 roku, nie mógł skorzystać z usług m.in. Mariusza Wlazłego, Michała Winiarskiego i Sebastiana Świderskiego. Mało kto sądził wówczas, że przetrzebiony kontuzjami zespół stać będzie w Turcji na zdobycie medalu. Problemy nie zdeprymowały "Biało-czerwonych". Wręcz przeciwnie. Wywołały dodatkową mobilizację i efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. W Turcji zaczęła błyszczeć gwiazda Bartosza Kurka, ale wielką klasę pokazał Piotr Gruszka. Ten doświadczony siatkarz był motorem napędowym złotej drużyny i za swoją postawę został doceniony, otrzymując tytuł MVP turnieju.

Reklama

Wydawało się, że w ślad za tym sukcesem przyjdą następne. Niestety, mistrzostwa świata zakończyły się klęską. Z posadą selekcjonera pożegnał się Castellani, a nowym opiekunem "Biało-czerwonych" został Włoch Andrea Anastasi. Reprezentacja otwierała nowy rozdział.

Już na samym początku swojej pracy Anastasi musiał zmierzyć z kłopotami. Z różnych powodów w kadrze zabrakło zawodników, którzy stanowili o jej sile w ostatnich latach: Pawła Zagumnego, Michała Winiarskiego, Mariusza Wlazłego i Daniela Plińskiego. Chcąc nie chcąc włoski szkoleniowiec musiał sięgnąć po nowych zawodników. Pierwszym poważnym testem dla ekipy prowadzonej przez Anastasiego była Liga Światowa. Kadra pod jego wodzą egzamin zdała pozytywnie. W turnieju finałowym w Gdańsku Polacy zajęli 3. miejsce - po raz pierwszy w historii stanęli na podium tych prestiżowych rozgrywek.

Osłabiona kadra w obronie złota

Teraz "Biało-czerwonych" czeka kolejne wyzwanie. Od soboty w Austrii i Czechach Polacy będą bronić mistrzowskiego tytułu. I znów na czempionat Starego Kontynentu kadra nie jedzie w najmocniejszym składzie. Oprócz wymienionej wyżej "wielkiej czwórki", Anastasi w ostatniej chwili zrezygnował ze Zbigniewa Bartmana i Sebastiana Świderskiego. Obaj nie zdążyli wrócić do pełnej dyspozycji po kontuzjach.

Ostatnie wyniki podopiecznych Anastasiego również nie nastrajają optymistycznie. Sprawdzianem formy przed mistrzostwami Europy był zakończony niedawno Memoriał Huberta Wagnera. W Katowicach Polacy przegrali kolejno z Czechami (0:3), Włochami (1:3) i Rosją (0:3). Wprawdzie były to mecze towarzyskie, ale jeden wygrany set w trzech meczach, to musi niepokoić. A już start turnieju w Austrii i Czechach będzie dla naszych siatkarzy bardzo wymagający.

Los nie był dla nas szczęśliwy

Polacy trafili do najtrudniejszej grupy. Pierwszym rywalem "Biało-czerwonych" będą Niemcy prowadzeni przez byłego selekcjonera reprezentacji Polski Raula Lozano. Argentyńczyk potrafi przygotować zespół do ważnej imprezy, o czym mogliśmy się sami przekonać, kiedy zdobył z naszymi siatkarzami wicemistrzostwo świata w 2006 roku. " Pod jego wodzą Niemcy robią olbrzymie postępy. Lozano zna słabe i mocne strony "Biało-czerwonych" i będzie próbował to wykorzystać" - mówił Anastasi w jednym z wywiadów.

W niedzielę Polaków czeka bój z jednym z kandydatów do medali Bułgarią. Ostatnio wygraliśmy z nimi w turnieju finałowym Ligi Światowej w Gdańsku 3:2, ale to już historia. Asem atutowym tego zespołu jest Matej Kazijski, a także trener Radostin Stojczew, który ma na koncie wiele sukcesów z włoskim klubem Trentino BetClic.

Na zakończenie fazy grupowej "Biało-czerwoni" zmierzą się z teoretycznie najsłabszym zespołem grupy D Słowacją. Naszych południowych sąsiadów lekceważyć jednak nie można o czym przestrzega Anastasi. "Oni mogą być groźni. Nie możemy się skupić na rywalizacji z Niemcami i Bułgarami, bo gdzie trzech się bije... Wygrali ostatnią edycję Ligi Europejskiej i to nie jest przypadek" - podkreślił trener polskiego zespołu.

Bezpośrednio do ćwierćfinałów awansują zwycięzcy czterech grup. O cztery kolejne miejsca będzie toczyć się walka w barażach, w których wezmą udział drużyny z drugich i trzecich miejsc. Zespoły z czwartych miejsc odpadają z dalszej rywalizacji. Polacy, jeśli awansują, w kolejnym etapie trafią na rywali z grupy B, w której występują Rosjanie (faworyci turnieju, triumfatorzy ostatniej edycji Ligi Światowej), Czesi, Estończycy oraz Portugalczycy.

Wszystkie oczy zwrócone na Kurka

Mecze w fazie grupowej pokażą na co stać polską reprezentację. Wiele będzie zależało od Bartosza Kurka. W kadrze Anastasiego jest on niekwestionowanym liderem. To na nim spoczywa ciężar zdobywania punktów. Sam Kurek, nawet w fenomenalnej dyspozycji, to za mało, żeby myśleć o sukcesach. Wsparcie pozostałych zawodników jest po prostu konieczne. Niezwykle ważną rolę ma rozgrywający Łukasz Żygadło. Przez lata uważany za następcę Pawła Zagumnego, ale tak naprawdę prawdziwą szansę pokazania swoich umiejętności otrzymał dopiero od Anastasiego. W Lidze Światowej udowodnił, że jest silnym punktem zespołu i oby tak było również w mistrzostwach Europy. Zmiennikiem Żygadły jest utalentowany Fabian Drzyzga.

Anastasi ma dosyć stabilną sytuację w przypadku środkowych. Marcin Możdżonek i Piotr Nowakowski to gracze ze sporym doświadczeniem reprezentacyjnym. Grzegorz Kosok, choć w pierwszej reprezentacji jest od niedawna, pokazał się już z dobrej strony w Lidze Światowej. Czwórkę środkowych uzupełnia najmłodszy w tym gronie Karol Kłos.

Kurek w podstawowym składzie to rzecz pewna. Obok niego na przyjęciu prawdopodobnie wystąpi Michał Ruciak. W przypadku słabszej dyspozycji któregoś z nich naturalnym zmiennikiem jest Michał Kubiak. Ewentualnie Anastasi może jeszcze sięgnąć po Mateusza Mikę.

Pewniakiem na pozycji libero jest Krzysztof Ignaczak. Popularny "Igła" od wielu lat jest w kadrze, a można czasem odnieść wrażenie, że im jest starszy tym lepszy. 33-letni zawodnik słynie z waleczności i nieustępliwości. Jak mało kto potrafi natchnąć kolegów do wytężonego wysiłku. W odwodzie Anastasi ma jeszcze Pawła Zatorskiego.

Piotr Gruszka i Jakub Jarosz to nasi atakujący na ME'2011. Gdyby pierwszy z wymienionych był w takiej formie jak dwa lata temu, to moglibyśmy być spokojni. Najstarszy zawodnik "Biało-czerwonych" wraca jednak powoli do pełnej dyspozycji po operacji barku. Anastasi liczy na jego doświadczenie. "To zawodnik, który potrafi wejść i skończyć bardzo istotne piłki" - wyznał Włoch. Jarosz natomiast potrafi zagrać świetne mecze, ale też przytrafiają mu się słabsze chwile i tu jest problem.

Anastasi wierzy w medal

Polacy są wymieniani w gronie kandydatów do medali obok Rosjan, Bułgarów, Włochów i Serbów. Głównym faworytem jest jednak "Sborna". "Będę bardzo zaskoczony, jeśli nie zdobędą złota. Uważam, że w tej chwili nie ma od nich lepszej drużyny na świecie, a europejskie wyprzedzają o przynajmniej jeden poziom" - mówił Anastasi, który wierzy w medal. "Wiem na co nas stać, choć zdaję sobie również sprawę z tego, że to nie będzie łatwe. Chciałbym zrobić zdjęcie moim chłopcom na podium. Właśnie po to codziennie tak ciężko pracowaliśmy. To byłaby najlepsza nagroda" - wyznał włoski szkoleniowiec.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama