Reklama

Reklama

Mariusz Wlazły: Ten facet wie, co robi

Jak bardzo polscy siatkarze ufają szkoleniowcowi Danielowi Castellaniemu, widać na każdym kroku. Przed każdą zagrywką, po nieudanych i świetnych akcjach ich wzrok wędruje w stronę ławki trenerskiej. "Bo ten facet wie co robi" - podkreślił Mariusz Wlazły.

To, co powie Castellani, jest święte. Nikt go nie krytykuje, nie pyta dlaczego, nie analizuje. Argentyńczyk nie ma jednak dyktatorskiego charakteru, do zawodników podchodzi bardziej jak przyjaciel niż szef. Siatkarze odwdzięczają się mu dobrą postawą na boisku i walką w każdym meczu.

Teraz, gdy Polacy po ośmiu spotkaniach tegorocznej Ligi Światowej mają na koncie pięć wygranych i by myśleć o awansie do Final Six nie mogą pozwolić sobie na wpadkę, również bronią decyzji szkoleniowca.

"Nie wszystko się układa tak, jak byśmy tego chcieli, ale to jest jedyny moment, w którym można próbować i nie traci się medalu imprezy rangi mistrzowskiej. A o to przecież w sporcie chodzi, by stawać na podium. Liga Światowa jest taką imprezą, że można spokojnie eksperymentować i tak naprawdę nie załamie się świat, jak coś nie wyjdzie" - podkreślił Wlazły.

Reklama

I Castellani eksperymentuje. W sobotnim meczu z Argentyną we Wrocławiu "Biało-czerwona" ławka rezerwowych była znacznie bardziej imponująca od wyjściowej szóstki. Zasiedli na niej Wlazły, Daniel Pliński, Michał Bąkiewicz, Paweł Zagumny.

"Brakowało tylko Michała Winiarskiego i Sebastiana Świderskiego. Wtedy byłoby w komplecie" - śmiał się Wlazły i dodał: "tak to czasami jest, że na parkiecie rządzą inni. To jest idealny czas na wypróbowanie zawodników, na których niedługo będzie się stawiać. Ten facet wie, co robi, i wszystko, co się teraz dzieje, może się przydać w najmniej dla wszystkich oczekiwanym momencie. Ktoś wejdzie na boisko z "kwadratu", gdy akurat nie wychodzi i zdobędzie najważniejsze punkty. To doświadczenie właśnie wtedy zaprocentuje".

Atakujący PGE Skry Bełchatów nie jest jeszcze w najwyższej formie. "Nie mam jeszcze czucia dystansu boiska i przede wszystkim piłki. Najważniejsze w siatkówce jest zgranie i tutaj też są braki. Dawno z Pawłem Zagumnym nie grałem, a z pozostałą dwójką - Grzegorzem Łomaczem i Łukaszem Żygadło znam się jeszcze mniej. Troszeczkę potrzeba czasu, żeby się poznać i doszlifować" - podkreślił.

Polacy po czterech kolejkach zajmują drugie miejsce w grupie D. Prowadzą Kubańczycy, z którymi "Biało-czerwoni" zmierzą się w najbliższy weekend w Łodzi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne