Reklama

Reklama

LŚ: Serbia powalczy z Brazylią o pierwszy triumf w historii

Siatkarze Serbii po raz pierwszy w historii mogą w niedzielę wygrać prestiżową Ligę Światową. W finale rozgrywanego w Krakowie Final Six o godz. 20.30 zmierzą się z Brazylią. W meczu o trzecie miejsce zagrają obrońcy tytułu Francuzi i Włosi.

Polacy odpadli po fazie grupowej i już ich w Krakowie nie ma. Do środy dostali wolne.

Reklama

Serbowie jeszcze nigdy nie wygrali tych rozgrywek, ale w finale grali już pięć razy. Ostatni raz przed rokiem, ale wówczas okazali się słabsi od Francuzów. Tym razem są jedyną ekipą w stawce, która docelowo przygotowywała się do Ligi Światowej.

Dla całej reszty najważniejsze w tym sezonie są rozpoczynające się 5 sierpnia igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro. Dlatego też bałkańskiej ekipie wyjątkowo zależy na tym, żeby triumfować. Brazylia jednak nie będzie łatwym przeciwnikiem. Wicemistrzowie świata są w znakomitej dyspozycji, a Ligę Światową wygrywali rekordowo już dziewięć razy.

We wczorajszym półfinale "Canarinhos" pokonali Francję 3:1.

- Przez ostatnie trzy lata zespół Francji zrobił ogromne postępy i grają fantastycznie. To bardzo utalentowana drużyna ze świetną zagrywką. Mają niesamowity także system gry, obronę, poruszanie się na boisku. Chcemy się od nich tego uczyć. Najważniejsze było dla mnie, jak reagowali moi zawodnicy i to jak się zachowywali, gdy goniliśmy wynik. To najważniejsza rzecz, jaką zaprezentowali. Teraz musimy szybko wypocząć i przygotować się na spotkanie z Serbią - mówił Bernardo Rezende, selekcjoner reprezentacji Brazylii.

- To był bardzo dobry mecz, interesujący dla kibiców. Zagraliśmy z jedną obecnie najlepszych drużyn na świecie. Nie jest łatwo grać przeciwko zespołowi, który ciągle wywiera presję zagrywką. Zachowaliśmy jednak inteligencję w grze i skupienie, nawet wówczas gdy przegrywaliśmy 4-5 punktami. To pokazuje jak jesteśmy silną obecnie ekipą. W niedzielę kolejny ciężki pojedynek i musimy w nim walczyć tak jak w sobotę - dodał Bruno Rezende, kapitan "Canarinhos".

- To było niesamowite spotkanie. W pierwszym secie straciliśmy kontrolę nad meczem, ale później udało się wrócić. Dobrze zagrywaliśmy, a to przełożyło się na blok i obronę. Przegraliśmy, bo Brazylia w decydujących momentach grała lepiej. Zadecydowały detale. W takim meczu trzeba być skoncentrowanym w każdej chwili. Najmniejsza rzecz jest ważna. Otrzymaliśmy bardzo dobrą lekcję od przeciwników. Jestem jednak bardzo dumny z mojej drużyny i przeciwko Włochom powalczymy o medal - powiedział Laurent Tillie, selekcjoner reprezentacji Francji.

- To był bardzo trudny mecz, ale wydaje mi się, że wygrał zespół lepszy. Nie byliśmy jeszcze gotowi na tego typu spotkanie. Brazylia zagrała lepiej, to wszystko - stwierdził z kolei Antonin Rouzier, atakujący reprezentacji Francji.

Mecz o trzecie miejsce zaplanowano na 17.30. Trzy godziny później ma zacząć się finał. Turniej finałowy odbywa się w Polsce po raz czwarty w historii.

Dowiedz się więcej na temat: liga światowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama