Reklama

Reklama

LM siatkarzy: Trzeci triumf Biełgorie Biełgorod

Siatkarze rosyjskiej drużyny Biełogorje Biełgorod po raz trzeci w historii wygrali Ligę Mistrzów. W niedzielę w decydującym meczu Final Four w Ankarze pokonali miejscowy Halkbank 3:1 (25:18, 22:25, 25:16, 27:25).

Poprzednie triumfy w LM - w latach 2003-04 - ekipa z Biełgorodu odniosła pod nazwą Lokomotiw.

Halkbank to pierwszy turecki klub, który dotarł do finału tej imprezy.

W rozegranym kilka godzin wcześniej meczu o trzecie miejsce Jastrzębski Węgiel wygrał z Zenitem Kazań 3:1 (25:21, 20:25, 25:17, 25:23). To najlepszy rezultat drużyny ze Śląska w tych rozgrywkach. Trzy lata temu - we włoskim Bolzano - podopieczni trenera Lorenzo Bernardiego uplasowali się na czwartym miejscu.

Powiedzieć, że w hali TVF Baskent Sports w Ankarze panowała w niedzielne popołudnie gorąca atmosfera, to mało. Rosyjskich kibiców było wśród siedmiotysięcznej widowni sporo, ale - choć nie żałowali rąk i gardeł - nie mieli szans z sympatykami gospodarzami, wspieranymi przez "miniorkiestrę" dętą. Patrząc na flagi na trybunach można było odnieść wrażenie, że grają reprezentacji Turcji i Rosji.

Reklama

Drużyna gospodarzy - po letnich zagranicznych transferach - była w powszechnej opinii faworytem tej edycji LM. Dlatego miejscowi sympatycy siatkówki pewnie nawet nie rozważali przegranej w finale.

Tymczasem ekipa z Biełgorodu nie zamierzała rywalom ułatwiać zadania. Na parkiecie żadnych kalkulacji nie mogło być. W każdą zagrywkę i atak wszyscy zawodnicy wkładali maksimum siły. Toteż od początku trwała siatkarska wymiana ciosów.

W pierwszym secie Halkbank dotrzymywał kroku gościom tylko do stanu 15:15. Później nastąpił "odjazd" Biełogorja, na który gospodarze nie znaleźli recepty.

Po zmianie stron też skuteczniejsi byli goście. Wiele ich akcji oklaskami kwitowali nie tylko widzowie, ale też trener Giennadij Szipulin. Halkbank długo był "na minusie", dopiero na drugą przerwę techniczną gracze Radostina Stojczewa schodzili z nikła zaliczką (16:15). Szybką ją jednak powiększyli (23:18) i wygrali seta, mimo szalonej pogoni Rosjan.

Trzeci set wart był zapamiętania z racji niezwykłego - jak na tę klasę przeciwników - "festiwalu" zepsutych zagrywek, tudzież łatwości, z jaką Biełogorje pokonało zespół turecki, pozwalając mu zdobyć tylko 16 punktów.

Kiedy gospodarze w czwartej części przegrywali 7:9, wydawało się, że ich szanse  na zdobycie złotego medalu stoją pod dużym znakiem zapytania. Tymczasem wyszli na prowadzenie 16:13 i zapewnili publiczności spore emocje.

A jeszcze większe wywołał Siergiej Tietiuchin. Doświadczony zawodnik Biełogorja zaczął zagrywać, kiedy jego zespół był w "dołku" - przegrywał 17:22. Po chwili Rosjanie doprowadzili do remisu po 22, w ostatniej akcji zablokowali Mateja Kazijskiego i wygrali mecz.

Halkbank Ankara - Biełgorie Biełgorod 1:3 (18:25, 25:22, 16:25, 25:27)

Halkbank: Raphael Vieira de Oliveira, Matej Kazijski, Osmany Juantorena, Emre Batur, Mitar Dzuric, Mauricio de Souza - Nuri Sahin (libero) - Can Ayvazoglu, Huseyin Koc, Burutay Subasi, Resul Tekeli

Biełogorje: Dragan Travica, Aleksandr Bogomołow, Siergiej Tietiuchin, Gyorgy Grozer, Dmitrij Muserski, Dmitrij Ilinych - Roman Bragin (libero) - Maksym Pantalejmonienko, Aleksander Kosarjew, Taras Chtiej, Siergiej Bagriej, Maksym Żygałow

Sędziowali: Philippe Vereecke (Francja), Juraj Mokry (Słowacja).

z Ankary Piotr Girczys

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje