Reklama

Reklama

LM siatkarzy. Sebastian Świderski: Rynek transferowy stał się bardziej bezwzględny

Grupa Azoty Kędzierzyn-Koźle w środę zagra w ćwierćfinale siatkarskiej Ligi Mistrzów z Cucine Lube Civitanova. - Dystans, który dzieli polską ligę od włoskiej, jest zdecydowanie mniejszy niż kilkanaście lat temu - mówi Interii Sebastian Świderski, prezes ZAKS-y, który przed laty występował w Lube.

Zespół z Kędzierzyna-Koźla przeszedł przez fazę grupową LM jak burza. Stracił tylko jeden punkt, gdy potrzebował pięciu setów do pokonania PGE Skry Bełchatów. W losowaniu par ćwierćfinałowych nie miał jednak zbyt dużo szczęścia. Trafił na Lube, drużynę naszpikowaną gwiazdami, która skończyła sezon zasadniczy włoskiej SuperLegi na drugim miejscu i jest jednym z głównych faworytów rozgrywek.

Reklama

- Lube broni wygranej w Lidze Mistrzów, jak co roku walczy o mistrzostwo Włoch. Graliśmy już z tym rywalem dwa lata temu. To były dla nas ważne spotkania, po raz pierwszy występowaliśmy w Arenie Gliwice, ale łatwo i szybko przegraliśmy - wspomina Świderski. Wierzy jednak, że jego drużyna jest w stanie skutecznie przeciwstawić się Włochom: - To bardzo ważne, że drugi, decydujący mecz gramy u siebie. Mimo że nie będzie kibiców, we własnej hali będzie nam łatwiej.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Prezes kędzierzyńskiego klubu świetnie zna zespół Lube. Występował w nim w latach 2007-2010. Wówczas jego drużyna awansowała do czołowej czwórki LM, ale ostatecznie nie udało jej się stanąć na podium. W tamtym zespole, obok Świderskiego, występowali m.in. brazylijski środkowy Rodrigao czy włoski rozgrywający Valerio Vermiglio.

Dziś pierwsze skrzypce w drużynie grają zawodnicy pochodzący z Kuby, choć reprezentujący Włochy i Brazylię - Osmany Juantorena oraz Joandry Leal. Od trzech sezonów drużynę prowadzi także ten sam szkoleniowiec, który pracował w czasach Świderskiego, czyli Ferdinando de Giorgi.



- Nie da się porównać tych zespołów, chociaż nastawienie na sukces jest podobne. Za moich czasów w Lube wszyscy byli skupieni na wynikach i faktycznie udało się wygrać Puchar i Superpuchar Włoch, zabrakło nam tylko mistrzostwa - opowiada prezes ZAKS-y.

PlusLiga bez kompleksów wobec Włochów

Gdy były reprezentacyjny przyjmujący występował we Włoszech, tamtejsza liga uchodziła za zdecydowanie najlepszą na świecie. W latach 2009-2011 Trentino Volley trzykrotnie wygrywało LM, wyjazd na Półwysep Apeniński był marzeniem czołowych polskich siatkarzy. W tym sezonie Włosi zdominowali fazę grupową LM. W czołowej ósemce mają aż czterech przedstawicieli. Jedyna para bez włoskiego akcentu to rywalizacja Zenitu Kazań z PGE Skrą Bełchatów.

Świderski przekonuje jednak, że zespoły z PlusLigi nie muszą mieć kompleksów w starciach z włoskimi ekipami. - Dystans, który dzieli polską ligę od włoskiej, jest zdecydowanie mniejszy niż kilkanaście lat temu. Niewiele brakowało, by to cztery polskie zespoły zagrały w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Vervie zabrakło do awansu czterech punktów, jestem przekonany, że Jastrzębski Węgiel też mógł powalczyć. Dzięki pandemii udało się też ściągnąć do Polski kilku ciekawych zawodników. Siatkarze wiedzą, że PlusLiga jest stabilna finansowo i wypłacalna, przez co chętniej wybierają ten kierunek - podkreśla.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje