Reklama

Reklama

​LM siatkarzy. Prezes Jastrzębskiego Węgla: Celem jest wyjście z grupy

"Celem jest wyjście z grupy. Na pierwszy grudniowy turniej do Berlina musimy pojechać z takim nastawieniem, jakby drugiego miało nie być" - powiedział prezes Jastrzębskiego Węgla Adam Gorol, po awansie siatkarzy tego klubu do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Zadecydowała o tym czwartkowa wyjazdowa wygrana z rumuńska Arcadą Galati 3:0. W turnieju nie wystąpił węgierski Fino Kaposvar VC z powodu zakażenia koronawirusem. 

Reklama

"Cieszę się, że udało się wyłonić zwycięzcę na parkiecie, szkoda, że bez Węgrów, bo z nimi byłoby rozstrzygnięcie byłoby zupełnie sportowe. Takie mamy teraz czasy" - dodał prezes.

Druga runda kwalifikacji była dla jastrzębian pechowa. Początkowo o awansie miały decydować trzy turnieje (po kolei u każdego z uczestników), potem dwa - w Jastrzębiu (13-15 października) i Gałaczu (27-29). Kiedy zakażenia koronawirusem stwierdzono w polskiej ekipie, a krótko potem także w węgierskiej, Europejska Konfederacja Siatkówki (CEV) anulowała zawody w Polsce.

Działacze z Gałacza początkowo domagali się rozstrzygnięcia zaplanowanych w Jastrzębiu meczów walkowerami na ich korzyść. Ostatecznie jednak ustalono, że kwalifikację zdobędzie zwycięzca zawodów w Rumunii, które najpierw przeniesiono o dwa tygodnie z powodu zakażeń w ekipie gospodarzy, a potem okazało się, że odbędą się w okrojonej obsadzie, bez Węgrów, którzy formalnie przegrali oba swoje spotkania po 0:3 w setach i 0-75 w punktach.

"Historia tego turnieju rzeczywiście była niezwykła. Pobyt w Rumunii był długi (od poniedziałku do piątku), mecz tylko jeden, ale inaczej się nie dało. Gospodarze chcieli grać we wtorek, na co nie mogłem się zgodzić, z kolei w środę nie było +okienka+ na transmisję telewizyjną" - wyjaśnił prezes.

Przyznał, że w czasie pandemii bardzo trudne jest planowanie, pojawiają się też dodatkowe koszty, ale inne - odpadają.

"Musimy się do tego jako środowisko przyzwyczaić. Trzeba być elastycznym, nie można mieć pretensji do drugiej strony" - stwierdził.

W fazie grupowej LM drużyna trenera Luke’a Reynoldsa ma zagrać w dwóch turniejach - w grudniu w Berlinie i w lutym w Kazaniu.

"Rywale są mocni, ale my nie stoimy wcale na straconej pozycji. Uważam, że do Berlina nie pojedziemy na pożarcie. Celem jest wyjście z grupy. Musimy pojechać do stolicy Niemiec z takim nastawieniem, jakby drugiego turnieju w Rosji miało nie być" - zaznaczył prezes.

Jego zdaniem jastrzębianie grają w tym sezonie dobrze, ale jeszcze nie pokazują pełni możliwości.

"Naszą siłą jest szeroki skład. Przed meczami rywale na przykład nie mogą do końca być pewni, kto wystąpi na pozycji rozgrywającego - Lukas Kampa czy Eemi Tervaportti. A oni grają inną siatkówkę, co utrudnia 'rozczytanie' nas. Dobrze, że jesteśmy w rytmie meczowym, dużo gramy. Wciąż jesteśmy nowym zespołem, wciąż się zgrywamy" - zakończył Gorol.

Jastrzębianie byli gospodarzem turnieju pierwszej rundy eliminacji. Śląska drużyna pokonała wówczas białoruskiego Stroitiela Mińsk i holenderskie Draisma Dynamo Apeldoorn po 3:0.

Śląski klub został zgłoszony przez PZPS do Ligi Mistrzów, mimo zajęcia w ekstraklasie czwartego miejsca. Polsce przysługiwały - zgodnie z rankingiem - trzy miejsca.

Warunkiem tego dodatkowego zgłoszenia jest zajęcie przez zespół przynajmniej piątego miejsca w krajowych rozgrywkach i udział w dwóch z trzech ostatnich edycji LM.

W poprzedniej edycji Jastrzębski Węgiel wygrał swoją grupę, pokonując m.in. dwa razy rosyjski Zenit Kazań. W ćwierćfinale jastrzębianie mieli się zmierzyć z włoskim Itasem Trentino, ale z powodu pandemii koronawirusa te mecze zostały odwołane, a potem CEV zakończyła rozgrywki pucharowe.

Autor: Piotr Girczys 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje