Reklama

Reklama

Liga włoska siatkarzy. Mateusz Bieniek: Szkoda, ale brak medali chyba sprawiedliwy

Siatkarz Mateusz Bieniek żałuje, że nie było mu dane dokończyć walki o mistrzostwo Włoch, ale brak medali w zakończonym przedwcześnie sezonie określił jako "chyba sprawiedliwy". Opowiedział też o swoim życiu w czasie pandemii i szykujących się trudach sezonu 2021.

Wiele lig siatkarskich w Europie z powodu koronawirusa jeszcze w marcu zakończyło sezon. W przypadku męskich zmagań w Serie A taka decyzja zapadła dopiero teraz. Nie za długo zwlekano?

Reklama

Mateusz Bieniek: Włosi ciągle liczyli, że uda się jeszcze coś zagrać. Chodziło o ograniczenie strat finansowych. Gdybyśmy grali dalej, to kluby jeszcze by coś zarobiły, a tak tych wpływów nie będzie. Zakończyliśmy już jednak sezon, trzeba się powoli pakować i wracać do kraju.

Do sportowego CV może pan sobie dopisać zajęcie wraz z Cucine Lube Civitanova pierwszego miejsca w lidze w tym sezonie, ale nie mistrzostwo Italii. Nieprzyznanie medali w tej sytuacji jest dla pana zrozumiałe?

- Jak się patrzy, to wszędzie na świecie - gdzie nie było zakończonej fazy zasadniczej - tytułów nie przyznano. U nas też nie dokończono tego etapu, więc medali nie ma. Czy to sprawiedliwe? Chyba tak. Mieliśmy w fazie zasadniczej jeszcze do rozegrania trzy mecze, w tym bezpośredni z trzecią w tabeli Perugią. Szkoda na pewno, bo mieliśmy szansę na mistrzostwo w tym sezonie, ale - jak mówiłem - wszędzie na świecie tak robiono, więc nie mam z tym problemu.

Oficjalnie wciąż jeszcze tylko wstrzymane są zmagania w Lidze Mistrzów, w których Lube awansowało do ćwierćfinału. Uważa pan, że realne jest jeszcze wznowienie tych rozgrywek?

- Nie, nie wydaje mi się. Gdyby europejska konfederacja (CEV) coś takiego zrobiła, to uznałbym, że nie wiem, na jakiej planecie żyję. Wszystkie krajowe ligi są zakończone, nie trenujemy już od miesiąca, a jeszcze co najmniej miesiąc byłby potrzebny, żeby wrócić do formy. Takie wznowienie rywalizacji byłoby niebezpieczne dla naszego zdrowia.

Jak w kontekście braku możliwości normalnego treningu radzono sobie w Lube?

- Na samym początku mieliśmy jeszcze zajęcia na siłowni parami. Każdy z zawodników miał rękawiczki i maseczkę. Potem jednak kazano nam już zostać w domach i codziennie - od poniedziałku do piątku - o godz. 16 mieliśmy wideokonferencję. Ćwiczyliśmy wszyscy razem przez około 40 minut, a potem jeszcze był bonus w postaci 20-30 minut dodatkowej pracy z trenerami. Ruszaliśmy się więc, ale to nie jest to samo co normalne zajęcia.

Kiedy zamierza pan wrócić do Polski?

- W przyszłym tygodniu, na spokojnie. Muszę jeszcze pozałatwiać kilka spraw. Co prawda granice krajów są wciąż pozamykane, ale jak się wraca do domu, do ojczyzny, to nie ma z tym trudności. Nie trzeba chyba nawet mieć żadnych dodatkowych dokumentów przy wjeździe. Myślę więc, że nie będzie z tym problemu.

Czy wiadomo już jak zostanie rozwiązana sprawa kontraktów w pana klubie w związku z przedwczesnym zakończeniem sezonu?

- Były już pewne rozmowy z władzami Lube na ten temat. Każdy będzie indywidualnie się dogadywał z klubem w tej sprawie.

Występująca we włoskim zespole Savino Del Bene Scandicci Magdalena Stysiak opowiadała niedawno, że w pamięci zapadł jej słyszany co chwilę dźwięk jadącej na sygnale kartki. Inni przedstawiciele świata sportu w Italii wspominali o widoku pakowanych masowo do ciężarówek trumien...

- Mnie ominęły raczej takie obrazki. Raz w drodze do sklepu miałem kontrolę. Pokazałem jednak zezwolenie i pojechałem dalej. Słyszałem też jak przejeżdżała policja i apelowała głośno, by zostać w domach. Ciągłych sygnałów karetek w moim przypadku nie było.

Podobno we Włoszech za złamanie obowiązujących obecnie zasad można dostać kosztowny mandat...

- Ja na szczęście nie zarobiłem żadnego. Generalnie siedzę w domu i opuszczałem go tylko w uzasadnionych sytuacjach. Miałem wspomnianą jedną kontrolę policyjną w drodze do sklepu i to wszystko.

W wielu krajach - m.in. w Polsce - początkowo najbardziej pożądanym towarem w sklepach był papier toaletowy. Co w Italii znikało w pierwszej kolejności z półek? Biorąc pod uwagę zamiłowanie kulinarne, to można byłoby przypuszczać, że makaron...

- Kiedy byłem w sklepie, to ani razu nie brakowało niczego. Wszystkie produkty były dostępne. Nie zdarzyło mi się, bym nie mógł czegoś kupić.

Sądzi pan, że przełożona na końcówkę lata Liga Narodów rzeczywiście dojdzie do skutku? Włosi już się wycofali...

- Miejmy nadzieję, że zagramy. Fajnie byłoby się spotkać całą drużyną i pograć jak już wszystko zacznie normalnie funkcjonować. Liczę, że LN odbędzie się i że my w niej wystąpimy.

Igrzyska w Tokio zostały przełożone na 2021 rok i wychodzi na to, że miesiąc po ich zakończeniu odbędą się mistrzostwa Europy. Wyobraża pan sobie udział w obu tych imprezach, czy to już może być za dużo dla podstawowych siatkarzy reprezentacji?

- To będzie trudne. Będziemy trenować "pod igrzyska", a zaraz potem będą ME, które w tej sytuacji - nie oszukujmy się - nie będą priorytetem. Na pewno będziemy chcieli zająć jak najlepsze miejsce, ale... Obecna sytuacja, która jest niezależna od nas, pokrzyżowała wszystkim plany. Normalnie bowiem w przyszłym sezonie to ME, których współgospodarzem będzie Polska, miały być imprezą docelową...

Rozmawiała: Agnieszka Niedziałek 

Dowiedz się więcej na temat: Mateusz Bieniek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje