Kuriozalne pomyłki sędziowskie. W Polsce by do tego nie doszło. Polityka wchodzi w grę
Zakończone niedawno mistrzostwa Europy, a także trwające turnieje kwalifikacyjne do igrzysk olimpijskich w Paryżu, mają oprócz oczywiście świetnej gry reprezentacji Polski, jeszcze inny wspólny mianownik. Są to kuriozalne błędy sędziowskie i kontrowersje wokół systemu challenge, który ewidentnie nie funkcjonował tak, jak powinien. W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" uznany międzynarodowy arbiter Wojciech Maroszek tłumaczył, skąd biorą się pomyłki.

Powiedziałem chłopakom, aby się nie denerwowali, bo on nie robi tego specjalnie. Po prostu jest zbyt słaby
Słowa serbskiego szkoleniowca mogą szokować, ale ostatnie tygodnie w siatkówce to sporo kontrowersji sędziowskich i długa dyskusja, skąd te błędy się biorą i jak je wyeliminować.
Kuriozalne błędy na mistrzostwach. W Polsce by do tego nie doszło
Bardzo dużo emocji budzą błędne decyzje arbitrów, którzy zwyczajnie mają problemy z grą na tym poziomie. Przekonali się o tym chociażby Polacy w decydujących spotkaniach mistrzostw Europy, co na szczęście dla nas nie miało wpływu na ostateczne rezultaty. Niestety w kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich także nie jest o wiele lepiej. Obiekcje budzą przede wszystkim niesamowicie długie oczekiwanie na decyzję przy challengu, choć Wojciech Maroszek, uznany w Polsce arbiter, w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" tłumaczy, że to bardziej efekt zastosowanej technologii.
Informację o decyzji, jaka została podjęta, dostajemy na słuchawkę bardzo szybko, bo w ciągu 15-20 sek. Za to nawet dwie minuty trzeba czekać na to, aż obraz zostanie pokazany na dużym ekranie i to jest problem. Nie wiem dokładnie, jaki jest powód, ale może chodzić o kwestie związane z transmisją telewizyjną, by skorelować z nią obraz z kamery challenge’owej
Jeszcze w mistrzostwach Europy pojawiały się także zastrzeżenia do tego, że sędziowie zwyczajnie nie potrafią też korzystać z systemu challenge, unikając sprawdzanie na swoje żądanie. Maroszek dodaje, że w Polsce coś takiego raczej by się nie wydarzyło. Korzystanie z systemu challenge w naszym kraju, już od kilku lat, sprawiło, że jest on bardzo mocno dopracowany, a przy tym sędziowie w PlusLidze są do niego przyzwyczajeni i potrafią korzystać z niego dużo lepiej.
Chcą zagrać Polakom na nosie?
Pojawiły się również głosy, że sytuacja sędziów jest powiązana również z wyborami w CEV. Federacja, odsuwając Wojciecha Maroszka o sędziowania najważniejszych meczów na mistrzostwach Europy, federacja miałaby zagrać Polakom na nosie i pokazać im miejsce w szeregu.
"Mówi się o tym kontekście wyborczym. W środowisku sędziowskim łatwo da się odczuć, jak postrzegana jest dana federacja. Z drugiej strony tak dla zawodników, tak też dla sędziów sezon kadrowy wiąże się ze sporym obciążeniem. Przy tak wielu meczach, jak w tym roku i fakcie, że wielu arbitrów ma także inną pracę, pojawiają się głosy, by nie przeciążać pojedynczych osób, które miałyby 60-70 dni spędzać na zawodach międzynarodowych" - tłumaczył Maroszek w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
Trudno takie działania interpretować jako próby promocji i rozwoju dyscypliny. A nagromadzenie błędów i pomyłek sędziowskich wpływa negatywnie na odbiór spotkań i zniechęca kibiców do oglądania siatkówki.










