Reklama

Reklama

Katarzyna Skorupa: Chcę dłużej zostać we Włoszech

Katarzyna Skorupa po prawie dwóch latach postanowiła wrócić do kadry narodowej siatkarek. Po roku spędzonym we Włoszech wie, że chce tam dłużej zostać. Jest zachwycona tamtejszym jedzeniem, ale nie może przyzwyczaić się do sjest.

Była pani zaskoczona powołaniem do kadry?

Reklama

Katarzyna Skorupa: W ogóle o kadrze nie myślałam. Z różnych względów. Trener Alojzy Świderek przyjechał do mnie do Urbino, rozmawiał ze mną o powrocie i tak oto jestem. Teraz postaram się dać z siebie, ile się da.

Nie miała pani żadnych obiekcji?

- Miałam, i to spore. Myślę, że nie było łatwo mnie namówić. Rozmawiałam o tej sprawie nie tylko z trenerem, ale i z najbliższymi. Decyzję podjęłam jednak sama i cieszę się z tego powrotu. Mam nadzieję, że radość będzie jeszcze większa po kwalifikacjach od igrzysk w Londynie.

Na turniej eliminacyjny do Ankary nie lecicie w roli faworytek. W grupie zmierzycie się z mistrzyniami świata Rosjankami, Europy Serbkami i Holenderkami. Wierzy pani, że się uda?

- Jeśli atmosfera będzie dobra i praca na zgrupowaniu w Szczyrku ciężka, to uważam, że jest to do wykonania. Wszystkie zespoły są w takiej samej sytuacji. Mają tak samo mało czasu na przygotowania i każda drużyna będzie miała jakieś problemy. Zgadza się, że nie jesteśmy faworytem, ale nikt nie zabronił próbować. Zobaczymy jak wyjdzie.

Ostatni rok spędziła pani we włoskim Chateau d'Ax Urbino. To pani pierwszy wyjazd do zagranicznego klubu. Czy tak sobie pani to wyobrażała?

- Myślałam, że będzie mi trochę ciężej. I nie chodzi mi tutaj tylko o siatkówkę. Jestem mile zaskoczona. Był to dla mnie wspaniały rok i super przygoda. Podobno pierwszy sezon za granicą jest bardzo trudny, zwłaszcza we Włoszech. Poziom siatkówki jest trochę wyższy, ale myślę, że dałam sobie radę i chciałabym tam jeszcze chwilę zostać. Prawdopodobnie w Urbino, ale to w tej chwili nic pewnego. Jedno wiem - chciałabym zostać we Włoszech.

A jak radzi pani sobie z językiem?

- Coraz lepiej. Powolutku idzie jakoś do przodu. Było parę osób we Włoszech, koleżanek i ludzi z personelu, którzy mi pomagali. Poza tym parę lat temu uczyłam się włoskiego w Polsce, a na miejscu miałam już kontakt ze wszystkim - kulturą, jedzeniem, językiem, ludźmi. Mimo wszystko jeszcze dużo mi brakuje.

Było coś za czym pani szczególnie tęskniła?

- Za rodziną i znajomymi. Nawet bardzo, ale poza tym to chyba za niczym. Najbliżsi mnie odwiedzili na święta, a poza tym sama sobie organizowałam czas. Zresztą niewiele go było.

Czym różni się siatkówka w Polsce i we Włoszech?

- Wszystkim. Tam trzeba po prostu pojechać i spróbować. Ciężko to komuś przedstawić i wyjaśnić. Na pewno jest tak, że w Polsce łatwiej przewidzieć wynik meczu drużyny z pierwszego miejsca w tabeli z na przykład ósmą. We Włoszech nie jest to już takie proste. Zespoły są bardziej wyrównane i trzeba się mocno napracować, żeby zwyciężyć. Tam każdy każdego może pokonać. Poza tym przygotowanie do meczów i jakość treningów jest zupełnie inna. Jeżeli chodzi o kibiców, to byli wspaniali. Jeździli za nami wszędzie, a organizacyjnie - jak to Włosi, raz jest tak, a raz inaczej, ale generalnie jest to jakoś uporządkowane.

A coś panią zaskoczyło?

- Byłam w miarę przygotowana na to, co mnie czeka. Jeżeli chodzi o jedzenie, to jest fantastyczne. Trzeba się bardzo pilnować. Nie mogłam się przyzwyczaić do sjest i do tego, że coś jest zamknięte. W Polsce, jak czegoś potrzebuję, wychodzę do sklepu i nie ma problemu, a tam może się zdarzyć, że akurat jest przerwa. Poza tym trzeba mieć cierpliwość do kierowców, ludzi, ale generalnie nie jest to złe. Dzięki temu, że są spokojniejsi, mają mniej stresu, odżywiają się zdrowiej, żyją dłużej, czas płynie wolniej.

Powiedziała pani, że trzeba się pilnować z jedzeniem. Czy w czasie świąt można podejść do diety mniej rygorystycznie?

- Można sobie popuścić, ale odkąd wróciłam do Polski, to tylko to robię. I problem z tym, że codziennie coś nowego, czego nie miałam okazji we Włoszech jeść. Myślę, że na święta będę musiała troszeczkę przystopować. Niestety bardzo lubię jeść i nie wybrzydzam, więc mam z tym problem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje