Reklama

Reklama

Kapitan siatkarzy Michał Kubiak ratuje klub z Paryża. Namówił go Stephane Antiga

Michał Kubiak, kapitan polskich siatkarzy, nie zdradza, ile dokładnie zainwestował w uratowanie klubu Paris Volley, ale "jest bardzo podekscytowany tym wyzwaniem". Dzięki niemu, a także dzięki byłemu selekcjonerowi Stephane’owi Antidze legendarna ekipa nie zniknie z zawodowej siatkówki.

To nieoczekiwana informacja, bo od tej strony Kubiaka nie znaliśmy. Tym bardziej, że kapitan polskich mistrzów świata nigdy nie miał szczególnych związków z francuską siatkówką, ani z klubem Paris Volley. Wprawdzie jego obecnym trenerem w japońskim zespole Panasonics Panthers jest Mauricio Paes - Brazylijczyk, który prowadził paryżan w poprzedniej dekadzie - ale to nawet nie on zachęcił naszego zawodnika, aby dołączył się finansowo do ambitnego, choć ryzykownego projektu.

Reklama

Prowodyrem był... Stephane Antiga, były selekcjoner polskich siatkarzy, który doprowadził ich do mistrzostwa świata przed czterema laty. Wszystko przez to, że Francuz nie tylko zaczynał karierę w Paryżu, ale zdobył tam siedem tytułów mistrza kraju, a nawet Ligę Mistrzów i Superpuchar Europy. Emocjonalnie jest bardzo związany z Paris Volley.

Kubiak zastrzega jednak, że zaangażował się w ten projekt nie tylko ze względu na Antigę. - Był moim selekcjonerem, gdy zdobywaliśmy tytuł mistrzowski w 2014 roku, graliśmy wielokrotnie przeciwko sobie, choć wtedy jeszcze nie było między nami szczególnych relacji. Teraz na pewno wykraczają one poza ramy trener - zawodnik. Może nie dzwonimy do siebie codziennie, ale jak tylko potrzebuję jakiejś rady, spokojnie mogę się z nim skontaktować w każdej chwili - mówi polski kapitan. - Ale nie zainwestowałem w Paris Volley tylko z powodu Stephane’a. Zrobiłem to również dla miasta, które zasługuje na to, aby był w nim wielki klub siatkarski. Nie wyobrażam sobie, aby mógł tak po prostu zniknąć z zawodowej siatkówki! - przekonuje Kubiak, dodając, że jest wielkim fanem tenisowego turnieju Rolanda Garrosa, rozgrywanego na paryskich kortach i w tym roku oglądał tam na żywo jedenasty triumf Rafaela Nadala, któremu też kibicuje.

Kubiak zagra w Paryżu? Wszystko jest możliwe...

- Kiedy dostałem propozycję, aby być wśród osób ratujących klub, nie miałem wątpliwości. Jestem tym wyzwaniem bardzo podekscytowany - mówi Polak, który od trzech sezonów gra w Japonii, gdzie ostatnio zdobył tytuł najlepszego gracza V-League.

Co więcej, nie wyklucza, że jeszcze zagra w barwach Paris Volley. Nie w przyszłym sezonie, ani najpewniej nie w kolejnym, ale potem... Wszystko jest możliwe. Michał Kubiak stawia jednak jasne warunki, aby taki scenariusz doszedł do skutku. - Drużyna musiałaby grać w Ligue A, mieć realne szanse na sukces z dobrymi zawodnikami i zakwalifikować się do Ligi Mistrzów - uważa.

Ile Polak zainwestował? To pozostaje tajemnicą, a kapitan mistrzów świata nie chce mówić o konkretnych kwotach. Z uśmiechem przekonuje, że najważniejsze są nie tyle pieniądze, ile praca, którą trzeba teraz włożyć, aby postawić paryski klub na nogi. I poszukiwanie solidnych sponsorów.

Wiadomo natomiast, że suma zebrana przez inwestorów to ok. 700 tys. euro, podczas gdy zadłużenie klubu - obliczane pierwotnie na poziomie 250 tys. euro - w rzeczywistości wynosi ok. 680 tys. euro.

- Nie ma inwestycji bez ryzyka. Ja też przyjąłem takie założenie. Uspokaja mnie to, że znam wielu akcjonariuszy. Nawet gdybym na tym stracił, choćby wszystkie pieniądze, które zainwestowałem - to trudno. Taki jest biznes. Ale jeśli uda nam się przywrócić światowy poziom w paryskiej siatkówce, będę naprawdę szczęśliwy - mówi Michał Kubiak na łamach francuskiego dziennika "L’Equipe".

Ostatnim dużym sukcesem Paris Volley - klubu powstałego pod koniec lat 90. na bazie Paris UC - jest mistrzostwo kraju w 2016 roku. Największe osiągnięcie to jednak zdecydowanie zwycięstwo w Lidze Mistrzów 2001. Z Antigą w składzie.

Remigiusz Półtorak

Dowiedz się więcej na temat: Michał Kubiak | Paris Volley | Stephane Antiga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje