Już nikt nie powtórzy tego, co zrobił polski siatkarz. Jedno kliknięcie
Piotr Nowakowski to chodząca legenda polskiej siatkówki. Doświadczony środkowy z kadrą zdobył aż dwa złote medale mistrzostw świata. I pomimo 38 lat na karku wciąż stać go na regularne granie w PlusLidze. Niedawno gwiazdor podpisał kolejny kontrakt z Energa Treflem Gdańsk. Na trybunach często wspiera go żona, Aleksandra. Początki ich związku są bardzo ciekawe. Oboje zrobili wtedy coś, co dziś jest nie do powtórzenia.

Mało pozostało czynnych zawodników, którzy dwukrotnie stawali na najwyższym stopniu podium globalnego czempionatu z reprezentacją Polski. W 2014 oraz 2018 tego historycznego wyczynu dokonał między innymi Piotr Nowakowski. Środkowy już od kilku lat nie pokazuje się w narodowych barwach, lecz wciąż jest cenionym zawodnikiem w PlusLidze. Najlepszy na to dowód? Nowa umowa w Energa Treflu Gdańsk. Komunikat klubu z Trójmiasta pojawił się całkiem niedawno.
"Decyzja o przedłużeniu kontraktu nie była trudna. To wszystko dzięki ludziom, którzy mnie wspierają i motywują. Przez to czuję się tutaj jak w domu. (…) Naszą drużynę wyróżnia lwi charakter, który widać na boisku. Za to kocham ten zespół" - mówił gwiazdor na stronie klubowej. "Bardzo mnie to cieszy. Piotr wnosi do zespołu spokój, charyzmę i doświadczenie, które są bardzo potrzebne" - przyznał z kolei prezes Dariusz Gadomski.
Pozostanie w Gdańsku ucieszy zapewne żonę środkowego, Aleksandrę. Trójmiasto to gwarancja idealnych wręcz warunków do życia. Wcześniej para mieszkała w Warszawie. Ślub miał natomiast miejsce za czasów gry Piotra Nowakowskiego w Asseco Resovii Rzeszów. Jak poznało się jedno z najbardziej rozpoznawalnych małżeństw w środowisku? Z pomocą pospieszył nieistniejący już portal "Nasza Klasa". Pewnego razu kobieta postanowiła odwiedzić profil sportowca, a ten otrzymał powiadomienie.
Tak Piotr Nowakowski poznał się z żoną Aleksandrą. Wyjątkowa historia
"Ten portal miał taką funkcję, że widać było, kto wchodzi na Twój profil. Zobaczyłem, że odwiedziła mnie ładna dziewczyna z Gdańska, to wysłałem jej uśmiechniętą emotkę i zapytałem "co tam podglądaczko?". Dobrze, że to było na naszej klasie, bo gdyby podglądała mnie na Facebooku, to byśmy się nie odnaleźli w tym szerokim świecie (śmiech)" - mówił na łamach "prestiztrojmiasto.pl" obecny gracz gdańskiego zespołu.
Swoje trzy grosze we wspomnianym wywiadzie dorzuciła także Aleksandra. "Pisaliśmy do siebie, z czasem coraz bardziej intensywnie, do tego stopnia, że na rozmowach internetowych na naszej klasie i na równie archaicznym gadu-gadu zarywaliśmy noce. Często było tak, że o 3 nad ranem mama pukała do pokoju i goniła mnie do łóżka, bo rano trzeba było wstać. Ja na uczelnię, Piotr na trening" - wyznała.
To wyjątkowa historia, ponieważ ze względu na wyłączenie portalu, nikt jej już nie powtórzy.












