Reklama

Reklama

Joanna Wołosz: "Różne rzeczy mogą się jeszcze wydarzyć, ta furtka jest wciąż lekko uchylona"

Przez blisko dwa lata siatkarki Prosecco Doc Imoco Volley Conegliano nie doznały porażki, a w ostatnią niedzielę zanotowały 74. zwycięstwo z rzędu w oficjalnym meczu. "Ten głód wygrywania jest cały czas w nas" – przyznała rozgrywająca zespołu Joanna Wołosz.

Wyczyn drużyny z włoskiego Conegliano odbił się głośnym echem nie tylko w siatkarskim środowisku, ale na całym świecie. Nie często zdarza się, by drużyna, czy to krajowa, czy narodowa mogła pochwalić się tak imponującą serią. Wcześniejszy najlepszy wynik należał do zespołu VakifBank Stambuł, który w latach 2012-2014 zanotował serię 73 zwycięstw. W tureckiej ekipie występowała wówczas Małgorzata Glinka-Mogentale.

Teraz inna Polka mogła cieszyć się z tego wyjątkowego osiągnięcia.

"To na pewno wielka rzecz, choć nic za to się nie dostaje. To jest tylko satysfakcja, ale też taka myśl, że przynajmniej przez te najbliższe kilka lat zostaniemy zapisani na kartach historii. Ten wyczyn napawa mnie dumą, nie sądziłam, że moja osoba będzie brała w tym udział" - powiedziała PAP 31-letnia Wołosz.

Reklama

Jak dodała, na ten sukces złożyło się wiele czynników, dużo ciężkiej pracy m.in. nad wykreowaniem mentalności zwycięzcy.

"To nie jest tak, że jesteśmy maszynami czy robotami. Na to złożyło się kilka lat wspólnej pracy sztabu szkoleniowego i władz klubu, którzy wypracowali taki system, w którym zawodniczki świetnie się odnajdują. Nowe dziewczyny, które do nas dołączają, nie mają łatwego zadania i muszą szybko przełączyć się na ten mental zwycięzcy. Jak przychodzisz do Imoco, to wiesz, że wszyscy oczekują od ciebie zwycięstw, co jest fajne, ale zarazem bardzo trudne" - tłumaczyła rozgrywająca reprezentacji Polski.

Seria Imoco trwa od 12 grudnia 2019 roku, wówczas w lidze włoskiej drużyna doznała ostatniej porażki - z Bartoccini Fortinfissi Perugia (2-3). Jak przyznała Wołosz, było kilka momentów, gdzie rywalki mogły przerwać tę passę. Choćby niedawne dwa spotkania ligi włoskiej wygrane po tie-breakach. Pod koniec października Vero Voley Monza z Magdaleną Stysiak w składzie prowadziło z Imoco 2-1 w setach, a w tie-breaku były dwie piłki od zwycięstwa. Ostatecznie decydującą partię wygrała ekipa z Conegliano 15-13.

"Ostatnimi czasy nawet, gdy wynik był mocno zagrożony, nie traciłyśmy spokoju i pewności siebie. Ja miałam zawsze takie przekonanie, że mimo trudności, to uda nam się wygrać. Chyba jednak taki najtrudniejszy mecz miałyśmy w finale Ligi Mistrzyń z VakifBankiem. W tym spotkaniu oba zespoły miały swoje lepsze i gorsze momenty. Przegrywałyśmy w tie-breaku, ale na koniec miałyśmy trzy piłki meczowe, których nie mogłyśmy skończyć i rywalki prawie nas dogoniły (ostatecznie Włoszki wygrały 15-12 - PAP)" - wspomniała.

Zdaniem polskiej siatkarki imponująca passa dodatkowo motywuje rywali, bo też każdy chce być tym zespołem, który pierwszy "złamie" triumfatora ostatniej edycji Ligi Mistrzyń.

"Mam wrażenie, że każdy zespół, który staje przeciwko nam, wzbija się na wyższy poziom. Chce nam dopiec i stawia trudne warunki. Tydzień temu grałyśmy z drużyną z Cuneo, która jest w dole tabeli. Ciężko było nam złapać ich rytm, a to przecież my powinniśmy narzucić swój styl. Na szczęście udało się wygrać 3-2" - przyznała.

Wołosz nie ukrywa, że choć emocje z pobijaniem rekordu nieco opadły, to jej klub będzie chciał dalej śrubować ten wynik.

"Nie jest tak, że pobiłyśmy rekord i możemy odetchnąć, a jak przegramy, to nic się nie stanie. Ten głód wygrywania jest cały czas w nas. Praktycznie na każdy mecz wychodzimy na boisko w roli faworyta, więc ta presja jest spora. Twardo stąpamy po ziemi" - zaznaczyła.

Wołosz ostatnią porażkę zaliczyła w meczu reprezentacji Polski. W styczniu 2020 roku w holenderskim Apeldoorn w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich biało-czerwone grały w półfinale z Turcją. Podopieczne Jacka Nawrockiego nie wykorzystały kilka piłek meczowych, ostatecznie przegrały 2-3 i straciły szansę na występ w Tokio.

"To akurat była bolesna porażka, bo w tym meczu mogło wydarzyć się mnóstwo różnych scenariuszy. Bardzo długo o tym meczu myślałam, o tym, jakie decyzje mogłam podjąć na boisku w różnych sytuacjach. Kilkadziesiąt różnych rozwiązań przychodziło do głowy, w pewnym momencie było to już takie samobiczowanie się. Wygrywanie jest fantastyczną sprawą, natomiast wciąż pamiętam, jak smakują porażki" - przyznała.

W środę Włoszki rozpoczynają rozgrywki Ligi Mistrzyń, na początek zmierzą się z serbskim debiutantem ZOK Ub. W grupie zagrają także m.in. z Grupą Azoty Chemikiem Police.

"Tak się składa, że gramy w Szczecinie 23 grudnia, a więc przed samymi świętami. Dyrektor sportowy Chemika Radek Anioł żartobliwie mi nawet napisał, że "załatwił mi święta w Polsce". Cieszę się, że będę mogła w środku sezonu spotkać się z rodziną. Niestety, po meczu muszę wracać, bo 26 grudnia gramy spotkanie ligowe. Ale na pewno mama przygotuje mi torbę pełną rarytasów na święta" - zdradziła.

Wołosz, po wspomnianym turnieju w Apeldoorn, nie wróciła do kadry, ale jak zaznaczyła, nie zamknęła tego rozdziału w swoim życiu.

"Można powiedzieć, że zawiesiłam karierę reprezentacyjną, bo potrzebowałam więcej czasu dla siebie. Nie żałuje tej decyzji. Różne rzeczy mogą się jeszcze wydarzyć, ta furtka jest wciąż lekko uchylona" - stwierdziła.

Obecnie trwa konkurs na nowych selekcjonerów reprezentacji. Choć Polski Związek Piłki Siatkowej nie ujawnia nazwisk trenerów, którzy się do niego zgłosili, nie jest tajemnicą, że jednym z kandydatów jest szkoleniowiec klubowy Wołosz - Daniele Santarelli.

"To prawda, nie ukrywam, że trener pytał mnie o różne rzeczy związane z polską siatkówką, a ja chętnie wszystko mu opowiedziałam. Natomiast staramy się nie łączyć tych dwóch rzeczy - konkursu i pracy w klubie. Mogę powiedzieć, że z Danim pracuję już piąty sezon, bardzo się lubimy i super się dogadujemy. Będę też mocno mu kibicować. Mam tylko nadzieję, że będzie miał okazję być wysłuchanym przez władze związku i osobiście przedstawi swoje pomysły" - powiedziała.

Związek poinformował, że do konkursu na stanowisko selekcjonera żeńskiej kadry zgłosiło się aż 20 osób. Zdaniem Wołosz, to też dobrze świadczy o potencjale żeńskiej siatkówki w Polsce.

"Super, że jest tyle kandydatów i wiem, że w tym gronie są znakomici, naprawdę wielcy trenerzy. Chcą z nami pracować, to znaczy, że mają pozytywne zdanie na temat polskiej siatkówki kobiet i widzą w nas potencjał. To jest dobry sygnał. Kilkanaście lat temu władze związku postawiły na zagranicznych trenerów w męskiej reprezentacji. Oni tę kadrę mocno ruszyli do przodu. Wierzę, że podobnie będzie z nami" - podsumowała znakomita rozgrywająca.

Marcin Pawlicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama