Joanna Kaczor-Bednarska: Najlepsze ekipy w Europie błędów nie wybaczają
Ze smutkiem, złością i poczuciem niedosytu na twarzach biało-czerwone siatkarki opuszczały Expo Arenę w Brukseli po przegranym 0:3 ćwierćfinale mistrzostw Europy z Turcją. Patrząc na przebieg meczu szczególnie w dwóch pierwszych setach można mieć poczucie niewykorzystanej szansy. Ale czy na pewno tak było? - komentuje dla Interia Sport Joanna Kaczor-Bednarska, była reprezentantka Polski i brązowa medalistka ME z 2009 roku

Na własnej skórze nieraz poczułam, jak to jest grać i przegrywać z drużynami bardziej doświadczonymi, utytułowanymi i, co najważniejsze, pewnymi siebie. Z perspektywy boiska czuć wtedy wszechobecną presję przeciwnika, który tylko czeka na dogodny moment, by pozbawić rywala najmniejszych złudzeń. I choć walczy się z całych sił, to okazuje się, że to jest ciągle za mało.
Mimo początkowego prowadzenia Polek oglądając spotkanie miało się wrażenie, jakby to Biało-Czerwone ciągle goniły wynik. Joanna Wołosz na gorąco po meczu mówiła o braku agresji w naszym zespole, co dało się zauważyć szczególnie w końcówkach, gdy seriami traciliśmy punkty. Bo grając o awans do półfinału nie ma miejsca na niedociągnięcia w przyjęciu, na nieskuteczność w ataku, czy na zachowawcze granie. Najlepsze ekipy w Europie błędów nie wybaczają, więc kilka naszych pomyłek plus brak komunikacji odebrały nam szanse na wyrównaną walkę. Mnie na myśl przychodzi tu stare trenerskie porzekadło - gra się tak, jak przeciwnik pozwala, a ten nie pozwolił.
Za mało wygranych piłek po własnej zagrywce
Z założeń na to spotkanie na pewno udało nam się zatrzymać tureckie środkowe i wymęczyć w przyjęciu Ebrar Karakurt, ale mecz przegraliśmy przede wszystkim na "break point’cie" co w przełożeniu na język mniej techniczny mówi, że nie zdobywaliśmy punktów po własnej zagrywce tak często, jak zdobywał je przeciwnik. Turcja za sprawą Melisy Vargas stała się drużyną bardzo ofensywną, a co za tym idzie gotową na wyzwania, jakie niesie za sobą słabsze przyjęcie lub niedokładna obrona. Wystarczyło tylko wystawić spokojną piłkę na skrzydło, tak, by atakująca miała komfort w doborze uderzenia.
Ćwierćfinały to już historia, a w grze o mistrzostwo Europy pozostały Włoszki, Serbki, Holenderki i nasze pogromczynie Turczynki. Te pierwsze nie straciły jeszcze seta w turnieju i tak naprawdę dotąd nie spotkały rywala, który mógłby im zagrozić. Podobnie wygląda dorobek Holenderek i Turczynek, które dały sobie urwać tylko po jednym secie, natomiast dwie partie oddały Serbki. Patrząc na składy zespołów i ich dotychczasowe poczynania szykują nam się bardzo ciekawe mecze. Kto wytrzyma presję i zagra w finale, a komu pozostanie gra o brąz? - przekonamy się już dziś wieczorem.















