Reklama

Reklama

Gajić: Nie mogę obiecywać cudów

Przy okazji meczu Ligi Mistrzów Polska Energia Sosnowiec - Lokomotiw Biełgorod do Polski przyjechał Zoran Gajić, jeden z trójki kandydatów do objęcia posady trenera polskich siatkarzy. Gajić pracuje w rosyjskim klubie jako dyrektor sportowy.

Serb uchodzi za głównego kandydata do objęcia posady, ale jest też najdroższy. Gajić chciałby zarabiać około 150 tysięcy euro, a oprócz tego zażądał komfortowego mieszkania dla rodziny, samochodu i dobrych szkół dla dzieci. Boris Kolczins gotów jest podjąć pracę z biało-czerwonymi za 120 tysięcy euro, natomiast Raul Lozano zadowoli się kwotą 110 tysięcy euro.

Reklama

- Chcę zostać trenerem polskiej reprezentacji, bo uważam, że wasz zespół jest w gronie ekip, które stać na wywalczenie medalu podczas wielkiej imprezy. Gdybym dostał propozycję na przykład z Austrii, to nawet nie siadałbym do stołu. Mnie interesują tylko wielkie wyzwania. Może bym się zaczął zastanawiać, gdyby zadzwonili do mnie szejkowie z Arabii Saudyjskiej i dostałbym jakiś bajeczny kontrakt. Ale i na to bym się pewnie nie zdecydował. Nie interesuje mnie odcinanie kuponów do sławy - powiedział Gajić w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego".

Głównym celem postawionym przez PZPS jest zdobycie przez polskich siatkarzy medalu na igrzyskach olimpijskich w Pekinie.

- Wiem, że chcielibyście deklaracji, ale ja jestem poważnym człowiekiem i nie mogę robić z gęby cholewy. Nie mogę obiecywać cudów. Potrzebuję czasu, by poznać waszych graczy, zajrzeć im do głowy i serca. Wtedy mogę wam powiedzieć, na co ich stać. Wiem na pewno, że polski zespół ma możliwości, że jest w grupie walczącej o doścignięcie wielkiej czwórki - czyli Brazylii, Włoch, Rosji i Serbii, którą wciąż uważam za najlepszy zespół świata. Musicie mieć jednak świadomość, że łatwiej jest awansować z 15. miejsca na świecie na piąte, niż wedrzeć się z piątej pozycji do wielkiej czwórki - podkreślił Gajić.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama