Reklama

Reklama

Final Six: Serbia - Brazylia 3:0 w meczu o złoto

Niespodzianka w wielkim finale Ligi Światowej! W krakowskiej Taurn Arenie Serbowie pokonali Brazylię 3:0 i po raz pierwszy w historii zdobyli złoty medal tych prestiżowych rozgrywek. Brąz wywalczyli Francuzi. Polacy zostali sklasyfikowani na piątym miejscu.

W Tauron Arenie Serbowie stanęli przed szansą, żeby pierwszy raz w historii zdobyć złoty medal Ligi Światowej. Brazylia jest natomiast rekordzistą pod tym względem. "Canarinhos" triumfowali w tych prestiżowych rozgrywkach aż dziewięciokrotnie. Dla podopiecznych Nikoli Grbicia "światówka" w tym sezonie jest imprezą najważniejszą, bo jako jedyni z grona uczestników Final Six pod Wawelem nie zakwalifikowali się do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro.

Oba zespoły miały w nogach ciężkie półfinałowe pojedynki. Serbowie pokonali Włochów 3:2, a Brazylijczycy Francuzów 3:1.

Na początku spotkania oglądaliśmy popis gry blokiem. Fantastycznie w tym elemencie spisywał się Maurício Souza. W zespole Serbów błyszczał natomiast Srecko Lisinac. To on zatrzymał Wallace'a i zawodnicy Nikoli Grbicia schodzili na pierwszą przerwę techniczną z dwoma punktami w zapasie. Brazylijczycy ustawili "ścianę", której nie sforsował Marko Ivović (8:8). Serbowie zyskali przewagę dzięki mocnej zagrywce wytrącając Brazylijczykom z rąk ich atut, czyli szybką kombinacyjną grę na siatce w pierwszym tempie. "Canarinhos" popełniali błędy lub ich ataki podbijali rywale i wyprowadzali zabójcze kontry. Skutecznością popisywał się zwłaszcza Drażen Luburić. Na drugiej przerwie technicznej przewaga ekipy z Bałkanów wynosiła już trzy "oczka" (16:13), a po kapitalnej zagrywce Urosa Kovacevicia aż pięć (18:13).

Brazylijczycy ruszyli w pościg. Świetnie spisywał się w ataku i na zagrywce Ricardo Lucarelli. Dzięki niemu gospodarze IO w Rio zbliżyli się na dwa punkty (20:22). Ich zapędy powstrzymał Marko Podrascanin wbijając "gwoździa" z krótkiej, a chwilę później Brazylijczycy nie poradzili sobie z zagrywką Luburicia (24:20). O przerwę poprosił Bernardo Rezende. Dwa setbole siatkarze z Kraju Kawy obronili, ale trzeciego już nie dali rady. Mauricio Borges posłał zagrywkę w siatkę.   

Serbowie nie wstrzymywali ręki w polu zagrywki także w drugiej partii. Po stronie Brazylii zaczęły mnożyć się błędy, co przełożyło się na wynik (8:5, 11:7). Bernardo Rezende wziął czas, a jego uwagi wzięli sobie do serca Brazylijczycy, którzy ruszyli w pogoń. Za sprawą Mauricio Borgesa i Wallace'a "Canarinhos" odrobili całą stratę (12:12). Niemoc Serbów przerwał dopiero Luburić. Serbski atakujący, a także Kovacević spowodowali, że na drugiej przerwie technicznej w lepszych humorach byli siatkarze z Bałkanów (16:13). Kovacević "ostrzeliwał" zagrywką Brazylijczyków (18:14). Zawodnicy Bernardo Rezende znów musieli "gonić" wynik. Ich wysiłki prawie przyniosły efekt, kiedy Felipe Fonteles zablokował Luburicia (20:21). Końcówka seta należała jednak do Serbów, a decydujący cios w tej partii zadał Luburić (25:22).

Reklama

Dłuższa przerwa między drugim, a trzecim setem nie wybiła z rytmu Serbów, którzy szybko zbudowali bezpieczną przewagę (6:3). Brazylia to jednak Brazylia. Zespół tej klasy w każdej chwili może się obudzić i odwrócić losy rywalizacji. "Canarinhos" nie zrazili się nieudanym początkiem trzeciego seta i szybko doprowadzili do remisu (9:9). Co z tego skoro za chwilę Serbowie znów ich "przycisnęli". Kovacević szalał na zagrywce. Albo zdobywał punkty bezpośrednio, albo sprawiał na tyle dużo kłopotów, że Brazylijczycy zmuszeni byli do czytelnej gry. Próbując mijać blok często się mylili, jak choćby Lucarelli czy Wallace. Na drugiej przerwie technicznej Serbowie prowadzili już 16:11.

Brazylijczycy znaleźli się w piekielnie trudnej sytuacji. Serbowie nie zamierzali ani na chwilę "odpuścić". Trzymali rywali na bezpieczny dystans (18:13, 20:15). Kapitalne zawody rozgrywali zwłaszcza Ivović i Luburić, ale tak na dobrą sprawę, cały zespół zasługiwał na słowa uznania. Cień szansy dla Brazylii pojawił się, kiedy Ivović nie przyjął zagrywki Wallace'a (20:22). Grbić wybił atakującego Brazylii z biorąc czas. Pomogło. Nikola Jovović "wyczyścił" siatkę Ivoviciovi, który atakiem z drugiej linii zdobył punkt. Serbowie pewny krokiem zmierzali po zwycięstwo. I tak też się stało. Eder popsuł zagrywkę, a chwilę później szał radości ogarnął Serbów! 3:0 z Brazylią w finale Ligi Światowej, to musi budzić uznanie. Wielka szkoda, że tej drużyny zabraknie w Rio.

Po meczu powiedzieli:

Bernardo Rezende (trener reprezentacji Brazylii): Serbia zasłużyła na wszystkie komplementy, a trener Nikola Grbic za taktykę jaką obrał. Trudno cokolwiek teraz o tym meczu mówić. W trzech setach popełniliśmy więcej błędów niż w ostatnich dwóch meczach. Przepraszam kibiców i zawodników, którzy ciężko pracowali, musiałem gdzieś popełnić błąd. Głównym turniejem jednak są igrzyska olimpijskie i musimy wyciągnąć z tego wnioski, by takie spotkanie już się nie powtórzyło. Dziękuję Polsce za świetną organizację i ciepłe przyjęcie. To był dla nas wspaniały tydzień.

Bruno Rezende (kapitan reprezentacji Brazylii): Chciałem po prostu pogratulować Serbii, bo wywierali na nas presję w każdym momencie. A my pod wpływem tego zrobiliśmy mnóstwo błędów. Musimy teraz wrócić do siebie i poprawić to przed igrzyskami.

Nikola Grbić (trener reprezentacji Serbii): Po prostu chciałbym wszystkim moim chłopakom pogratulować i mam tu na myśli wszystkich zawodników oraz sztab. Przez trzy miesiące mnie wspierali, nawet wtedy, gdy nie było to łatwe. Chciałem właśnie tego, by przyjechać do Krakowa i zagrać dokładnie tak, jak zagraliśmy. Wiedziałem, żeby osiągnąć cel, musimy wiele przecierpieć. Trenować o wiele ciężej niż kiedykolwiek wcześniej. Dlatego właśnie trudno było ze mną wytrzymać każdego dnia. Dziękuję im, że mi zaufali, szli za mną.

Dragan Stanković (kapitan reprezentacji Serbii): Co ja mogę powiedzieć? Bardzo trudno jest wygrać z Brazylią w jakichkolwiek zawodach, a pokonać ich w finale 3:0 to wyjątkowy wynik. Także w zeszłym roku byliśmy w finale i ja pamiętam, jak przed spotkaniem byliśmy zrelaksowani i się śmialiśmy. Na boisku przegraliśmy z Francją 0:3. W tym sezonie wiedziałem, że wyciągnęliśmy z tego wnioski. Od samego początku byliśmy bardzo skupieni i walczyliśmy o każdy punkt. Po drugim secie byłem pewny, że po raz pierwszy w historii jesteśmy w stanie wygrać Ligę Światową. 

Robert Kopeć, Kraków


Serbia - Brazylia 3:0 (25:22, 25:22, 25:21)

Serbia: Uros Kovacević, Marko Ivović, Nikola Jovović, Drażen Luburić, Marko Podrascanin, Srecko Lisinac, Neven Majstorović (libero) oraz Milos Nikić

Trener: Nikola Grbić

Brazylia: Bruno Rezende, Wallace, Maurício Souza, Lucas Saatkamp, Ricardo Lucarelli, Mauricio Borges, Tiago Brendle (libero) oraz William, Evandro Guerra, Felipe Fonteles, Eder

Trener: Bernardo Rezende


Dowiedz się więcej na temat: liga światowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje