Damian Gołąb, Interia Sport: W trakcie mistrzostw Europy w Starych Jabłonkach kilka razy słyszeliśmy, że to ostatnia tak duża impreza w tym miejscu, że czas pożegnać siatkówkę plażową na takim poziomie w Starych Jabłonkach. Czy to już postanowione?
Tomasz Dowgiałło, dyrektor ME w siatkówce plażowej w Starych Jabłonkach: Za wcześnie mówić o tym, że się żegnamy. Cały czas mam nadzieję, że nie. Wyraziliśmy bardzo wyraźnie swoją opinię, że mamy fajny produkt, ale potrzebujemy pomocy w sferze finansowania tej imprezy, jeżeli chcemy dalej ją mieć. W tym roku niestety nie udało się tego budżetu "spiąć", mimo że bardzo się staraliśmy. Ale widać nie do końca potrafimy to robić. Mówimy jasno: chętnie będziemy to robić, ale pomóżcie nam organizować pieniądze. Kierujemy te słowa do osób decyzyjnych. Nie chcę więc powiedzieć, że to ostatni raz, bo mam nadzieję, że nie. Aczkolwiek jest jakiś tam znak zapytania, co dalej.
Pan już przed turniejem przyznał, że mieliście w zasadzie dogadanego sponsora głównego, tytularnego, ale wycofał się właściwie na ostatniej prostej.
- Zabrakło jednej kluczowej decyzji. Faktycznie od półtora roku rozmawialiśmy o tym partnerstwie. To było partnerstwo tytularne dla tej imprezy, wydawało nam się, że wszystko jest w porządku.W pewnym momencie coś się jednak zacięło i niestety później już musieliśmy "łatać" ten budżet na wiele sposobów. Nie udało się to, bo budżet tej imprezy jest duży, to pięć milionów złotych. Stąd więc może nie żal, ale takie nasze postanowienie, że trzeba trochę przeorganizować, przewartościować tę sprawę.
Co dalej z siatkówką plażową w Starych Jabłonkach? Wymowna ocena CEV
Siatkarze i goście z zagranicy jednym głosem chwalą imprezę. Gdy słychać takie pochwały, pewnie tym bardziej żal rezygnować z organizacji turniejów w miejscu, które wpisało się w tradycję siatkówki plażowej?
- Faktycznie ja też słyszę te pochwały, przede wszystkim od ludzi z zagranicy, od dziennikarzy, którzy tutaj przyjechali z całej Europy, od kibiców - wszyscy są pod ogromnym wrażeniem. Wartość promocyjna tej imprezy dla regionu, dla Polski jest przeliczalna i ona w tej chwili, bo mamy pierwsze szacunki, wynosi kilkanaście milionów złotych: w tym, co powróci do nas i mam nadzieję, że przełoży się na przyszłe rezerwacje w hotelach. Ale też to, co wydarzyło się wokół tej imprezy: to na nią zjechało kilka tysięcy gości, którzy gdzieś jedli, gdzieś spali, czymś tutaj dojeżdżali. Myślę więc, że dla regionu ta impreza już się zwróciła. A jeżeli doliczymy jeszcze ten ekwiwalent medialny, to na pewno było warto.
Z pana punktu widzenia, organizatora turnieju, udało się wszystko, co sobie zamierzyliście?
- Są może jakieś małe szczególiki, które bym zmienił, chciałbym poprawić. Ale generalnie to, co sobie założyliśmy, w 97 procentach osiągnęliśmy. Na pewno bardzo pomogła pogoda. Patrząc na te wakacje, można powiedzieć, że naprawdę trafiliśmy w dziesiątkę. To była dobra impreza, osobiście jestem bardzo, bardzo zadowolony.
Jak Europejska Konfederacja Siatkówki (CEV) oceniła mistrzostwa Europy?
- Mieliśmy spotkanie z panem supervisorem, na którym podsumowaliśmy turniej. Pzekazał mi raport, który był w sumie bardzo krótki. Oprócz tego, jak nas chwalił, jest tam taka rubryka, gdzie trzeba wymienić rzeczy do poprawienia. I tam był krótki wyraz "none", czyli nic. Jest to takie odzwierciedlenie tego, co myślał o tej imprezie. Od przedstawicieli federacji słyszymy, że była to jedna z najlepszych imprez w historii mistrzostw Europy.
Przesilenie w polskiej siatkówce plażowej? "Jest co podglądać"
Zabrakło pewnie tylko lepszych wyników naszych reprezentantów. W reprezentacji Polski przychodzi czas na przesilenie? Po kobiecej kadrze nie spodziewaliśmy się chyba zbyt wiele, w męskiej para Bryl/Łosiak zmagała się z problemami zdrowotnymi, a młodsze pary dopiero się ogrywają.
- Mam podobne spostrzeżenia. Śmialiśmy się z Bartkiem Łosiakiem, że trafili z formą rok za wcześnie. W zeszłym roku przecież mieliśmy tutaj chłopaków w finale turnieju Pro Tour, więc nie można mówić o jakiejś zapaści. Oczywiście trzeba zadać sobie pytanie, dlaczego faktycznie te nasze młode pary, tak jak dzieje się w przypadku Szwedów czy innych narodowości, nie przejmują powoli tej pałeczki po starszych kolegach, koleżankach. Chyba napływ młodzieży jest za mały i tutaj trzeba się trochę nad tym zastanowić. To, co podkreśla pan Jakub Rutnicki, minister sportu: brakuje infrastruktury całorocznej. Ja się z tym zgadzam, że jeżeli powstanie w Polsce kilka hal - a słyszę o ośmiu - w dużych miastach czy dużych ośrodkach, to naprawdę może to być taki milowy krok dla siatkówki plażowej. Jeżeli dostosujemy do tego jeszcze system szkolenia, to myślę, że za kilka lat będziemy mieli efekty.
Czy w tej chwili nie wygląda to tak, że paradoksalnie olbrzymi sukces siatkówki halowej wcale nie przekłada się na plażową, bo "odsysa" wszystkie talenty?
- Tak, ale z drugiej strony są przykłady krajów takich jak Francja, która tutaj zarówno w turnieju kobiecym, jak i męskim zaszła bardzo wysoko. A jest również bardzo silna halowo, więc to się da zrobić. Tym bardziej, że przypomnijmy sobie, że jeszcze kilka lat temu Francuzi nie byli wcale tak mocni. Widać, że coś tam zadziałało, że system tam funkcjonuje. Szwedzi, Norwegowie, Łotysze mają system szkolenia, który działa, więc myślę, że jest od kogo podpatrywać, jest co podglądać. I można to zrobić nawet w kraju tak silnym halową siatkówką.
Rozmawiał Damian Gołąb















