Reklama

Reklama

Farmutil wzmocniony, ale nie do końca

Siatkarki Farmutilu Piła w sobotę wyjazdowym meczem z AZS Białystok rozpoczną nowy sezon. Klub wicemistrza Polski ma jednak problemy - trzy nowe zawodniczki - Milena Sadurek, Paulina Maj i Alena Hendzel nie są zatwierdzone do gry w pilskim zespole.

Farmutil po udanym sezonie, zakończonym trzecim z rzędu tytułem wicemistrza Polski, po raz kolejny zasadniczo zmienił oblicze. Ze srebrnego składu ubyły reprezentacyjna rozgrywająca Katarzyna Skorupa (Aluprof Bielsko-Biała), jej zmienniczka - Anna Manikowska (AZS Białystok), środkowa Julia Szeluchina (urlop macierzyński), a skrzydłowe Anita Chojnacka, Dominika Sieradzan oraz libero Marta Kuehn Jarek przeszły do Calisii.

Trener Farmutilu Jerzy Matlak też miał konkretną propozycję pracy w Aluprofie Bielsko-Biała, ale zdecydował się pozostać w Pile. Szybko wzmocniono skład - z Aluprofu do pilskiej drużyny dołączyły rozgrywająca Milena Sadurek, środkowa Edyta Kucharska oraz libero Paulina Maj. Z Gedanii Farmutil pozyskał rozgrywającą Ewę Kasprów, z AZS AWF Poznań przyjmującą Joannę Frąckowiak, a z AZS Białystok Alenę Hendzel. Kłopot w tym, że trzy dni przed inauguracją nowego sezonu, Sadurek, Maj i Hendzel nie są zatwierdzone do gry w pilskim klubie. Ich poprzednie kluby żądają za zawodniczki kwoty tzw. odstępnego.

Reklama

- Jesteśmy w trakcie rozmów z klubem z Bielska i mam nadzieję, że osiągniemy porozumienie, na mocy którego Sadurek i Maj będą mogły zagrać u nas od pierwszego meczu - wyjaśnia Radosław Ciemięga, wiceprezes Farmutilu.

- Cała sprawa zakończy się prawdopodobnie w sądzie polubownym PZPS. My mamy swoich prawników, którzy uważają, że zawodniczki mogły odejść do innych klubów. Bielsko ma swoje zdanie. Oczywiście my zaakceptujemy każdą decyzję sądu polubownego, ale wiadomo, że trochę to zajmie czasu. Ale uważam, że nie ma takiej możliwości, by Sadurek i Maj nie zagrały u nas w ogóle. Hendzel z kolei wypowiedziała umowę AZS-owi Białystok, ale ten uznał, że nie miała podstaw. Ta sprawa może też potrwać kilka tygodni - dodał Ciemięga.

Trener Matlak wierzy, że jego podopieczne po raz kolejny pomieszają szyki faworytom - Aluprofowi i Muszyniance-Fakro Muszynie. - Przez ostatnie trzy sezony mój zespół był typowany do najlepszej czwórki, ale z reguły jako "ten czwarty". Tymczasem ja jako jedyny grałem trzykrotnie z rzędu w finale i właściwie zabrakło tylko końcowego sukcesu. Ktoś nam z urzędu już przydzielił trzecie miejsce, ale my postaramy się zburzyć tę ligową hierarchię - stwierdził utytułowany trener.

Matlak przyznał, że nie miał zbyt wielkiego wyboru przy doborze zawodniczek. - Prawda jest taka, że w tym drafcie ja wybierałem jako trzeci. Zawodniczki, które chciały ogromnych pieniędzy poszły do Bielska czy Muszyny. Do mnie przyszły młode dziewczyny, które chcą się jeszcze uczyć. Skład nam się mocno zmienił i potrzeba będzie jeszcze dużo czasu, by to poukładać - stwierdził.

Pilanki wystąpią również w Lidze Mistrzów. Los dla Farmutilu był jednak mało życzliwy - wicemistrzynie kraju zagrają w grupie "śmierci" z Dela Martinus Amstelveen (Holandia), Sirio Perugia (Włochy) i Zariecze Odincowo (Rosja).

- Do dziś się głowię, jak można było w jednej grupie wylosować uczestników ostatniego Final Four - Perugię i Odincowo. Na pewno będzie bardzo trudno o awans. W ubiegłym roku potrafiliśmy jednak i pokonać RC Cannes, i wygrać na wyjeździe z Monteschiavo Jesi. Ja wierzę, że podobnie jak ostatnio, moje dziewczyny tylko skorzystają z doświadczenia, jakie daje udział w Lidze Mistrzyń - podsumował Matlak.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy